Home Przeszłość Historia Piotr Włostowic Sprowadza Cystersów do Polski - Historia prawie prawdziwa

Menu użytkownika

Reklamy

Pomóż utrzymać tę stronę
Pietrek
 
Piotr Włostowic Sprowadza Cystersów do Polski - Historia prawie prawdziwa PDF Drukuj Email
Historia
Wpisany przez Andrzej Puchalski i Janusz Kuliński   
Niedziela, 18 Lipiec 2010 08:58
Spis treści
Piotr Włostowic Sprowadza Cystersów do Polski - Historia prawie prawdziwa
2
Wszystkie strony

Jan Matejko, nasz narodowy historyk, który opowiada i utrwala historię Polski w obrazach, upamiętnił kiedyś, a właściwie w 1888 roku taką chwilę:

 

W centrum obrazu, na tronie siedzi potężny mężczyzna w podeszłym już wieku, odziany w szaty królewskie, trzyma w ręku klucz, który podaje opatowi w cysterskim habicie. Brodata twarz osłania cień przeżyć które musiały go spotkać. Jedno widoczne oko pokryte jest bielmem, tak jakby był niewidomym. Obok, po prawej stronie siedzącego mężczyzny wpatrzona w niego młoda kobieta. Niedaleko niej stoi biskup z rozłożonymi rękoma w których trzyma pastorał w lewej i kadzidło w prawej, do którego diakon sypie bursztyn. W X w. przyjmuje się zwyczaj okadzania ołtarza podczas poświęcenia kościoła, później zwyczaj ten wejdzie do liturgii przygotowania darów. Piękna jest symbolika spalającego się kadzidła które samo stoi na postumencie. Dym z tego kadzidła w nienaturalny sposób się załamuje i leci prosto do rycerza siedzącego nad rannym, chorym pielgrzymem. Ten rycerz – zakonnik odziany jest w biały płaszcz z czerwonym krzyżem. Tuż za nim stoi uzbrojony rycerz, który w ręce dzierży tarczę z czerwonym Gryfem, herbem Gryfitów. Naprzeciwko niego, wpatrzony gdzieś w przyszłość, jedną ręką opartą o filar stoi Budowniczy Kościoła. Budowniczy przyciska do piersi Cyrkiel i Węgielnicę. Za mężczyzną dającym opatowi klucz stoi rycerz z powiewającą flagą na której znajduje się biały łabędź na czerwonym tle.

  Piotr Włost sprowadza Cystersów do Polski - Jan Matejko 18881

Komentarz Matejki do tego obrazu (został przesłany przez artystę Jerzemu Dunin-Borkowskiemu) zaginął jednak wraz z całym archiwum rodziny Dunin-Borkowskich w czasie I Wojny Światowej.

 

 Kogóż to historię chciał przekazać nasz sławny malarz?

Obraz ten został zatytułowany „Piotr Włost sprowadza Cystersów do Polski” i został namalowany na zlecenie hr. Jerzego Dunin-Borkowskiego, ale takie zdarzenie nigdy nie miało miejsca w historii Polski. Piotr Włostowic nigdy nie miał fundacji dla cystersów, to dlaczego właśnie ten obraz?

Jan Matejko lubił symbolikę, którą wielokrotnie ukrywał w swoich obrazach, np. sławnej Bitwie pod Grunwaldem, półnagi Żmudzin zrzuca z konia wielkiego von Jungingena nie czym innym a Włócznią świętego Maurycego, którą otrzymał nasz pierwszy król Bolesław Chrobry na swojej koronacji od cesarza niemieckiego Ottona III Anno Domini 1025.

Już samo centrum obrazu mówi nam o wielkiej symbolice, która Matejko zawarł w obrazie o Piotrze Włoście. W samym środku tej mahoniowej deski o wymiarach 109x163 sygnowanej po lewej stronie u dołu :JM\r.p.1888  znajduje się klucz. Klucz jak na tamte czasy dziwny, bo nie jest nim klucz kotwiczny ani inny znany w czasach Piotra. Do dzisiejszych czasów zachował się ten symbol, symboliczne przekazanie kluczy do nowego mieszkania.

Jan Matejko w wielu swoich pracach wzorował się na wspominkach polskich kronikarzy, Galla Anomina, Wincentego Kadłubka czy Jana Długosza. Dlaczego więc tym razem odstąpił od tej zasady? Czy chciał nam coś przez to powiedzieć?

Kim był Piotr Włost a właściwie Włostowic?

O dzieciństwie i wczesnych latach młodzieńczych praktycznie nic nie wiadomo. O jego rodzicach również. Możemy się jedynie domyślać. Ja stworzyłem swój własny obraz tego wielkiego człowieka a wygląda on tak:

Ojciec Petrka stary Włost rozrabiał po Europie bo i czasy były niebezpieczne i usiedzieć w domu było trudno. Nowa religia, która wdzierała się niemiłosiernie do starych słowiańskich puszcz i borów opanowała Starego Włosta, pana na ziemiach ślężańskich. Wierzył on w starych bogów, ciężko było zapomnieć o tym o czym mówiło się z dziada pradziada w domu, ale wiedział on również że nowe przyjdzie i zostanie na długo, może nawet na bardzo długo. Chciał ją lepiej poznać. W swoich wyprawach zapędził się aż do Francji, może do Flandrii, gdzie poznał swoją żonę. Biednym człowiekiem nie był, jednak nie obyty na dworach, prosty rycerz gdzież mógł marzyć o tej pięknej kobiecie którą pokochał od pierwszego wejrzenia? I ona go pokochała. Pewnej nocy Stary Włost uprowadził swoją ukochaną w słowiańskie bory i ukrył w swoim zamku na górze Ślęży. Tam też urodzili się im dwaj synowie. O tylu przynajmniej można się domyślać. Jednym z nich był Piotr jak go potem Kadłubek nazywa Vlostides a więc syn Włosta, który prawdopodobnie urodził się roku pańskiego 1080. Dla zachowania starej tradycji i zgodnie z żądaniami małżonki, którą stary Włost uwielbiał nad życie oprócz imienia z nowej Religi, z nowej dopiero co tworzącej się tradycji Peter nadał dziecku jeszcze jedno imię. Stare, słowiańskie zgodne z tradycja ojców i dziadów – Wszebor co oznaczało „zawsze walczący”. Życie Petrka nie było usiane różami, ociec doświadczony żołnierz, kształcił go w tym rzemiośle, natomiast matka chciała aby w tym dzikim i pogańskim kraju wyrósł jak kwiat paproci. Jak mawiała nauka czytania jest podstawą wszystkich nauk. Stary Włost opłacił się jej rodzicom słono i powstały kontakty umożliwiające przysłanie bakałarza do młodego „bachora”2. Peter od samego początku był niesforny i nie poddawał się zakazom i nakazom. Z wielkim szacunkiem starych tradycji, śladami ojca, ciekawość świata przewyższała roztropność, którą mać pragnęła w niego wpoić. Piotr wyrastał ze znajomością dwóch języków – ojca i matki i ten najważniejszy, język pisany, łacina. Jego wyprawy łowieckie po lasach Ślęży pozwoliły mu poznać miejsca gdzie to stare duchy przebywały i ludzi, których o nich opowiadać umieli.

   

Czasy w których przyszło mu żyć nie należały do najspokojniejszych. Przez Wrocław, a właściwie cały Śląsk przewalały się różnego rodzaju wojska a to czeskie które chciały odzyskać swoje posiadłości a to niemieckie, które chciały zdobyć nowe posiadłości pod pozorem chrystianizacji. Roku Pańskiego 1095 Papież  Urban II  na synodzie w Clermont 27 listopada ogłasza apel do rycerstwa o obronę wschodniego chrześcijaństwa. Wezwanie o pomoc szybko przerodziło się w masową migrację z Zachodu i w podbój terenów leżących poza obszarem Europy. Latem3 i wczesną jesienią 1096 ruszyła znacznie lepiej zorganizowana wyprawa rycerska z podwójnie obranym celem – zdobycia Jerozolimy  i

Ziemi Świętej oraz uwolnienia wschodnich chrześcijan spod islamskiej władzy. W jej skład wchodzili w przeważającej liczbie rycerze frankońscy  i normańscy  z licznymi pocztami (Rajmund z Tuluzy jeden z najbogatszych feudałów XI-wiecznej Europy, Boemund z Tarentu Norman o wybitnych zdolnościach dowódczych, Gotfryd z Bouillon książę Dolnej Lotaryngii, Ademar z Monteil biskup Le Puy i przedstawiciel papieża, Robert z Normandii, Stefan z Blois, Tankred z Tarentu, Robert Flandryjski, Baldwin z Boulogne), oddziały pieszych mieszczan z terenu dzisiejszej Francji i Włoch, oraz dużo mniej liczni pojedynczy rycerze z Niemiec i Anglii. W sumie regularne siły wojskowe liczyły na początku wyprawy 35-40 tysięcy ludzi. Były to świetnie uzbrojone i zorganizowane oddziały ciężkozbrojnej kawalerii i piechoty, nieprzystosowane jednak do walki w upalnym klimacie i nie mające doświadczenia w walkach z Turkami. Trzeba by tutaj zwrócić uwagę na dwie postacie. Pierwszą jest Godfryd de Bouillon syn hrabiego Bolonii i Lems Eustachego II i księżniczki lotaryńskiej Idy. Uczestnik i dowódca I wyprawy krzyżowej na Jerozolimę w latach 1093 - 1099, pierwszy król Jerozolimy. Bohater starofrancuskiej legendy herbowej, pojawiającej się w cyklu podań osnutych wokół wyprawy krzyżowej - w "Pieśni o rycerzu z łabędziem" i poemacie o Antiochii. Według legendy, powstałej w ciągu XII-XIII w., Godfryd de Bouillon i jego brat Baldwin, obaj późniejsi władcy Jerozolimy, mieli się wywodzić od rycerza zamienionego w łabędzia. Podanie wykorzystuje motyw wędrowny o przemianie człowieka w łabędzia. W wersji legendy związanej z G. de Bouillon, jego dziadek na przemian staje się człowiekiem i łabędziem. Legenda została przedstawiona na znanym gobelinie "Legenda o rycerzu z łabędziem" z XV w. (obecnie w Zamku na Wawelu)4.



Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:
B):evil::silly::dry:
:lol::kiss::D:pinch:
:(:shock::X:side:
:):P:unsure::woohoo:
:huh::whistle:;):s
:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

!joomlacomment 4.0 Copyright (C) 2009 Compojoom.com . All rights reserved."

Zmieniony: Środa, 18 Styczeń 2012 22:09
 
 

Szukaj w serwisie

Czas do 2012

Time now
10. February 2012, 08:00
Count to
21. December 2012, 12:00
Time left
315 days
3 hours
59 minutes

Nasza księgarnia

Kup i czytaj
Reklama
Reklama
Reklama