Prof. Phil Jones, główny bohater afery, która wybuchła po wykradzeniu korespondencji mailowej pomiędzy klimatologami, udzielił wywiadu tygodnikowi "Nature" oraz BBC. - Jak przez ostatnie trzy miesiące wyglądało pana życie? - pyta naukowca BBC. - Okropnie...
putBan(34); Brytyjski uczony był szefem Instytutu Badań Klimatycznych (CRU) na Uniwersytecie Wschodniej Anglii w Norwich. Ustąpił, kiedy w listopadzie zeszłego roku nieznani hakerzy wykradli i opublikowali ponad tysiąc maili przechowywanych na serwerach Instytutu, w wyniku czego wybuchła tzw. Climategate. Jednym z nadawców i adresatów owych maili był także prof. Jones.
Tzw. klimatyczni sceptycy od razu wykorzystali korespondencję, a raczej wyrwane z naukowego kontekstu zdania, do podważenia wiarygodności klimatologów, samych badań klimatu, a także teorii globalnego ocieplenia. Stało się to w przededniu grudniowej konferencji klimatycznej w Kopenhadze. Przywódcy świata mieli na niej ustalić ograniczenia w emisji gazów cieplarnianych. Jak wiadomo, konferencja zakończyła się fiaskiem. Na razie nie ma dowodów na to, żeby klimatolodzy okłamywali opinię publiczną w sprawie globalnego ocieplenia. Korespondencję mailową wykradzioną z CRU bada jeszcze specjalna komisja powołana przez Uniwersytet Wschodniej Anglii.
W wywiadzie udzielonym zarówno "Nature", jak i BBC prof. Jones odrzuca oskarżenia o fałszowanie danych. Podkreśla też, że pomiary temperatury wyraźnie wskazują, iż globalne ocieplenie jest faktem. Dodaje, że obserwowane ostatnio zmiany klimatyczne da się wytłumaczyć tylko wzrostem stężenia gazów cieplarnianych pompowanych do atmosfery przez przemysł i rolnictwo. - Od roku 1975 aktywność Słońca właściwie się nie zmieniła, a dwie wielkie erupcje wulkaniczne (El Chichom w 1982 r. i Pinatubo w roku 1991) powinny były naturalnie ochłodzić klimat - zaznacza naukowiec.
Zdaniem prof. Jonesa w naukowej dyskusji nie ma co brać pod uwagę tego, co różni naukowcy i nienaukowcy wypisują na swoich blogach, ponieważ takie prywatne wpisy nie przechodzą przez sito recenzyjne, przez które muszą przejść prace publikowane w poważnych czasopismach naukowych. - Dużo bardziej produktywne byłoby, gdyby nasi krytycy przeprowadzili własne badania, a ich wyniki po prostu opublikowali - uważa brytyjski uczony.
Czytaj więcej na:
* "Nature"
* BBC
Opracowane przez amerykańską Narodową Agencję Badań Atmosfery i Oceanu (NOAA) dane dotyczące zmian klimatu: www.climate.gov
Źródło: Gazeta Wyborcza
|