Morze Śródziemne to geologiczny cud świata. Olbrzymi zbiornik zapełnił się wodą w ciągu ledwie roku - ustalili naukowcy. W tym tempie Bałtyk powstałby w półtorej doby
Takiego kataklizmu Ziemia dawno nie oglądała. I długo nie obejrzy, bo kandydatów na razie nie widać. Woda błyskawicznie zapełniła olbrzymie zagłębienie w skorupie ziemskiej pomiędzy Afryką a Europą. Była to największa znana depresja w dziejach planety. Jej spód znajdował się 3 km poniżej poziomu oceanu. Woda, która wlała się do tej wielkiej misy, przyszła z Atlantyku.
100 bln litrów na sekundę
Wszystko to wydarzyło się przed 5,3 mln lat, na przełomie dwóch epok geologicznych - miocenu i pliocenu. To bliskie nam czasy. Co prawda Homo sapiens jeszcze na świecie nie było, ale pierwsi nasi przodkowie już zamieszkiwali Czarny Ląd. Może niektórzy z nich docierali doliną Nilu na północny skraj kontynentu i mieli okazję obserwować ów kataklizm. A było na co patrzeć. Lustro wody w odradzającym się morzu rosło w tempie 10 m na dzień. Żadna znana nam powódź nie przebiegała tak gwałtownie. Szczegółowy przebieg tamtych dramatycznych wydarzeń zrekonstruowali w dzisiejszym "Nature" naukowcy z uniwersytetu w Barcelonie. Daniel Garcia-Castellanos ze współpracownikami nawiercili dno morskie w Cieśninie Gibraltarskiej. Wyciągnęli kilkanaście rdzeni zawierających skały z ostatnich kilkunastu milionów lat. Pod dnem szukali zapisu zdarzeń sprzed ponad 5 mln lat.
Odkryli olbrzymią rynnę wypełnioną młodszymi osadami. To właśnie jej pomiary oraz późniejsze analizy hydrograficzne doprowadziły badaczy do wniosku, że wystarczyło zaledwie kilkaset dni, aby gigantyczna depresja zamieniła się w morze.
Łatwiej pojmiemy, jak bardzo sensacyjna jest to konkluzja, jeśli wyobrazimy sobie, że korytem o szerokości 14 km - tyle w najwęższym miejscu ma Cieśnina Gibraltarska - musiało się przecisnąć kilkaset rzek wielkości Amazonki. Największa rzeka świata odprowadza do oceanu średnio 150 mln litrów wody na sekundę, a przy ujściu ma ponad 100 km szerokości. Tymczasem Garcia-Castellanos i jego współpracownicy twierdzą, że pomiędzy słupami Heraklesa w ciągu sekundy przelewało się nawet 100 bln litrów atlantyckiej wody. Nie utworzyła ona gigantycznego wodospadu, jak zakładała jedna z hipotez. Pędziła za to w dół z zawrotną prędkością ponad 100 km na godzinę. Przypominała rwący górski strumień powiększony miliony razy. Przepływ wody był tak olbrzymi, że nasz Bałtyk, który w porównaniu z Morzem Śródziemnym jest akwenem malutkim i płyciutkim, zostałby zapełniony w półtorej doby.
Pustynia Śródziemna
Jak do tego wszystkiego doszło? Skąd wzięła się ta olbrzymia depresja i jakim cudem została zalana przez morze? Nad odpowiedzią naukowcy głowią się od czterech dekad. Latem 1970 r. w rejs po Morzu Śródziemnym wypłynął amerykański statek badawczy "Glomar Challenger". Wykonywał on wiercenia w dnie morskim. Niemal wszędzie wiertło po przebiciu najmłodszych osadów natrafiało na grubą warstwę gipsów, anhydrytów i soli kamiennej. Ich wiek ustalono na ok. 5,5 mln lat. Wymienione skały powstają w wyniku wyparowania wody morskiej. Uczestniczący w rejsie badacze William Ryan z Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku i Kenneth Hsu z politechniki ETH w Zurychu zaryzykowali więc śmiałą hipotezę, że dawno temu Morze Śródziemne wyparowało w całości.
Już wcześniej geolodzy włoscy na podstawie tego, co znajdowali na lądzie, głównie na Sycylii, wyrażali przypuszczenie, że niektóre fragmenty olbrzymiego akwenu mogły na skutek parowania stracić część wody. Jednak nikomu nie mieściło się w głowie, że taki wielki zbiornik morski o głębokości wielu kilometrów mógłby po prostu zniknąć. Morze Śródziemne jest pozostałością po oceanie Tetydy, który istniał, zanim Afryka i Półwysep Arabski zetknęły się z Azją i przybliżyły do Europy. Stało się to kilkanaście milionów lat temu. Od tego czasu jego przetrwanie zależy od dostaw świeżej wody z Atlantyku. Hsu i Ryan sądzili, że w pewnym momencie te dostawy ustały, ponieważ zbiornik został odizolowany od oceanu. Osamotnione morze stawało się coraz bardziej słone, aż w końcu zamieniło się w pozbawioną życia solankę. Potem zaczęło parować. Po upływie tysięcy lat pozostała po nim dziura w ziemi zajęta przez pustynie. Było tam sucho, gorąco i niegościnnie.
Drugie życie morza
Odważne teorie mają to do siebie, że od razu pojawia się wielu chętnych do ich zweryfikowania. Badania nad zawiłymi dziejami Morza Śródziemnego nabrały więc tempa. I trwają do dziś. Ważna ich część dotyczy zagadki powtórnych narodzin wyschniętego morza. Hsu i Ryan uważali, że była to zasługa Atlantyku, który powrócił po kilkuset tysiącach lat. Wtedy to powstała Cieśnina Gibraltarska. W jej miejscu, jak przypuszczali, funkcjonował olbrzymi wodospad, tysiące razy większy od współczesnych. Trwało to setki lat. Jak widać, Garcia-Castellanos i jego zespół okazali się jeszcze bardziej śmiali niż ich poprzednicy, twierdząc, że wystarczy rok, aby wskrzesić morze.
W lutym br. geolodzy Rob Govers i Wout Krijgsman z uniwersytetu w Utrechcie na łamach "Geology" opublikowali badania wskazujące, że dramatyczne losy Morza Śródziemnego są w dużej mierze zasługą izostazji, czyli powolnych pionowych ruchów kontynentów. To ona najpierw wzniosła barierę lądową pomiędzy morzem a oceanem, a następnie łaskawie usunęła tę przegrodę. Geologiczne młyny mielą powoli, ale finał ich pracy bywa zdumiewająco gwałtowny. Wylegując się na którejś z cieplutkich plaż w Grecji czy Włoszech, warto pamiętać, że obok nas szumi morze, któremu natura niespodziewanie darowała drugie życie. Andrzej Hołdys Źródło: Gazeta Wyborcza
|