Pokrywa lodowa na Oceanie Arktycznym osiągnęła już tegoroczne zimowe maksimum - najmniejsze w historii pomiarów satelitarnych.
Kra na Oceanie Lodowatym (tak ciągle nazywają go Rosjanie) żyje w cyklu zimowych, lutowo-marcowych maksimów, kiedy sięga najdalej, oraz letnich, wrześniowych minimów, kiedy pod wpływem słońca (noc polarna w Arktyce zamienia się już powoli w 24-godzinny dzień) kurczy się aż trzykrotnie. Jak wynika z danych gromadzonych przez amerykańskie Narodowe Centrum Badania Śniegu i Lodu (NSIDC) w Boulder w Kolorado, od rozpoczęcia pomiarów satelitarnych w 1979 r. zasięg skorupy lodowej na północnym oceanie systematycznie się zmniejsza. Najbardziej jest to widoczne latem - w ciągu ostatnich 30 lat kurczyła się ona we wrześniu o 11,5 proc. na dekadę.
W tym roku według danych NSIDC zimowe maksimum zostało osiągnięte 7 marca, kiedy to lód na Oceanie Arktycznym rozlał się na 14,64 mln km kw., zajmując obszar mniejszy o 1,2 mln km kw. (to prawie tyle co cztery Polski) od średniej z lat 1979-2000. Tak małe rozmiary arktyczna skorupa lodowa osiągnęła też w 2006 r.
Kurczący się zasięg pokrywy lodowej na Oceanie Arktycznym jest związany z tym, że staje się ona cieńsza. Coraz mniej jest tam lodu o grubości kilku metrów, który jest w stanie przetrwać letnią gorączkę i żyje wiele lat. Powiększa się natomiast przewaga lodu jednorocznego, który rodzi się zimą, a latem rozmywa się w oceanie.
Mimo że ogromny wpływ na zmiany w zasięgu arktycznego lodu morskiego mają wiatry, które potrafią wypchnąć go na cieplejsze morza, to klimatolodzy są właściwie pewni, że główny winowajca to rosnące w Arktyce temperatury (za co z kolei odpowiada coraz większe stężenie gazów cieplarnianych emitowanych do atmosfery przez ludzką cywilizację). Daleka Północ grzeje się dużo bardziej niż reszta świata, a i prognozy klimatyczne są dla niej znacznie gorętsze.
Według ogólnie przyjętych szacunków skorupa lodowa na biegunie północnym zniknie (tylko na jakiś czas) któregoś lata w okolicy roku 2030. Polski oceanolog prof. Wiesław Masłowski, pracujący w Wyższej Szkole Marynarki Wojennej USA w Monterrey w Kalifornii, szacuje nawet, że stanie się to dużo wcześniej, bo maksymalnie już za 5 lat.
Czy powinniśmy się tym przejmować? Pomijając wpływ ocieplenia na lokalny ekosystem, który jest przystosowany do lodu, a także otwierające się możliwości eksploracji surowców naturalnych ukrytych pod dnem oceanu, nie możemy zapominać o jednym. Arktyka to naturalny klimatyzator przynajmniej naszej części świata. Jej białe lodowce chłodzą atmosferę i morza, odbijając bombardujące Ziemię światło słoneczne. Ostatnio pojawiły się też badania wskazujące na to, że zmniejszona pokrywa lodowa na Oceanie Arktycznym zmienia cyrkulację powietrza na półkuli północnej. W efekcie latem w jednych rejonach panuje susza, a w innych - ulewy wywołują powodzie. Z kolei zimą paradoksalnym skutkiem ocieplenia w Arktyce mają być obserwowane ostatnio śnieżyce i dotkliwe mrozy na niższych szerokościach geograficznych.