Czerwiec był na Islandii najcieplejszym miesiącem w historii pomiarów meteorologicznych. Tymczasem lipiec zapisał się jako jeden z kilku najcieplejszych. Wyjątkowo wcześnie znikł śnieg z pasma górskiego Esja, rozciągającego się zaledwie 10 kilometrów na północ od islandzkiej stolicy. Mieszkańcy z niepokojem spoglądają na szczyty górskie.
Meteorolodzy z kolei informują, że tak szybkie roztopienie się pokrywy śnieżnej w okresie letnim nie nastąpiło jeszcze nigdy od kiedy prowadzi się pomiary. Przyczyną jest nie tylko bardzo gorące lato, lecz także ciepła wiosna i nadzwyczaj łagodna zima, która przyniosła w paśmie Esja bardzo mało śniegu. Tymczasem w minionym miesiącu średnia temperatura wyniosła 14,4 stopnia. Dla porównania norma 30-letnia to zaledwie 11 stopni.
Na zdjęciu satelitarnym, które zamieszczamy pod artykułem, zobaczyć możemy zielone oblicze Islandii. Na znacznym obszarze wyspy nie ma już śniegu. Krajobrazy, które zwykle nawet w środu lata są brązowe, teraz przechodzą w zieleń, zwłaszcza na południowym zachodzie, gdzie z gór do Atlantyku uchodzą największe rzeki.
Południowa część wyspy okryta jest śniegiem i lodem, które mimo wysokiej temperatury, nie są w stanie zniknąć całkowicie. Pokryte śniegiem szczyty i stoki górskie widoczne są także w północnej i południowo-wschodniej części wyspy. Warto jeszcze wspomnieć o gigantycznych ilościach glonów i fitoplanktonu w wodach Oceanu Arktycznego, na północ od wybrzeży Islandii. Dostrzeżenie powierzchni wyspy było możliwe dosłownie przez kilka godzin, gdy ustąpiły niskie chmury, a niebo stało się błękitne. www.twojapogoda.pl
Najbardziej mroźna i śnieżna zima od wielu lat spowodowała w kilku krajach Ameryki Południowej śmierć 175 osób. Tysiące ludzi trafiło do szpitali z ciężkimi powikłaniami na skutek grypy i zapalenia płuc.
Najsilniejsze mrozy panują w Peru, gdzie w wioskach położonych na wysokości powyżej 3000 metrów temperatura nocami i o porankach spada do minus 27 stopni, czyli jest przynajmniej o 15 stopni zimniej niż zwykle. Do tej pory z powodu hipotermii, czyli intensywnego wychłodzenia organizmu, zmarło 100 osób.
Mieszkańcy, którzy nie są przyzwyczajeni do tak niskich temperatur, masowo zapadają na zakaźne choroby układu oddechowego, głównie na zapalenie płuc i grypę. Znaczną część chorych stanowią małe dzieci w przypadku których szanse na wyleczenie nie są duże. Wciąż nie ustalono ile jeszcze ludzi potrzebuje pilnej pomocy lekarskiej. Z powodu zasypanych śniegiem dróg nie można dotrzeć do wszystkich potrzebujących.
Mieszkańcy marzną, ponieważ nie przewidywali, że zima może być aż tak ostra. Wszystkie zgromadzone zapasy opału, które normalnie powinny wystarczyć do wczesnej wiosny, zostały już wyczerpane. W Peru władze zdecydowały się ogłosić stan pogotowia i zmobilizować wszelkie służby, aby udzielały pomocy mieszkańcom, zwłaszcza bezdomnym, którzy zmuszeni są nocować pod gołym niebem.
Poważny problem stanowią także liczne przypadki zaczadzenia, ponieważ ludność próbująca dogrzać swoje mieszkania, używa nieszczelnych pieców węglowych. W wielu krajach fale chłodów spowodowały masowe padanie zwierząt hodowlanych. Najbardziej zagrożone są fermy kurczaków, gdzie wielkopowierzchniowe hale bardzo trudno jest dostatecznie dogrzać.
Region nawiedzają także potężne śnieżyce, które w ostatnich dniach dały się we znaki w Argentynie i Chile. W tym pierwszym kraju śnieżyce nawiedziły region Chubut, gdzie 600 osób zostało odciętych od świata przez gigantyczne zaspy. Miejscami pokrywa śnieżna ma wysokość 1,5 metra. Pasterze nie są w stanie prowadzić wypasu, ponieważ trawa znikła pod grubą kołderką białego puchu. Owce zmuszone są do głodowania, a wciąż nie jest pewne, kiedy śnieg się roztopi.
Śnieg sparaliżował region słynący z produkcji wełny. Odcięci od świata ludzie nie mogą dojeżdżać do pracy, więc produkcja prawie całkowicie ustała. Przy udrażnianiu dróg z lądu i powietrza uczestniczy tysiące wolontariuszy. Prognozy mówią o ociepleniu i kresie zimy nie wcześniej niż pod koniec sierpnia. www.twojapogoda.pl
Niewielkie państwo, olbrzymia powódź
Niewiele o niej słyszymy, a wyróżnia się ona tym, że jest najmniejszym krajem Afryki. Mowa o Gambii, która przed kilkoma dniami została nawiedzona przez potężną ulewę, która pozbawiła wiele osób dachu nad głową.
W Gambii położonej na zachodnim wybrzeżu Czarnego Lądu, graniczącej z Senegalem, trwa obecnie pora deszczowa. Nad krajem tworzą się olbrzymie chmury burzowe, które następnie przemieszczając się na zachód, schodzą nad wody Oceanu Atlantyckiego, z czasem stając się tropikalnymi cyklonami. W taki właśnie sposób powstał cyklon Colin.
Według lokalnych władz na skutek "oberwania" chmury pod wodą znalazły się domy 680 osób. Około 290 ludzi straciło dach nad głową i musiało się ewakuować w bezpieczne miejsce. Ulewa trwała 3 godziny, między 3:00 a 6:00 rano, kiedy większość mieszkańców jeszcze spało. Zostali obudzeni przed wdzierającą się do domów wodę. Jej poziom podnosił się tak szybko, że niewiele brakowało by ludzi się potopili. Tylko dzięki szybkiej akcji ratunkowej udało się uniknąć tragedii.
Niestety większość mieszkańców nie ma już do czego wracać, ponieważ ich domy zostały zrujnowane, pola uprawne zmyte przez wodę, a studnie zanieczyszczone. Nie wiadomo ile deszczu spadło na region, ale musiało być to przeszło 60 litrów wody na metr kwadratowy ziemi, bo właśnie tyle zanotowano w tym czasie w stolicy kraju, mieście Bandżul.
Gambia to kraj dominujący we wzgórza i płaskowyże, przecięte doliną rzeki Gambia. O tej porze roku, czyli w szczycie pory mokrej, potrafi spaść nawet 400 litrów wody na metr kwadratowy ziemi w ciągu jednego miesiąca. www.twojapogoda.pl