Mamy nadzieję że podoba Ci się nasza praca i to co chcemy Wam wszystkim przekazać. Jeżeli chciał(a)byś nam podziękować i wspomóc utrzymanie tej strony, a może i w przyszłości założenie Radio kliknij w przycisk umieszczony w stopce każdej stronki i przekaż darowiznę.
Panna A to jedna z największych galaktyk w kosmosie. Jak teraz zmierzyli astronomowie - jest w niej także największa znana czarna dziura, która zjadła już ponad 6 miliardów słońc. Może uda się ją sfotografować
W książce Saint-Exupéry'ego o Małym Księciu jest rysunek słonia, którego połknął wąż. Choć obrazek tak naprawdę przedstawia sylwetkę sytego węża, niewtajemniczeni zobaczą na nim ledwie obrys kapelusza. Słonia można dostrzec tylko siłą wyobraźni.
Całkiem podobnie ma się sprawa z czarnymi dziurami. To, co teoretycznie można dostrzec, to tylko ich obrys, zwany horyzontem zdarzeń. Wszystko, co się za nim dzieje, na zawsze pozostanie dla nas tajemnicą. Spoza horyzontu nie wydostaje się żadna informacja, uwięzione pozostają tam nawet promienie światła.
Ale na razie dostrzeżenie czarnej dziury wymaga od astronomów nawet większej wyobraźni niż zobaczenie słonia na obrazku "Małego Księcia". Gdy w roku 1967 John Wheeler wprowadził termin "czarna dziura", astronomowie nie dysponowali żadnymi dowodami, by kogokolwiek przekonać, że takie obiekty rzeczywiście istnieją. Horyzontu zdarzeń do dziś nikomu nie udało się sfotografować.
Skąd wobec tego wiemy o czarnych dziurach w kosmosie? Z obserwacji tego, ci się dzieje w ich pobliżu.
W czarnych dziurach znikają materia i promieniowanie, ale nie bez śladu. Wokół czarnej dziury tworzy się wir gazu i plazmy, która jasno świeci we wszystkich zakresach promieniowania. A na zewnątrz horyzontu wciąż czuć siłę ciążenia, jaką wywiera wszelka masa, która kiedykolwiek znikła w środku.
Czasem więc astronomowie widzą jasną gwiazdę, która zatacza w przestrzeni koła w ten sposób, jakby była na orbicie jakiejś innej gwiazdy, ale tej drugiej gwiazdy nie widać. Wtedy podejrzenie pada na czarną dziurę.
Jednym z pierwszych kandydatów na czarną dziurę był obiekt zwany Cygnus X-1 w gwiazdozbiorze Łabędzia (w odległości 6 tys. lat świetlnych od Ziemi). Znajduje się tam gwiazda, świetnie widoczna w obiektywie teleskopów, wokół której krąży niewidoczny towarzysz. W 1974 roku znani astrofizycy Stephen Hawking i Kip Thorne założyli się, że jeśli to czarna dziura, to Hawking zaprenumeruje Thorne'owi magazyn "Penthouse". 16 lat później Hawking uznał, że żadne inne wyjaśnienie nie wchodzi już w grę i... zamówił prenumeratę.
Podobnie, czyli z pośrednich przesłanek, wnioskuje się dziś o istnieniu ogromnych czarnych dziur w środku galaktyk, także naszej Drogi Mlecznej. Kilka lat temu niemieccy astronomowie zakończyli inspekcję gwiazd, które krążą w samym centrum naszej Galaktyki bardzo blisko niewidocznego obiektu, emitującego fale radiowe, zwanego Sagittarius A*. Jedna ze śledzonych przez nich gwiazd, zwana S2, porusza się z niewiarygodną prędkością 5000 km/s. Tak duża prędkość ruchu orbitalnego wymaga odpowiednio dużej siły grawitacji, która utrzyma gwiazdę na postronku. Astronomowie wyliczyli, że ta siła pochodzi od masy ok. 3,7 mln razy większej od Słońca, a przy tym ściśniętej w bardzo małym obszarze. Nic innego niż czarna dziura nie pasuje do tego obrazu.
Dokumentalny film na kanale "Discovery" o czarnych dziurach:
Adobe Flash Player not installed or older than 9.0.115!
W czwartkowym "Nature" John Kormendy z Uniwersytetu Teksasu w Austin (USA) z kolegami przedstawia ciekawą analizę tych ogromnych czarnych dziur galaktycznych. Okazuje się, że ich masa jest proporcjonalna do centralnego zgrubienia (kulistego obszaru bardzo gęsto zasiedlonego gwiazdami), które jest charakterystyczną cechą wielu galaktyk. Rozmiar dziury nie ma za to żadnego związku z peryferiami galaktyki, spiralnymi ramionami, czy potężnym halo z czarnej materii.
Zdaniem prof. Jamesa Peeblesa z Princeton jest to dowód na to, że te czarne dziury formowały się mniej więcej 5 mld lat po Wielkim Wybuchu, kiedy to rodziło się najwięcej nowych gwiazd w dziejach kosmosu, ponad dziesięć razy więcej niż w obecnych czasach. To one tworzyły centralne zgrubienia w galaktykach. Zasilały też liczne wtedy kwazary - czyli tajemnicze obiekty, które zajmują bardzo niewielki obszar, ale świecą równie jasno jak kilkadziesiąt miliardów słońc jednocześnie (dzięki czemu widać je do dzisiaj z odległości wielu miliardów lat świetlnych). Zdaniem astrofizyków odległe w czasie i przestrzeni kwazary to właśnie aktywne czarne dziury, które wciągały materię i tyły do diabelskich rozmiarów.
Tydzień temu astronom Karl Gebhardt z Uniwersytetu Teksasu na spotkaniu Amerykańskiego Towarzystwa Astronomicznego zaprezentował prawdziwe monstrum - czarną dziurę o rekordowej masie w samym środku galaktyki M87 (zwanej też Panną A, bo leży w konstelacji Panny). Co ciekawe, nie jest ona tak daleko jak kwazary. Znajduje się ledwie 50 mln lat świetlnych od nas. - To prawie na naszym kosmicznym podwórku - mówił Gebhardt.
W celu jej zważenia astronomowie posłużyli się ośmiometrowym teleskopem Gemini North na Hawajach oraz mniejszym teleskopem w Obserwatorium McDonalda w Teksasie. Mierzyli średnie prędkości gwiazd obiegających centrum galaktyki. Masę tkwiącej w centrum czarnej dziury oszacowali aż na 6,6 mld słońc). Jej horyzont zdarzeń jest więc trzy razy większy niż rozmiar orbity Plutona. Nie znamy większej.
Prof. Gebhardt uważa, że jest ona na tyle duża, że można by spróbować ją sfotografować z Ziemi. Byłby to pierwszy bezpośredni obraz takiej czarnej czeluści otwierającej wrota do świata bez powrotu. - Bo na razie nie mamy żadnych bezpośrednich dowodów na to, że czarne dziury istnieją... Zero, absolutnie zero obserwacyjnych przesłanek - mówi naukowiec.
Projekt wykonania takiej fotografii - choć nie w zakresie fal widzialnych, lecz milimetrowych mikrofal - już istnieje. Polega na stworzeniu sieci radioteleskopów na całej kuli ziemskiej. W połączeniu działałyby jak jeden potężny radioteleskop (Event Horizon Telescope), który miałby odpowiednią rozdzielczość, żeby dostrzec czarną dziurę, a właściwie tylko obrys jej horyzontu. - Za dwa, trzy lata to może się nam udać - twierdzi prof. Gebhardt.
Niestety, do środka ciemności, jak już ją zobaczymy, będziemy wciąż mogli zajrzeć tylko za pomocą wyobraźni. Tak jak do brzucha węża w baśni o Małym Księciu.