Biblijny skarb w gdańskiej latrynie . Ktoś ją pociął nożem i wyrzucił. Kilkaset lat później gdańscy archeolodzy odnaleźli fragmencik XII-wiecznej Biblii w średniowiecznej latrynie.
 Jowita Kiwnik: Jak to możliwe, że Biblia trafiła do latryny?
Henryk Paner, dyrektor Muzeum Archeologicznego w Gdańsku: Latryny to dla archeologów prawdziwe skarbnice. Użytkowane były długo - przez trzy-cztery pokolenia, a wielokrotnie i dłużej, czyli jakieś 100-200 lat. Kopano je głęboko, na trzy do pięciu metrów. Nieczystości opadały i wypłukiwała je woda. Wiele ludzi zwyczajnie gubiło tam rzeczy - dzisiaj także, jeśli wpadnie nam komórka do toi toi, to jej nie wyciągamy. Latryny traktowano też jak śmietniki, gdzie celowo wyrzucano rzeczy, które się popsuły, np. uszkodzone przedmioty, stłuczone naczynia, pęknięte paski. Innych śmietnisk nie było. A latrynę, kiedy się już wypełniła - zasypywano. I budkę, która nad nią stała, przenoszono w nowe miejsce lub budowano kolejną.
Działka przy ul. Kleszej 4 w Gdańsku, gdzie odnalazła się Biblia, sąsiaduje z bazyliką Mariacką. Czy możemy wysnuć hipotezę, że z wychodka korzystali duchowni i dlatego karta z księgi jakoś tam się zaplątała?
- Żeby tego dowieść, musielibyśmy ustalić właściciela parceli obok kościoła. Oczywiście ze względu na sąsiedztwo świątyni takie przypuszczenia można snuć. Ale dowodów na to nie ma. To niesamowite, że Biblia przetrwała setki lat. W zapieczętowanej latrynie wytworzyło się dobre środowisko konserwujące? - Po pierwsze, to środowisko, w które się nie ingeruje - raczej nikt nie grzebałby w szambie. Po drugie, taka jest specyfika Gdańska, że zachowuje się tu dużo materiałów organicznych dzięki podłożu bagiennemu. Bagno nie przepuszcza powietrza, ponadto wytwarzają się gazy, które mają właściwości konserwujące. Takie też środowisko tworzyło się w gdańskich latrynach, m.in. w tej przy ul. Kleszej. Myślę, że ekskrementy też mogły mieć wpływ na konserwację. Bo gdyby Biblia leżała gdzieś luźno przysypana piaskiem, wystawiona na działanie wody, inkaust dawno zostałby wymyty, nie mówiąc już o tym, że prawdopodobnie rozpadłby się i sam pergamin. To, co odkryli archeolodzy kierowani przez Krzysztofa Dyrdę, to właściwie pasek pergaminu, który Biblii nie przypominał nawet w najmniejszym stopniu. - Zaraz po odkryciu, czyli w 2009 roku, myśleliśmy, że to fragment dziwnej kory albo brudnej skóry. Dopiero po oczyszczeniu i pierwszych pracach konserwatorskich ukazał się zapisany fragment karty ze starej księgi. Tekst został napisany ręcznie po łacinie na pergaminie zrobionym ze zwierzęcej skóry - wykorzystywało się do tego głównie skórę owczą, chociaż najwyższej jakości pergamin pochodził ze skóry nienarodzonych jeszcze jagniąt. Jednak to, z czego zrobiona jest nasza Biblia, musimy jeszcze zbadać, podobnie jak skład inkaustu. Będziemy współpracować z Zakładem Medycyny Sądowej w Szczecinie. Zwraca uwagę szczególnie staranność pisma, jego równy krój. Na takim małym skrawku zmieściło się 25 linii tekstu. Na początku nikt nawet nie przypuszczał, że to skrawek tak starej księgi? - Latryna i wszystkie przedmioty w niej znalezione - biżuteria, monety, strzępy ubrań - datowane są na XIV-XV wiek. Myśleliśmy, że pergamin też pochodzi z tego okresu. Przełom przyniosły dopiero najnowsze badania przeprowadzone przez Tomasza Płóciennika z Zakładu Papirologii Uniwersytetu Warszawskiego, który wykazał, że pergamin należy datować między IX a XII wiekiem. Bo po pierwsze, tekst zapisany jest minuskułą karolińską, która była używana w tym czasie. Po drugie, w XV wieku pisano głównie na papierze. Po roku 1450 Biblii już nie przepisywano, lecz drukowano. Co właściwie zawiera tekst? - To fragment karty kodeksu zawierającego IV Księgę Ezdrasza, zwaną też Apokalipsą Ezdrasza. Wiemy, że ta księga apokryficzna Starego Testamentu powstała w języku semickim - hebrajskim lub aramejskim - ok. 100 roku n.e. Nie wiadomo, kto jest jej autorem. Nie zachował się ani tekst oryginału, ani jej pierwszy przekład na język grecki. Ale musimy oddzielić Biblię od Księgi Ezdrasza. W I wieku ustalono, że kanon hebrajski Biblii składać się będzie z 39 ksiąg. W IV wieku zostały one przetłumaczone z języka hebrajskiego i greckiego na łacinę przez św. Hieronima. I tak powstała Wulgata, czyli Biblia popularna, gdzie IV Księga Ezdrasza się znalazła, ale nie w księdze głównej, tylko w aneksie. W dzisiejszej Biblii Księgi Ezdrasza już nie ma. Przekaz księgi dla czytelnika jest dość niepokojący. - Powiedziałbym, że to przekaz silnie resocjalizujący. Apokaliptyczna wizja końca świata z opisem tego, co czeka tych, którzy byli źli, nie wierzyli i zgrzeszyli przeciwko Panu. Ale są i rzeczy dobre czekające tych, którzy zdobyli uznanie swoją religijnością. Jak księga w ogóle do nas trafiła? - Możemy tylko spekulować, biorąc pod uwagę, jakie zakony do nas przybywały w tamtym czasie. Sądzę, że księga została zakupiona przez zakonników. To było rękopiśmiennictwo; takie rzeczy były piekielnie drogie, wątpię, żeby kogoś było stać, by zakupić ją do prywatnych zbiorów. Stawiałbym na dominikanów, którzy od początku XIII wieku byli bardzo aktywni, budowali klasztor, mieli bibliotekę. Jeśli więc uznamy, że księga trafiła do nas w XIII wieku, to prawdopodobnie wykorzystywana była w kościele. Ciekawe, jak księga skończyła w XV-wiecznym wychodku? - Podejrzewamy, że może się to wiązać z dość aktywną w tym czasie działalnością gdańskich introligatorów, którzy wykorzystywali stary, sztywny pergamin jako wyklejki okładek nowych książek. To dość prawdopodobna teza, postawiona również przez Tomasza Płóciennika. Tym bardziej że karta nie jest wydarta, lecz równo przycięta ostrym nożem. Dopiero dół jest naddarty i pewnie dlatego przestał być użyteczny. Zresztą Gdańska Biblioteka PAN ma w swoich zbiorach książki z wyklejkami z fragmentów ksiąg z X, a nawet XI wieku. W XV-wiecznym Gdańsku było już w tym czasie wiele książek. Około 4 tys. w zbiorach prywatnych i bibliotekach przykościelnych. Biorąc pod uwagę, że wówczas miasto miało 30 tys. mieszkańców, daje nam to siedem i pół książki na głowę. Całkiem sporo. Podejrzewam, że i dzisiaj nie każde miasto ma taką statystykę. Mam wrażenie, że jednak mamy wpojony szacunek do starych ksiąg. Tym bardziej jeśli mówimy o Biblii. - To faktycznie może dziwić. Ale pamiętajmy, że średniowieczny człowiek był nie tylko bardzo religijny, ale i pragmatyczny. Prawdopodobnie księga była wykorzystywana przez 100 czy 150 lat. W XV wieku była już "popsuta". Mogły to być jedynie tylko luźne kartki. Nie była więc wartościowa. Tym bardziej że mało kto potrafił odczytać, co było w niej napisane. Pismo było archaiczne, literki malutkie. Zresztą w czasie, gdy rozprzestrzenił się druk, publikowało się w Gdańsku po niemiecku, a także po polsku. To było tak, jak znaleźć winyl, mając kolekcję płyt CD. Większość z nas może już go sobie tylko powiesić na ścianie. Gdy usłyszałam, że to pocięty fragment, wyobrażałam sobie raczej bezbożnika, który w napadzie szału tnie Pismo Święte. - Gdyby latryna pochodziła z XVI wieku, kiedy do Gdańska doszły ruchy antyreligijne - moglibyśmy tak sądzić. Ale w XV wieku jeszcze było spokojnie. Dlaczego to taka sensacja, skoro znaleziono jedynie jedną dwudziestą część strony A4? - Bo na całym świecie zachowało się jedynie sześć przekazów tego tekstu: trzy we Francji, dwa w Hiszpanii i jeden w Luksemburgu. Gdański jest siódmy.
Podejrzewacie, że fragmentów może być więcej? - Te wykopaliska już zakończyliśmy. Latryna została skrupulatnie przeszukana, dokopaliśmy się do tzw. calca, czyli warstwy bez śladów działalności człowieka. Czyli około 5 m w głąb ziemi. Ale nie wykluczamy, że na sąsiednich działkach, także w latrynach, mogłyby się znaleźć pozostałe fragmenty księgi. Szczególnie jeśli na tym terenie znajdowały się jakieś zakłady introligatorskie. Warto byłoby te parcele przeszukać. Czy to nam się uda - nie wiadomo. Czy na podstawie tego znaleziska możemy coś powiedzieć o religijności średniowiecznego Gdańska? - To jeszcze jeden przyczynek do tego, żeby potwierdzić, że religijność Gdańska była bardzo głęboka. Świadczą też o tym inne nasze znaleziska dewocjonaliów - i to nie tylko medalików czy krzyżyków. W Gdańsku mamy trzeci co do wielkości na świecie zbiór plakietek pielgrzymich. Z różnych względów przez Gdańsk przetaczała się ciżba ludzka, każdy miał ze sobą to, co było modne i w czym warto się było w mieście czy w kościele na mszy pokazać. A jako że ludzie nosili takie rzeczy często przytwierdzone do ubrania czy poupychane po kieszeniach, wiele tych drobiazgów się gubiło. Ale to, co jest dla Gdańska charakterystyczne i wiąże się z taką protestancką surowością, to forma tych plakietek. W krajach holenderskich w XV wieku na topie były plakietki nie tylko o treściach i przesłaniach religijnych, ale też heraldyczne, miłosne itp., które były profanum, czyli dotyczyły życia codziennego, a nawet seksualności - czasem swoją drogą przedstawionej bardzo dosłownie. W znaleziskach gdańskich dominują plakietki sacrum, związane ze świętością miejsc, do których pielgrzymowano. To świadczy o tym, że ta seksualność była u nas jednak niechętnie widziana. Panowała surowość obyczajów, a nawet cenzura obyczajowa. Są starsze księgi w Polsce? - Tak jak powiedziałem, w gdańskim PAN-ie są fragmenty ksiąg z X-XI wieku w formie wklejek. Ale najstarsze księgi w Polsce to obecnie chyba Kazania postne bodaj z VII wieku pochodzące z Francji, Ewangeliarz emmeramski z XII wieku z Ratyzbony, Ewangeliarz gnieźnieński z XI wieku oraz Kodeks złoty pułtuski z XI wieku. Ale na pewno nowa Biblia gdańska plasuje się na tej liście bardzo wysoko. Co teraz? - Pokażemy ją podczas wystawy czasowej w lipcu-sierpniu. Będziemy musieli postawić specjalną gablotę i oświetlenie. Szykujemy też ekspozycję stałą, ta jednak gotowa będzie dopiero za dwa lata. Rozmawiała Jowita Kiwnik Źródło: Gazeta Wyborcza
|