Zarówno poprzedni miesiąc, jak i okres od grudnia do listopada były najcieplejsze w historii pomiarów na świecie - ogłosiła NASA
Należący do agencji Ośrodek Badań Kosmicznych im. Goddarda (GISS) w Nowym Jorku przechowuje dane temperaturowe od 1880 r. Wynika z nich, że ostatnie 12 miesięcy pobiło globalną średnią z lat 1951-80 wynoszącą 14 st. C aż o 0,65 st. Tak ciepło nie było nawet w roku 2005, który NASA uważa za najgorętszy w historii pomiarów, ani w 1998, który trzyma rekord gorąca w wyliczeniach prowadzonych przez brytyjskie Centrum Hadleya. Różnice nie są duże, bo wynoszą kilka setnych stopnia - finisz w tym wyścigu będzie więc bardzo gorący, a na zwycięzcę temperaturowych statystyk poczekamy do stycznia przyszłego roku. 
Tak czy inaczej, choć za oknem tego nie widać, globalne ocieplenie nie odpuszcza. 
Warto dodać, że nie widać w Polsce. Tak się bowiem złożyło, że od listopada nasz region nawiedza fala chłodu. W poprzednim miesiącu w północnej Europie odnotowano temperatury mniejsze o ponad 4 st. od średniej wieloletniej. W tym samym jednak czasie w Zatoce Hudsona w Kanadzie panował wręcz upał - temperatury przekroczyły tam średnią o ponad 10 st. C. - Ta arktyczna gorączka prawdopodobnie wzięła się z niezwykłego o tej porze roku braku pokrywy lodowej w zatoce - tłumaczy James Hansen, szef GISS i jeden z najbardziej znanych klimatologów na świecie.
Naukowcy z ośrodka spekulują, że bardzo wysokie temperatury w Zatoce Hudsona oraz znajdującym się po zachodniej stronie Grenlandii Morzu Baffina mogły wpłynąć na mechanizmy kształtujące pogodę w Europie, które w efekcie przyniosły nam rzadki o tej porze roku chłód i śnieg. Ta hipoteza wpisuje się zresztą w inną, którą testowaliśmy podczas poprzedniej zimy - cieplejsza niż zwykle Arktyka oznaczała chłodniejszą Europę Północną i Środkową oraz część USA.
Globalnie jednak, bo w końcu w tej temperaturowej rozgrywce ani Polska, ani nawet Europa nie są najważniejsze, listopad był o 0,74 st. C cieplejszy od średniej wieloletniej. To ciekawe także z tego względu, że na Pacyfiku panuje teraz zimny fenomen klimatyczny la Nina, który powinien schłodzić świat.
Uczeni z GISS podkreślają, że w Europie mimo mroźnej poprzedniej zimy i chłodnego początku tej najbliższej siedem z dziesięciu ostatnich zim było cieplejszych od tych z lat 1951-80. Jeśli zaś chodzi o okresy letnie, to w ciągu ostatnich dziesięciu lat wszystkie były najcieplejsze w historii pomiarów.
Optymizmem nie napawają także inne wskaźniki globalnego ocieplenia. NASA właśnie ogłosiła, że stężenie dwutlenku węgla w powietrzu wynosi już 391 ppm, czyli części na milion. Poziom CO2, a więc najważniejszego gazu cieplarnianego emitowanego przez ludzkość, rośnie średnio o 2 ppm na rok i dziś przekracza o ponad jedną trzecią poziom z ery przedprzemysłowej.
W tej rozgrzanej atmosferze w weekend skończył się dwutygodniowy szczyt klimatyczny w Cancun w Meksyku. Politycy i urzędnicy reprezentujący 193 kraje nie zdołali jednak uzgodnić decyzji o obniżeniu emisji dwutlenku węgla (uzgodnili za to, że do 2020 r. kraje bogate będą przekazywać tym biedniejszym 100 mld dol. rocznie na walkę ze zmianami klimatu). A naukowcy ostrzegają, że ta redukcja musi być naprawdę bardzo mocna - do połowy wieku rzędu 80 proc. w porównaniu z 1990 r. - żeby globalne ocieplenie przyhamować. Być może jakieś wiążące postanowienia przyniesie przyszłoroczna konferencja w południowoafrykańskim Durbanie.
Przywódcy świata muszą się spieszyć, bo po 2012 r. przestanie obowiązywać porozumienie klimatyczne z Kioto, które nałożyło na wiele krajów zobowiązania do zredukowania emisji CO2. Nie objęło ono jednak ani USA, ani Chin, które razem wysyłają w powietrze ok. połowy dwutlenku węgla. Każde następne porozumienie bez tych dwóch państw będzie więc dla świata porażką.
Na razie nieliczne kraje same zobowiązują się, że ograniczą emisję cieplarnianego CO2. Unia Europejska zamierza do 2020 r. zredukować ją o 20 proc. Chce to osiągnąć, m.in. ograniczając zużycie energii o jedną piątą i uzyskując 20 proc. energii ze źródeł odnawialnych.
Źródło: Gazeta Wyborcza
|