Amoryci z północnej Mezopotamii szanowali duchy przodków, ale ich szczątki traktowali dosyć bezceremonialnie. Zdarzyło się, że zmarły nie mieścił się w komorze grobowej. Jego nogi zostały więc brutalnie dopchnięte cegłami zamykającymi grób. Bo ciało nie było groźne, a duch - tak. Mógł przemienić się w upiora i prześladować żyjących.
Poznańscy archeolodzy odkryli i przebadali w Syrii trzy cmentarzyska sprzed 3900-3500 lat. - Grobowce na nich są wyjątkowe. Nigdzie nie znaleziono tak dobrze zachowanych. Pozwoliły nam zrekonstruować wiele obrzędów pogrzebowych i kultu zmarłych w północnej Mezopotamii znanych dotąd głównie z tekstów - mówi prof. Rafał Koliński z Instytutu Prahistorii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza.
Przez trzy sezony w ramach ekspedycji Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej UW kierował ekipą archeologów badającą fragment stanowiska Tell Arbid w dzisiejszej krainie Al-Dżazira, historycznej północnej Mezopotamii. 5 tys. lat temu nieznany lud założył tam miasto. W drugiej połowie III tysiąclecia p.n.e. było ono już tylko niewielką wioską z 200-300 mieszkańcami. Żył w niej semicki lud - Amoryci. To jego groby odkryli poznańscy naukowcy. Przebadaliśmy ponad 30 grobów. Są ich trzy rodzaje: mało wyszukane jamowe, w których chowano dzieci często włożone uprzednio do naczyń, i dwa typy grobów komorowych dla dorosłych - większe i bardziej wyrafinowane ze sklepieniem beczkowym i mniejsze, a zarazem tańsze, skrzynkowe ze sklepieniem "karo" - opowiada prof. Koliński.
Inwestycja rodzinna
W Mezopotamii zmarłego grzebano zwykle następnego dnia po śmierci. Ciało składano albo w grobie jamowym wykopanym w ostatniej chwili, albo w przygotowanym zawczasu grobie komorowym. - Te ostatnie były inwestycjami rodzinnymi. Grób budowano najczęściej w tym samym czasie co dom. Koszt grobowca był znaczny - od 20 do 40 szekli srebra (od ok. 160 do 330 gramów tego kruszcu). Za jednego szekla można było wówczas kupić owcę - opowiada prof. Koliński.
Grobowiec o sklepieniu beczkowym składał się z komory grobowej na dnie głębokiej jamy i wiodącego do niej pionowego szybu. Wejście do komory zamykano cegłami bez użycia zaprawy, by można było je wyjąć, aby pochować kolejną osobę. Szyb wiodący do komory zabezpieczano sięgającym powierzchni murem oporowym. Zaznaczał wejście do grobowca, chronił szyb przed osypywaniem się ziemi i służył prawdopodobnie jako miejsce do odprawiania rytuału kispum - składania ofiar duchom zmarłych przodków.
- Odkryte przez nas groby ze sklepieniem beczkowym to ewenement. Dotychczas znajdowano mniej lub bardziej kompletnie zachowaną komorę, my mamy całe grobowce - dodaje prof. Koliński.
Groby ze sklepieniem "karo" były mniejsze. Wykorzystywano je zwykle do pojedynczych pochówków.
Cmentarzyska były położone w bezpośrednim sąsiedztwie domów. Na jednym z nich wokół dużego grobu ze sklepieniem beczkowym znaleziono wyłącznie naczyniowe groby dziecięce. - Wygląda to tak, jakby wszyscy dorośli, nawet dwa-trzy pokolenia, byli pochowani w tym wielkim grobie, do którego dzieci nie miały wstępu. Szczątków dzieci jest więcej niż dorosłych. To także jest niezwykłe. Na innych stanowiskach dominują groby dorosłych - mówi prof. Koliński.
By duch nie stał się upiorem
Mezopotamczycy wierzyli, że bogowie, stwarzając człowieka, zmieszali z gliną ciało, krew albo duszę zabitego boga. Ten boski składnik po śmierci oddzielał się od ciała i powinien przejść w zaświaty. Aby tak się stało, człowiek musiał być pochowany w całości. W przeciwnym razie duch zostawał na ziemi i przemieniał się w upiora prześladującego żyjących, powodującego opętania i choroby. Przed pogrzebem zmarłego myto, namaszczano olejami i odziewano w czyste szaty. Potem sadzano go na specjalnym krześle przy stole, by wziął udział w uczcie pogrzebowej. Jego rodzina wdziewała zgrzebne, zużyte i częściowo podarte ubranie.
Po uczcie zmarłego przenoszono do rytualnie oczyszczonego wodą grobu. Wkładano do niego ciało i kilka przedmiotów na drogę w zaświaty. Składano ofiary. - W komorach znaleźliśmy kości z udźców i grzbietów owiec, czyli z najsmaczniejszych kąsków - opowiada prof. Koliński. - Resztki z biesiady i odpadki - kopyta, części głowy - wrzucano do szybu.
W jednym z tekstów klinowych pochodzącym z archiwów kupieckich z Kanesz pewna kobieta wyliczyła, że na ucztę i pogrzeb ojca wydała 11,5 szekla srebra.
Po pochówku grób zamykano, ale nie zapominano o zmarłym. Przez 15 dni trwała żałoba. Dopiero po tym czasie krewni mogli zdjąć zgrzebne szaty i się wykąpać.
Kult przodków był na tyle silny, że kiedy rodziny przenosiły się z miejsca na miejsce, zabierały ze sobą szczątki zmarłych. - Mogą o tym świadczyć groby, w których nie znajdowaliśmy dosłownie nic. W innych natomiast kości złożone były w stosik z czaszką na wierzchu - mówi prof. Koliński. I dodaje, że przy całym szacunku dla zmarłych ze szczątkami doczesnymi przodków mieszkańcy wioski obchodzili się dosyć bezceremonialnie: - Kiedy komorę grobową przygotowywano na przyjęcie kolejnego zmarłego, truchła z wcześniejszych pochówków wraz z darami bezceremonialnie odsuwano pod przeciwległą ścianę krypty. W jednym z grobów zmarły nie mieścił się w komorze grobowej. Jego nogi zostały więc brutalnie dopchnięte cegłami zamykającymi grób. Może to znaczyć, że zwłoki nie były tak ważne, a beneficjentem wszystkich rytuałów był duch. To on zasługiwał na szacunek i był potencjalnie groźny.
Dzieci nie dadzą duchom głodować
Same zaświaty nie były miejscem szczęśliwości - to kraina sucha, pokryta pyłem, bez światła i wody, z błąkającymi się po niej duszami. Ich los w dużym stopniu zależał od sytuacji rodzinnej zmarłych i od tego, w jakim momencie życia oraz w jakich okolicznościach pożegnali się z życiem. Z mitów i innych tekstów wynika, że im więcej dzieci pozostawił po sobie zmarły, tym los jego był lepszy, bo rodziny mogły duszom przodków pomóc, składając ofiary z jedzenia podczas rytuału kispum. Duchy bez wsparcia rodziny piły brudną wodę i żywiły się pyłem. Kispum w królewskich rodach składano dwa razy w miesiącu, w zamożnych rodzinach - w czasie nowiu Księżyca, czyli co 28 dni. Najubożsi odprawiali obrzęd raz w roku.
Miejscem rytuałów były zwykle okazałe grobowce. Zaskakującym i dość nieoczekiwanym ustaleniem naukowców był fakt, że większość grobów osób dorosłych była wyposażona tylko w jedno lub dwa gliniane naczynia i szpilę z brązu spinającą szatę lub całun. Bogatsze były groby ze sklepieniem beczkowym i dziecięce. - W tych pierwszych znajdowaliśmy ceramikę i broń. W najbogatszym była również biżuteria: blaszki do zdobienia szat, tipsy z brązu, paciorki z karneolu i agatu, zawieszka z lapis lazuli. W niektórych grobach dziecięcych obok paciorków było kilkanaście naczyń ceramicznych czy brązowe bransolety. To przedmioty wartościowe, jakich nie spotykaliśmy właściwie w grobach dorosłych - podsumowuje prof. Koliński.
Tegoroczny sezon wykopaliskowy zakończył trzyletni projekt badawczy polskich naukowców; jedyny na świecie, który miał przynieść odpowiedź na pytanie, co działo się w Al-Dżazirze na przełomie III i II tysiąclecia p.n.e. - Na stanowisku wiele jest jeszcze do zrobienia. Chciałbym tu nadal kopać - podsumowuje prof. Koliński. Joanna Grabowska
Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań
|