|
Nieznośna wiosna na dalekiej Syberii
(08.06/03:16) - Mieszkańcy rosyjskiej Syberii przeżywają potężne wahania temperatury, które chociaż na wiosnę są zjawiskiem normalnym, to jednak w tym sezonie przekraczają wszelkie bariery.
W Irkucku nad brzegami Bajkału temperatura z dnia na dzień potrafi spaść z 30 stopni do zera. Tak było w ostatnich dniach, kiedy jeszcze po południu panował upał, a już o świcie następnego dnia prószył śnieg. Sybiracy mają poważne problemy z odpowiednim ubiorem, ponieważ jednego dnia wystarczy im krótki rękawek, a następnego zmuszeni są włożyć ciepłą kurtkę, gdy zaczyna sypać śnieg i na odwrót. Jak znoszą takie kaprysy pogody? Na to pytanie specjalnie dla portalu "TwojaPogoda.pl" odpowiada Joanna Chętkowska, lektorka języka polskiego na Lingwistycznym Uniwersytecie w Irkucku, która od kilku lat przebywa nad brzegami Bajkału: "Wiosna jest niemożliwa. Nawet Sybiracy narzekają, że dawno tak wielkich wahań temperatury nie było. Proszę sobie wyobrazić białe czapy na świeżozielonych listkach brzózek, na kwitnących jabłonkach, które dopiero co kwieciem się obsypały. Prawidłowością jest, że nagły, porywisty wiatr przynosi diametralną zmianę pogody, najczęściej ochłodzenie. Generalnie w Irkucku wieje rzadko, więc kiedy już zawieje, to wszyscy wiedzą, że pogoda ulegnie zmianie. Wiosenna niestabilność jest udręką dla "daczników" czyli działkowców, którzy już w marcu rozpoczynają sezon pomidorów, bakłażanów i ogórków na razie wysiewanych w skrzynkach na parapetach mieszkań. Sadzonki wysadzane do inspektów na początku maja, nawet tam marzną, jeżeli pomieszczenie nie jest ogrzewane. Trzeba podkreślić, że "dacze" Sybiraków głównie żywią, plony pomagają przetrwać zimę i jest to uwarunkowanie głównie ekonomicznie. "Dacza" to długoletnia tradycja. Na nią przeprowadza się latem, by uprawiać ziemię, rzadziej by odpoczywać, czy uciekać od miejskiego zgiełku. Informacje o pogodzie oczywiście przedstawiane są w telewizji po wiadomościach dnia, zarówno na kanałach krajowych jak i regionalnych. Obecnie czekamy lata, które w swojej gwałtowności jest zbyt krótkie i kończy się zanim człowiek zdąży się nim nacieszyć". Syberia z powodu ukształtowania terenu jest najbardziej zróżnicowanym pod względem temperatury obszarem naszej planety. Na przestrzeni lat temperatura zimą potrafi spadać do minus 68 stopni, a w porze letniej osiągać nawet plus 37 stopni. Roczna amplituda temperatury może przekraczać dzięki temu 100 stopni. Dowiedz się więcej na temat Syberii czytając poniższy wywiad. www.twojapogoda.pl
Cyklon tropikalny Phet dotarł do Pakistanu i zmiótł 170 kutrów Cyklon tropikalny o imieniu Phet, który przez ostatnie dni przemierzał wody Morza Arabskiego poczynił spore zamieszczanie w krajach południowej Azji. Najpierw dotarł nad pustynny Oman położony na Półwyspie Arabskim. W ciągu kilkudziesięciu godzin spadło tam 250 litrów deszczu na metr kwadratowy ziemi. Doszło do nagłych powodzi w wyniku czego pod wodą znalazło się dziesiątki wiosek, zwłaszcza w północnej części kraju i na wybrzeżach Oceanu Indyjskiego. Jak wynika z ostatnich raportów omańskich władz, cyklon pozbawił życia 16 osób. Tuż przed wejściem nad ląd cyklon gwałtownie osłabł. Wcześniej niósł wiatr o stałej prędkości 231 km/h, w porywach do 280 km/h, co uczyniło go cyklonem czwartej, przedostatniej kategorii w skali siły tego typu zjawisk. Tak potężne cyklony w tej części świata należą do rzadkości. Wczoraj cyklon dotarł nad południowy Pakistan i jego pogranicze z Indiami. Ulewy także tam spowodowały powodzie, głównie w obniżeniach terenu. Najbardziej ucierpiało Karaczi, największe miasto na południu Pakistanu i jednocześnie największe w całym kraju, zamieszkiwane przez 15 milionów ludzi. W betonowe falochrony, ku uciesze młodych mieszkańców, uderzały wysokie fale, wdzierając się na ulice. Część miasta znalazła się pod wodą na wysokość około metra. To efekt tego iż w ciągu jednego dnia spadło tam prawie 130 litrów deszczu na metr kwadratowy ziemi. Ludzie brodzący w wodzie nie zdają sobie sprawy z tego, że może być to niebezpieczne. Do szpitali z obrażeniami odniesionymi na skutek porażenia prądem, z kabli leżących z wodzie, trafiło 7 osób. Poza miastem, na rozległych obszarach Beludżystanu, w pustynnych i górskich wioskach, sytuacja jest dramatyczna. Wiele prowizorycznych domków rozleciało się na skutek ulew. W region bez przerwy wysyłani są żołnierze, których zadaniem będzie niesienie ludziom pomocy. Powodzianie z zagrożonych obszarów będą ewakuowani śmigłowcami i łodziami. Odcięte od świata wioski będą mogły liczyć na dostawy żywności, wody pitnej i innych środków pierwszej potrzeby. W następnych kilkudziesięciu godzinach pozostałość po cyklonie w postaci chmur, przyniesie deszcze aż po południowe stoki Himalajów. W regionie ostatnio temperatura sięgała w cieniu około 50 stopni, a obecnie spadła do 35 stopni. To dobra wiadomość, zwłaszcza, że wraz z ochłodzeniem i opadami wyschnięta ziemia nieco nabrała wody. W Pakistanie najbardziej zabójczy cyklon miał miejsce w 1999 roku, kiedy w rejonie Karaczi zginęło 700 osób, a zniszczeniu uległy domy w setkach wiosek położonych wzdłuż wybrzeża Oceanu Indyjskiego. W 1992 roku kolejny cyklon zabił 450 osób, a 200 tysięcy pozbawił dachu nad głową. W Omanie najbardziej tragiczny okazał się cyklon Gonu w 2007 roku, który zabił 47 osób i spowodował straty rzędu miliardów dolarów. Poniżej zdjęcie satelitarne cyklonu Phet. www.twojapogoda.pl
Na południu Chin jak nie susze to powodzie
Tegoroczny monsun deszczowy na południu Chin jest aktywniejszy niż zazwyczaj, co objawia się powodziami na wielką skalę na obszarach, gdzie przez wiele ostatnich miesięcy panowała dramatyczna susza. W prowincji Kuangsi powodzie odebrały już życie 53 osobom. Wylewające się z koryt rzeki zatapiają wciąż to nowe miasta i wsie. Od początku miesiąca, według lokalnych władz, zniszczonych zostało 11 tysięcy domów z których ewakuowano łącznie 200 tysięcy ludzi. Powódź nawiedziła 42 regiony i 9 miast. Powodzianie nie mogą liczyć na nocleg w suchym i bezpiecznym miejscu, ponieważ strefa ulew obejmuje obszar o długości ponad 2 tysięcy kilometrów i szerokości 1 tysiąca kilometrów. Trudno jest więc uciec przed opadami, wszędzie można natknąć się na zniszczone drogi i obrócone w ruinę domy. W najgorszej sytuacji znaleźli się rolnicy, którzy nie zbiorą już w tym sezonie plonów. Od tego zależy ich codzienne życie przez następnych wiele miesięcy. Mieszkańcom pogrążonych w powodzi obszarów ciężko jest dostosować się do nowych warunków. Jeszcze nie tak dawno miliony ludzi cierpiały z powodu dotkliwej suszy, która zmuszała ich do picia zanieczyszczonej wody lub noszenia ciężkich kanistrów z wodą dziesiątki kilometrów do górskich wiosek. Teraz utrapieniem stały się dla odmiany rekordowe ulewy, które niszczą to, co zdołano uchronić przed suszą. W Chinach pora mokra trwa corocznie od czerwca do listopada. W okresie od sierpnia do października dodatkowym problemem stają się tropikalne tajfuny, czyli azjatyckie odpowiedniki cyklonów i huraganów. Jak na razie wody zachodniego Pacyfiku są nadzwyczaj spokojne, ale ten stan może się bardzo szybko zmienić. Na południu Chin kolejnych potężnych opadów już nie potrzeba, przydałaby się lekka susza. www.twojapogoda.pl
Dzisiaj na południu kraju silne burze i ulewy
Na zachodzie i północy Polski zaczynają się pojawiać burze, którym towarzyszą ulewne, ale przelotne opady deszczu. Do tej pory najmocniej padało na Pomorzu, gdzie spadło kilkanaście litrów wody na metr kwadratowy ziemi. Burze do późnego wieczoru możliwe są w różnych regionach kraju, mogą też powodować spustoszenia. Miejscami porywisty wiatr może uszkadzać gałęzie, dachy budynków i linie energetyczne. Obfite opady deszczu mogą doprowadzać do podtopień, zaś grad niszczyć uprawy. Jednak dzisiejsze burze nie będą tak silne jak jutrzejsze. Zgodnie z naszymi prognozami jutro burze będą się pojawiać od godzin południowych na południu, południowym wschodzie i południowym zachodzie kraju. Ze względu na temperaturę dochodzącą w cieniu do 28-29 stopni, burze będą gwałtowne. Towarzyszyć im mogą ulewne deszcze, gradobicia i wichury. W ciągu godziny może spaść 10-30 litrów wody na metr kwadratowy ziemi, lokalnie do 50 litrów. Wiatr może przekraczać w porywach 70 km/h, a grad osiągać średnicę 1-2 centymetrów. Będzie bardzo niebezpiecznie, zwłaszcza, że na południu wciąż mamy podwyższone stany wód. Tak jest przede wszystkim na Odrze, gdzie w woj. śląskim notuje się stany wysokie i przekroczenia stanów ostrzegawczych. W Małopolsce i na Podkarpaciu sytuacja jest korzystniejsza, ponieważ stany wód są średnie i wysokie. Mimo to podczas silnych opadów, możliwe są punktowe wezbrania, nawet powyżej stanów alarmowych. Należy więc nie zbliżać się podczas burz i opadów do cieków i zbiorników wodnych. W kolejnych dniach burze nas nie opuszczą, a wraz z pojawieniem się fali tropikalnych upałów, mogą się stawać coraz to gwałtowniejsze i tym samym bardziej niebezpieczne. www.twojapogoda.pl
Setki węgierskich miast walczy z powodzią
(07.06/12:08) - Przez węgierskie rzeki nadal przechodzą fale kulminacyjne powstałe na skutek intensywnych opadów deszczu na przełomie maja i czerwca. Jak informują władze, obecnie stan alarmowy przekroczony jest na 3 tysiącach kilometrów rzek. Walka z powodzią trwa w 265 miejscowościach, zwłaszcza w północno-wschodniej części kraju. Ewakuacja w związku z powodzią objęła do tej pory prawie 4 tysiące osób, w tym około tysiąca dzieci. Najtrudniejsza sytuacja panuje w mieście Felsőzsolca, wchodzącym w skład aglomeracji Miszkolca, gdzie swoje domy w pośpiechu opuściło już 1,5 tysiąca osób. Rzeka Sajo zatopiła kilkaset domów z czego 40 zawaliło się. W gruzach jednego z domów odnaleziono ciało człowieka. Władze proszą o nie podróżowanie po drogach regionu powodziowego, ponieważ na skutek wylania rzek Sajo, Bodva i Hernad wiele miejscowości jest odciętych od świata, a drogi są zalane lub poważnie uszkodzone. Fale wezbraniowe na poszczególnych rzekach uchodzą powoli do Dunaju, który stwarza coraz poważniejsze zagrożenie dla Serbii, gdzie rzeka wkracza po opuszczeniu Węgier. Mieszkańcy miejscowości położonych nad brzegami rzek, szykują się do ratowania dobytku. www.twojapogoda.pl
Co w tym tygodniu zdarzy się w Europie?
(07.06/09:25) - W tym tygodniu deszczowy biegun w Europie przesunie się znad Polski zdecydowanie bardziej na zachód. Parasole przydadzą się tam, gdzie dotąd świeciło słońce. W ciągu najbliższych 7 dni w Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii, Niemczech i Danii spadnie średnio 40-50 litrów deszczu na metr kwadratowy ziemi, zaś lokalnie nawet ponad 70 litrów. Największych opadów spodziewamy się podczas burz, których na zachodzie kontynentu z pewnością nie zabraknie. Szczególnie zaniepokojeni mogą się czuć turyści, którzy zdecydowali się wybrać do Hiszpanii. Opady rozpoczną się tam jutro, a swoje apogeum osiągną w środę (9.06). Trzeba się wówczas spodziewać naprawdę silnych burz, z ulewami, gradobiciami i porywistym wiatrem. Chociaż w czerwcu takie zjawiska nie są niczym nadzwyczajnym, to jednak turyści powinni mieć się na baczności. Trudno będzie wylegiwać się na słońcu, gdy temperatura będzie niska, będzie wiać i padać. To samo dotyczy także Francuzów i wszystkich, którzy wybierają się w połowie tygodnia do ich kraju. Solidne opady utrzymają się także w czwartek (10.06), poczym następnego dnia zaczną słabnąć, a w weekend zanikać. Hiszpanii i Francuzi muszą się zatem przygotować na ostre ochłodzenie. Dotychczas termometry pokazywały w ich miastach 30 stopni i więcej, zaś od środy (9.06) będą jedynie 19 stopni. Najbardziej nieprzyjemnie będzie nocami i o porankach, kiedy temperatura będzie się obniżać poniżej 10 stopni. Inaczej będzie wyglądać pogoda w centrum kontynentu, gdzie ostatnio padało niemal codziennie. Temperatura będzie wzrastać jak na drożdżach i przekroczy w tym tygodniu 30 stopni, miejscami osiągając nawet ponad 35 stopni. Tymczasem możliwe są burze, chwilami gwałtowne, ale deszczu i tak spadnie znacznie mniej niż na zachodzie Europy. Pogoda taka już jest... sprawiedliwa. www.twojapogoda.pl
USA: Pierwszy raz w tym roku 40 stopni
(07.06/06:10) - Piątek (4.06) był przełomowym dniem w Stanach Zjednoczonych, ponieważ po raz pierwszy w tym roku temperatura w cieniu przekroczyła tam 40 stopni. Oczywiście najgorętszymi stanami są Teksas, Kalifornia i Arizona, gdzie wysokie temperatury są efektem intensywnego ogrzewania się powierzchni ziemi od promieni słonecznych przy bezchmurnym niebie. Ziemia oddaje ciepło i ogrzewa w ten sposób powietrze do znacznej wysokości. Wśród największych miast prym tego najgorętszego wiedzie tradycyjnie już Phoenix w stanie Arizona. Temperatury są w tym sezonie nieco niższe od tych notowanych przed rokiem, ale mieszkańcom to nie przeszkadza. Przetrwać taki żar mogą dzięki niskiej wilgotności powietrza, jak to zwykle na obszarach półpustynnych, gdzie woda zawarta w glebie zdążyła wyparować dawno temu. W Phoenix ostatnio padało 22 kwietnia. Od tego czasu niebo codziennie jest wolne od chmur, dlatego nic dziwnego, że mieszkańców nie interesuje prognoza pogody. Jedyną zmianą może być wzrost temperatury, rzadziej jej spadek. Amerykańscy meteorolodzy każdego dnia wydają ostrzeżenia przed silnymi upałami dla całej południowo-zachodniej części USA. Nikt jednak się tym nie przejmuje, ponieważ temperatura przekraczająca w cieniu 40 stopni utrzymuje się tam przez kilka miesięcy w roku. Wczoraj wśród najgorętszych miast znalazło się Las Vegas. Stolica hazardu przetrwała 43-stopniowy żar, bo większość turystów schowała się we wnętrzach klimatyzowanych kasyn, nawet nie zauważając, że zrobiło się aż tak gorąco. Ciepło ucieka z gruntu do atmosfery na tyle wolno, że nawet w najchłodniejszej porze doby, a więc o wschodzie Słońca, temperatura na niezmierzonych przestrzeniach Kalifornii, Arizony, Nowego Meksyku czy Teksasu nie spada poniżej 30 stopni. Można więc powiedzieć, że upał panuje całą dobę i tak aż do jesieni. www.twojapogoda.pl
Ulewy i tornada na zachodzie Europy
(07.06/03:21) - Gwałtowne burze na zachodzie Europy zakończyły kolejną tej wiosny falę upałów. Temperatura we Francji, Belgii, Holandii czy na zachodnie Niemiec, osiągała jeszcze przedwczoraj 30 stopni, a wczoraj spadła poniżej 20 stopni. Przeważnie spadło tam 25 litrów deszczu na metr kwadratowy ziemi, lokalnie nawet ponad 50 litrów. Tam, gdzie opady były najbardziej intensywne, tam doszło do podtopień. Najbardziej niebezpiecznie zjawiska szalały we wschodniej Belgii, gdzie w rejonie miejscowości Esneux zaobserwowano tornado. Pojawiło się ono o dość nietypowej porze, bo około godziny 13:30. Zazwyczaj trąby powietrznej występują późnymi popołudniami. Jednak tym razem wczesne pojawienie się tego zjawiska, miało związek z przejściem chłodnego frontu atmosferycznego, co nastąpiło krótko po południu, gdy temperatura osiągała wysokie wartości. Lokalna prasa podaje, że tornado zerwało dachy z kilku domostw i połamało drzewa. Żadnemu mieszkańcowi nic się nie stało. Kolejne tornado przetoczyło się nad miastem Tienen w środkowej Belgii. Również zerwało dachy z domów i powyrywało z korzeniami drzewa, jednak tym razem ranne zostały 2 osoby. W nocy opady zaczęły wędrować nad północnymi i wschodnimi Niemcami. Miejscami w ciągu tylko 6 godzin spadło aż 25 litrów deszczu na metr kwadratowy ziemi, zwłaszcza nad brzegami Bałtyku. Do Polski strefa opadów zaczęła wkraczać dosłownie w ciągu ostatnich kilkudziesięciu minut. Wcześniej wieczorem i wczesną nocą popadało z lokalnej strefy opadów na północy Wielkopolski, na Kujawach i na wschodnim Pomorzu. O tej porze doby front chłodny zazwyczaj słabnie, dlatego przynosi mniej opadów, którym nie towarzyszą burze. Front ponownie uaktywni się około południa i po południu, gdy wkroczy nad środkową i wschodnią Polskę. Noc jest bardzo ciepła, wilgotna i przez to duszna. Na zachodzie Polski termometry pokazują teraz 20 stopni i do rana nie będzie mniej niż 16-17 stopni. www.twojapogoda.pl
El Niño jest winne powodzi w Polsce?
(07.06/01:34) - Coraz więcej przemawia za tym, że zagrożenie powodziami w Polsce i w innych krajach środkowej części Europy, powoduje anomalia El Niño. Bieg wydarzeń pogodowych jest bardzo zbliżony do tego, co miało miejsce w 1997 roku. Wtedy też anomalia El Niño osiągnęła największą aktywność w historii pomiarów meteorologicznych. Szczytowanie El Niño miało miejsce między latem 1997 roku a wiosną 1998 roku. Szczególnie deszczowe okazało się lato, które w wielu regionach świata przynosiło rekordowe opady deszczu, które powodowały powodzie i odbierały życie tysiącom ludzi. W Polsce szczególnie mokry okazał się lipiec. Tak dużych sum opadów nie notowano w tym miesiącu co najmniej od 1974 roku. Na początku miesiąca od południa dotarł wyjątkowo mokry niż genueński, który przyniósł kilkudniowe, ulewne deszcze nie tylko na południu kraju, lecz także w Czechach, w dorzeczu Odry. Bardzo duże sumy opadów w połączeniu z błędną decyzją o gwałtownym spuszczeniu wody ze zbiorników retencyjnych, zaowocowało powodzią na gigantyczną skalę. Nawet gdyby Czesi nie opróżnili swych zbiorników i nie spiętrzyli fali wezbraniowej, nie uniknęlibyśmy powodzi, ponieważ deszcze, które wtedy spadły na region, były porównywalne z obecnymi. Wiosną ubiegłego roku anomalia El Niño znów zaczęła się uaktywniać. Swoje apogeum osiągnęła pod koniec roku i wówczas okazało się, że jest do drugie najsilniejsze El Niño w historii pomiarów. Do Polski znów zaczęły wracać obfite opady, które najpierw dawały się nam we znaki zimą. Śnieżyce, które przechodziły nad naszymi miejscowościami, także były związane z niżami genueńskimi. Dlatego też w wielu regionach Polski pokrywa śnieżna osiągnęła wysokość rekordową lub też zbliżoną do rekordu. Wiosna również przyniosła nam częste deszcze, które ostatecznie w maju zaowocowały kolejną masową powodzią, w wielu miejscach na Wiśle największą od ponad 100 lat. Także trzecie najsilniejsze w historii El Niño, które panowało między 1982 a 1983 rokiem zapisało się w Polsce wyjątkowo wilgotnymi miesiącami. Między styczniem a majem 1983 roku wszystkie miesiące były określane przez meteorologów jako bardzo wilgotne lub skrajnie wilgotne. To może stanowić potwierdzenie teorii, że aktywność El Niño ma wpływ na zwiększanie się sumy opadów w Polsce, a zwłaszcza powstawanie niżów genueńskich, przynoszących obfite deszcze w środkowej części naszego kontynentu. Im anomalia El Niño jest intensywniejsza, tym większe stanowi dla nas zagrożenie powodziowe. El Niño powstaje, gdy pasaty z wciąż niewiadomych przyczyn znacząco słabną, wówczas ciepłe prądy oceaniczne zaczynają się przemieszczać z Australii i wschodniej Azji ku Ameryce Południowej, dążąc do wyrównania się ciepłych wód powierzchniowych. Następuje osłabienie się zimnego Prądu Peruwiańskiego, co powoduje szereg anomalii pogodowych. Chmury burzowe, które zwykle znajdują się nad Australią i zachodnią Oceanią zaczynają się formować nad środkową Oceanią i zachodnią częścią Ameryki Południowej. Tymczasem tam, gdzie dotąd stacjonowały, czyli nad Australią i zachodnią Oceanią zaczyna się pojawiać susza. El Niño to zjawisko, które milionom ludzi na całym świecie spędza sen z powiek. Niesie anomalia pogodowe, które są sprawcami katastrofalnych powodzi i suszy. Chociaż jego wpływ jest obserwowany od ponad 25 lat, to jednak nadal nie udało się do końca odkryć, co je wywołuje. Im dogłębniej je badamy, tym więcej mnoży się zagadek. Naukowcy są zdania, że El Niño i jego przeciwieństwo La Niña są znacznie bardziej globalnymi zjawiskami niż nam się to do tej pory wydawało. Niegdyś występowały one co około 10 lat, obecnie znacznie częściej. Naukowcy są zdania, że zwiększenie się częstotliwości ich występowania, to efekt zmian klimatycznych, których jakby nie było są częścią. Jednocześnie innymi zjawiskami wywołującymi El Niño i La Niña mogą być wybuchy wulkanów, wpływ przyciągania Księżyca, odchylenie orbity Ziemi oraz cała ziemska atmosfera. Poniżej więcej informacji na temat El Niño. www.twojapogoda.pl
|