Menu użytkownika

Reklamy

Pomóż utrzymać tę stronę
Pietrek
 
Legendy Ślęży PDF Drukuj Email
Mity i Legendy słowiańskie
Wpisany przez http://www.zobten.com/legend.php   
Wtorek, 28 Kwiecień 2009 09:11
Spis treści
Legendy Ślęży
Jak bolesław został Krzywoustym
Jak Bolesław Stał się Krzywoustym
Zamek w Sobótce-Górce
Powstanie ślęży
Śląsk - Zygmunt Stęczyński
Panna z Rybą i Niedźwiedź
Śpiący rycerze i koniec świata
żywa woda
O dziewczynie ze Ślęży
O ślężańskim Upiorze
Wszystkie strony
karby Ślęży.

Przed wielu laty pewien mieszkaniec Sobótki wybrał się na Ślężę po chrust. Chodził długo po lesie, aż pod małą sosenką zauważył otwór, w którym coś błyszczało. Zaciekawiony rozgarnął rękami ziemię i przekonał się, że to złoto tak błyszczy. Było go tam bardzo dużo. Mężczyzna zabrał tyle złota, ile tylko mógł unieść. Ale to było mu za mało. Zapragnął wszystko posiadać. W obawie, by ktoś nie dobrał się do skarbu zamaskował otwór. I to tak dobrze, że sam nie mógł go odnaleźć gdy po paru godzinach wrócił do lasu z wielkim worem.
Odtąd chciwiec nieustannie snuł się po lesie szukając utraconego skarbu, aż wreszcie słuch po nim zaginął.
Inni ludzie też szukali ślężańskich skarbów, ale bez powodzenia. Duch Ślęży dobrze chroni swe tajemnice. Starzy ludzie mówią, że aby odnaleźć skarb, trzeba czyste serce mieć.

  „Pewnego razu wiejski prostak i mała dziewczynka zauważyli jaskinię mającą drzwi, które były szeroko otwarte, zajrzeli tam i zobaczyli dziwnego brodatego mężczyznę, który zaprosił ich do środka. Pokazał im różne skarby zgromadzone w jaskini. Na pożegnanie dał im wiśnie i śliwki. Kiedy biedacy powrócili do domu okazało się, ze owoce zamieniły się w złoto. O zdarzeniu tym dowiedzieli się mieszczanie z Sobótki i rozpoczęli poszukiwania jaskini, a także kopali w różnych miejscach. Nie przyniosło to jednak żadnego rezultatu.”

 

 „Pewna kobieta cierpiała wraz ze swoim jedynym dzieckiem wielka biedę. Śniło jej się kiedyś, że jeżeli pójdzie w Wielki Piątek na Ślężę to skończą się jej troski. O oznaczonym czasie wzięła dziecko na ręce i udała się na górę. Kiedy była jeszcze na szczycie, to zauważyła wejście do jaskini, którego wcześniej nigdy w miejscu tym nie widziała, jaskinię zamykały obite miedzią wrota. Kobieta zapukała, wrota otworzyły się, za progiem leżał czarny pies z gorejącymi oczyma i paszczą, który pozwolił jej wejść do środka. Okazało się, że za wrotami była komnata. Stał w niej dębowy stół, przy którym siedziało kilku starców w starodawnych strojach, zajęci oni byli pisaniem. Obok stołu ustawione były skrzynie zapełnione złotymi i srebrnymi monetami. Pies zaszczekał trzykrotnie: „Raff, Raff, Raff”. Kobieta posadziła dziecko na stole i trzy razy sięgnęła do skrzyni po złoto. Następnie szybko wybiegła z jaskini, a wrota zatrzasnęły się za nią z hukiem. Dopiero teraz kobieta zorientowała się, że pozostawiła w jaskini dziecko. Przerażona chciała wrócić do niej z powrotem, ale wejście zniknęło. Płacząc i lamentując poszła do domu. W żałobie i smutku przeżyła cały rok. Kiedy nadszedł kolejny Wielki Piątek pobiegła na to samo miejsce i bez kłopotu znalazła wejście do jaskini. Zapukała, wrota otworzyły się i kobieta ponownie usłyszała trzykrotne „Raff, Raff, Raff”. Uszczęśliwiona zobaczyła, że na stole siedziało jej dziecko, które uśmiechnięte i zdrowe bawiło się czerwonym jabłkiem. Tym razem kobieta nawet nie spojrzała na złoto. Chwyciła dziecko i wybiegła na zewnątrz. Wrota znów się za nią zamknęły, usłyszała jeszcze tylko smutne wycie psa. Kobieta z przerażeniem zobaczyła, że trzyma na ręku martwe dziecię. Po rocznym pobycie w świecie duchów nie było ono zdolne do życia w świecie ludzi.

 

  „Około 1570 r. spacerował w rejonie Ślęży świdnicki filozof Johan Beer. Pragnął on poznać tajemnice przyrody. Niedaleko łąki zwanej „Pumperfleck” Beer odkrył niewielką jaskinię i do niej wszedł. Gwałtowny podmuch lodowatego powietrza przestraszył go i skłonił do opuszczenia jaskini. Przypomniał sobie krążące opowieści o duchach przebywających na Ślęży. Dzień i noc myślał nad tym, w jaki sposób można zbawić pokutujące dusze rozbójników. Na Wielkanoc przyjął Najświętszy Sakrament i w następną niedzielę udał się ponownie w miejsce, gdzie odkrył jaskinię. Przedostał się do wąskiego ganku, który doprowadził go do obszernej galerii. Wokół panowała głęboka cisza. W pewnym miejscu zauważył światło przenikające przez szybę w drzwiach. Kiedy się do nich zbliżył to otworzyły się same. Za drzwiami znajdowała się obszerna komnata. Beer zobaczył siedzących przy długim stole trzech starców ubranych w starodawne stroje. Spoglądali oni ze smutnymi minami na leżącą na stole księgę oprawioną w czarny aksamit. Uczony pozdrowił duchy w imię Boga i rzekł; „Pokój z wami”. Jeden z mężczyzn ponurym głosem odpowiedział: „Tu nie ma pokoju” Filozof podszedł do stołu i jeszcze raz powiedział: „Pokój z wami w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa”. Mężczyźni, jakby rażeni piorunem, skurczyli się i milcząc na niego spojrzeli. Wreszcie jeden z nich podsunął uczonemu czarną księgę. Beer otworzył ją i przeczytał tytuł; „Księga posłuszeństwa”. Na jego pytanie kim są i co robią w jaskini duchy odpowiedziały; „Nie wiemy kim jesteśmy, czekamy zaś na surowy wyrok Boga, aby cierpieć za to cośmy uczynili”. Uczony zapytał co oni takiego uczynili. W odpowiedzi starcy wskazali na zasłonę, oddzielającą część komnaty. Beer zobaczył lezące na ziemi w nieładzie zbroje, kosztowności, pieniądze, wszelkiego rodzaju towary oraz ludzkie szkielety. Uczony nabrał śmiałości i przeprowadził formalny sąd nad tymi grzesznikami, wskazując im przy tym drogę do dobra, na koniec odegrał piękny chorał na starym instrumencie ze złotą klawiaturą, który odnalazł w kącie komnaty. Kiedy skończył jeden z duchów powiedział: „Zabierz z tych skarbów tyle, ile tylko chcesz i opuść nas”. Beer nie przyjął jednak tej propozycji. Starcy patrzyli na siebie w milczeniu. Po chwili jeden z nich otworzył czarną księgę i przeczytał następujące słowa: „Ostatnie duchy góry zostaną zbawione, kiedy złoczyńca zabierze cały ich skarb, a człowiek pobożny ten skarb odrzuci”. Po tych słowach przez komnatę przeszedł gwałtowny wiatr. Skały zaczęły pękać, kamienie zasypywały pomieszczenie, a skarby pochłonęła rozwarta przepaść. Johann Beer w cudowny sposób znalazł się nagle na powierzchni ziemi, daleko od Ślęży.”

 



Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:
B):evil::silly::dry:
:lol::kiss::D:pinch:
:(:shock::X:side:
:):P:unsure::woohoo:
:huh::whistle:;):s
:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

!joomlacomment 4.0 Copyright (C) 2009 Compojoom.com . All rights reserved."

Zmieniony: Wtorek, 28 Kwiecień 2009 10:17
 
 

Szukaj w serwisie

Czas do 2012

Time now
19. May 2012, 21:31
Count to
21. December 2012, 12:00
Time left
215 days
15 hours
28 minutes

Nasza księgarnia

Kup i czytaj
Reklama
Reklama
Reklama