Znamy tylko jeden model życia, gdzieś w kosmosie może być inny, zupełnie dla nas nieoczywisty. Naukowcy zgadzają się tylko co do jednego: życie potrzebuje planety. Dlatego szukamy drugiej Ziemi - opowiada amerykański astronom dr William Cochran
Tomasz Ulanowski: Podobno już ustalacie kolejność nazwisk pod publikacją, w której ogłosicie, że kosmiczny teleskop Keplera odkrył drugą Ziemię w kosmosie?
Dr William Cochran*: Spieszymy się, bo dotychczasowe wyniki poszukiwań chcemy zaprezentować już na styczniowym kongresie Amerykańskiego Towarzystwa Astronomicznego.
Słyszałem, że trzymacie swe odkrycia w wielkiej tajemnicy?
- Bardzo chcemy uniknąć pomyłki. Proszę sobie wyobrazić, jak ucierpiałaby nasza wiarygodność, gdybyśmy ogłosili, że znaleźliśmy drugą Ziemię, a potem musielibyśmy to odwoływać. Dużo nas nauczyła francuska misja teleskopu Corot, który ma znacznie mniejsze możliwości niż Kepler, ale w poszukiwaniu planet pozasłonecznych wykorzystuje tę samą technikę. Wpatruje się w gwiazdę i szuka "skaz" na jej tarczy. Jeśli jej jasność na chwilę przygasła - tak jakby gwiazda do nas mrugnęła - może to oznaczać, że pomiędzy nią a obserwatorem przemknęła planeta. W dziewięciu na dziesięć przypadkach te mrugnięcia są jednak spowodowane przez inne zjawisko. Łatwo o pomyłkę.
Ciągle uczymy się posługiwać Keplerem. Zaczął pracować w maju, przysłał mnóstwo informacji, ale sporo z tego to szum wywołany zakłóceniami w jego oprogramowaniu. Musimy być niezwykle ostrożni, może to wyglądać, że jesteśmy skryci.Niech pan uchyli choć rąbka tajemnicy.
- Mogę zdradzić, że Kepler już coś znalazł. Pracujemy nad tym, żeby to zweryfikować za pomocą naziemnych teleskopów, m.in. 9-metrowego teleskopu w Obserwatorium McDonalda należącym do Uniwersytetu Teksańskiego. Już niedługo zbierzemy cały zespół i będziemy głosować. Jeśli wszyscy zgodzą się z tym, że daleko w kosmosie znaleźliśmy planety, prześlemy odkrycie do publikacji. Jeśli będą jeszcze wątpliwości, najpierw musimy je rozwiać.
Czy w grupie globów, których odkrycie właśnie weryfikujecie, jest podobny do naszego?
- Cała misja Keplera została podporządkowana znalezieniu drugiej Ziemi. Ale potwierdzenie, że ją odkryliśmy, jest skomplikowane. Planeta wielkości Ziemi wywołuje niewielki efekt - zmniejsza blask gwiazdy ledwie o 80-85 milionowych!
To skąd pewność, że to w ogóle planeta?
Trzeba zmierzyć zakłócenia w ruchu gwiazdy, tj. jak bardzo planeta kołysze swoim słońcem. Im jest masywniejsza oraz im bliżej znajduje się gwiazdy, tym mocniej nią kołysze. Wielkie gazowe globy, zwane gorącymi jowiszami, które obiegają swoje słońca w kilka dni, wywołują kołysania rzędu 300-400 m/s. Ale Ziemia jest bardzo mała i znajduje się na dużo dalszej orbicie. Zmienia prędkość Słońca o ledwie 10 cm/s. Dzisiaj żadne obserwatorium na świecie nie jest w stanie zarejestrować tak niewielkiego zakłócenia w ruchu odległej gwiazdy!
Czy kiedykolwiek to będzie możliwe?
- Ja od pewnego czasu przestałem mówić, że są rzeczy niemożliwe. Ponad 20 lat temu pukałem się w głowę, kiedy Bill Borucki z NASA - obecny szef misji Keplera - mówił, że chodzi mu po pomysł na taki teleskop. Myślałem, że jest technicznie niemożliwy (wtedy rzeczywiście tak było), a poza tym, że nigdy nie uda się znaleźć na niego pieniędzy. Kiedy napisaliśmy już plan misji, NASA go odrzuciła. Dopiero po wielu poprawkach, za trzecim podejściem udało nam się namówić NASA do budowy Keplera. Wszystko dzięki niesłychanej determinacji Boruckiego.
Proszę pamiętać, że pełne okrążenie Słońca zajmuje Ziemi 365 dni. Jeśli więc przed jakąś gwiazdą przemknie bliźniak naszej planety, a my dostrzeżemy jej "mrugnięcie", to na ponowne "mrugnięcie" będziemy musieli czekać aż rok! Na szczęście misja Keplera jest zaplanowana na ponad trzy lata, więc jest czas, żeby odkrycie drugiej Ziemi chociaż w ten sposób potwierdzić.
A więc sensacyjnej wieści o drugiej Ziemi mamy się spodziewać najwcześniej za trzy lata?
- Proszę mi wierzyć, chciałbym, żeby to było szybciej, ale po prostu się nie da. Na pewno zaś nie będziemy czekać, jeśli odkryjemy planetę wielkości Ziemi, która obiega gwiazdę w kilka dni. Zarejestrujemy wtedy wiele "mrugnięć". Także zakłócenia w ruchu gwiazdy będą wtedy dużo większe, możliwe do zaobserwowania. Ale czy to będzie druga Ziemia? Na początku roku Corot znalazł planetę większą od naszej tylko dwa razy, ale krąży ona bardzo blisko swojego słońca, obiega je w ledwie 20 godzin, więc na owym globie jest gorąco jak w piekle [średnia temperatura to 1000-1500 st. C].
To jaka ma być ta wymarzona druga Ziemia?
- Powinna mieć podobną masę, być skalista i w rok obiegać gwiazdę podobną do Słońca. Chodzi o to, żeby na jej powierzchni występowała woda w stanie ciekłym, która jest, jak sądzimy, warunkiem koniecznym do powstania życia. W rejonie, który obserwujemy - a więc w odległości od 1,5 tys. do 3 tys. lat świetlnych, w tym samym ramieniu Drogi Mlecznej co Układ Słoneczny - aż roi się od gwiazd takich jak Słońce. Jeśli nie znajdziemy tam bliźniaka Ziemi, będziemy mogli z czystym sumieniem uznać, że takie planety są rzadkością w kosmosie. W pewnym sensie Kepler ma odpowiedzieć na filozoficzne pytanie - czy jesteśmy w kosmosie zjawiskiem przeciętnym, czy też wyjątkowym.
A jak już znajdziecie drugą Ziemię, co potem?
- Wyślemy w kosmos kolejne teleskopy, które będą patrzyły tylko na tę planetę. Jeden zapewne spróbuje ją sfotografować (co będzie trudne, bo nikłe światło takiej planety ginie w potężnym świetle jej gwiazdy). Inny zbada, czy w jej atmosferze występuje wolny tlen. Ten pierwiastek bardzo szybko wchodzi w reakcje, więc jeśli występuje gdzieś w stanie wolnym, to znaczy, że coś musi odnawiać jego zapasy. Może bakterie lub rośliny, tak jak na Ziemi? Sprawdzimy też, czy jest tam metan, który na Ziemi produkują m.in. bakterie, albo dwutlenek węgla, który produkują zwierzęta? Te gazy pokazują, że istnieją jakieś procesy, które wytrącają atmosferę planety ze stanu równowagi. Na Ziemi takim procesem jest życie. Ciężko nam znaleźć życie na Marsie, a co dopiero gdzieś bardzo daleko w kosmosie.
- Oczywiście, przyroda jest dużo bardziej skomplikowana, niż nam się wydaje. Znamy tylko jeden model życia, a gdzieś w kosmosie może być inny, zupełnie dla nas nieoczywisty. Życie może być ukryte pod powierzchnią planety i nie dawać widocznych znaków. Tak może być na Marsie, na księżycu Jowisza Europie albo na księżycu Saturna Enceladusie. Na razie nie mamy technologii, żeby to sprawdzić. Naukowcy zgadzają się co do jednego - życie potrzebuje planety. Dlatego szukamy planet podobnych do Ziemi.
A gdyby życie na drugiej Ziemi było inteligentne?
- I tak nawiązanie z nim jakiegokolwiek kontaktu byłoby raczej niemożliwe. Po pierwsze, jeżeli planeta jest oddalona od Ziemi o 1,5 tys. lat świetlnych, to światło stamtąd leci do nas przez 1,5 tys. lat. A więc obserwujemy to, co istniało tam dawno temu. Teraz może nie być tam już żadnej cywilizacji. Po drugie, na pewno tam nie polecimy, bo nie przeskoczymy praw fizyki, według których nie można podróżować szybciej od światła. A nawet gdyby nam się udało zbudować statki podróżujące ze zbliżoną prędkością, to podróż zajęłaby tysiące lat. Niewiele szybciej będzie leciał tam i z powrotem sygnał radiowy.
Warto uświadomić sobie, że rozwój technologii, dzięki któremu jesteśmy w ogóle w stanie zastanawiać się nad kontaktem z obcą cywilizacją, trwa na Ziemi ledwie 100 lat! W porównaniu z wiekiem naszej planety, która ma już 4,5 mld lat, i z wiekiem Wszechświata, który ocenia się na ponad 13 mld lat, to tyle co nic. Jest mała szansa na to, że trafimy na cywilizację o podobnym stopniu zaawansowania jak nasza, a więc będziemy w stanie się z nią porozumieć.
Problem czasu i przestrzeni w kontaktach międzygwiezdnych jest chyba niemożliwy do rozwiązania. Chyba że znajdziemy jakąś drogę na skróty, dzięki której prędkość światła nie byłaby ograniczeniem. Idea zamieszkanego Wszechświata, którego obywatele pozostają ze sobą w kontakcie, wydaje mi się jednak tylko marzeniem autorów science-fiction.
To po co w ogóle prowadzimy poszukiwania drugiej Ziemi?
- Bo chcemy wiedzieć! Z badań nie zawsze musi coś praktycznego wynikać. Myślę, że samo pytanie o to, czy jesteśmy samotni we Wszechświecie, czy też nie, zasługuje na odpowiedź.
*dr William Cochran pracuje na Uniwersytecie Teksańskim w Austin w USA. Razem z naukowcami z Harvardu i uczonymi z NASA bierze udział w misji poszukiwania drugiej Ziemi prowadzonej za pomocą kosmicznego teleskopu Keplera. W ciągu 3,5 roku Kepler przeszuka okolice ponad 100 tys. gwiazd Drogi Mlecznej pomiędzy gwiazdozbiorami Łabędzia i Lutni
Źródło: 
putBan(62);google_protectAndRun("ads_core.google_render_ad", google_handleError, google_render_ad);
|