Od kilku dni w mediach trwa awantura o globalne ocieplenie. Hakerzy ujawnili tysiące prywatnych e-maili, jakimi wymieniali się w ciągu ostatnich 13 lat czołowi brytyjscy i amerykańscy klimatolodzy
Korespondencja została ukradziona z serwerów Uniwersytetu Wschodniej Anglii i dotyczy naukowców z tamtejszego oddziału badań klimatycznych (Climate Research Unit), jednego z wiodących na świecie. Nieznani hakerzy zaczęli ją udostępniać pod koniec zeszłego tygodnia autorom internetowych blogów, którzy nie wierzą w to, że człowiek ma decydujący wpływ na ocieplenie klimatu, a czasem w ogóle podają globalne ocieplenie w wątpliwość. A ci zaczęli publikować te fragmenty, które mają stawiać czołowych klimatologów w dwuznacznym świetle.
Co wynika z ujawnionych e-maili? Sięgają one aż 1996 roku. Ciekawe, że mniej więcej do przełomu wieków naukowcy wymieniali się w nich głównie danymi, analizami wyników badań, omawiali konferencje, podróże, szczegóły współpracy, odpowiadali na pytania dziennikarzy. Potem jest coraz więcej emocji - badacze coraz więcej czasu poświęcają odpieraniu ataków ze strony inaczej interpretujących klimatyczne dane, zbijaniu demagogicznych argumentów sceptycznych, głównie prawicowych mediów, a także obronie swojej naukowej reputacji. Listy pokazują, że czuli się coraz bardziej jak w oblężonej twierdzy, mając świadomość tego, że każdy niebaczny komentarz czy drobny błąd, jaki popełnią, natychmiast obraca się przeciw nim. W niektórych listach nie przebierają w słowach, bije z nich irytacja, wściekłość na przeciwników, a także na niektóre prace konkurentów, ich zdaniem całkowicie błędne, które jednak przeszły sito recenzji i ukazały się w naukowych periodykach. Padają bardzo ostre słowa ("ten idiota", "dałbym mu w pysk"), ale pamiętajmy, że była to prywatna korespondencja, która nigdy nie miała ujrzeć dziennego światła. W końcu naukowcy to też ludzie. Poza tym nie ukrywali tych opinii - wyrażali je publicznie, tylko nieco oględniej.
Ujawniający tę korespondencję blogerzy ze szczególną satysfakcją cytują listy, które mają rzekomo wskazywać na manipulacje danymi naukowymi. Najczęściej przytacza się fragment z e-maila Phila Jonesa, dyrektora Climate Research Unit, który pisał w listopadzie 1999 r.: "Właśnie zrobiłem trik Mike'a (...), żeby ukryć spadek temperatury". Te słowa są dla klimatycznych sceptyków jak dymiący pistolet w ręku zabójcy - oto dowód na to, że klimatolodzy ukrywają to, że Ziemia się w rzeczywistości oziębia, a nie ociepla!
Ale tak to wygląda, dopóki się nie przedstawi kontekstu, w jakim pada to zdanie. Chodziło o serię pomiarów przyrostów w drzewach, które do około 1960 r. dobrze oddawały wzrost temperatury na Ziemi, ale potem ich wskazania rozminęły się z tym, co mierzono za pomocą termometrów. Ten problem, zwany "problemem rozbieżności", był szeroko opisywany w literaturze naukowej. Badacze przedstawiający na wykresach trendy klimatyczne musieli, w wielkim uproszczeniu, jakoś pomijać i opuszczać niewiarygodne dendrologiczne dane. Mike z listu Jonesa, czyli Michael Mann, profesor Uniwersytetu Pensylwanii, wyjaśniał w "New York Times": - Naukowcy często używają słowa "trik" na określenie dobrego sposobu, by rozwiązać problem, bynajmniej nie chodziło tu o żaden sekret. Te słowa brzmią jak dowód winy, ale kiedy im się bliżej przyjrzeć, nie ma w nich niczego obciążającego".
Tak czy inaczej wyrwane z kontekstu fragmenty listów, które rzekomo mają wskazywać na to, że badacze chcieli coś ukryć, można policzyć na palcach jednej ręki. Jest więc ich mizernie mało jak na gorący 13-letni okres, w którym wykluwały się najważniejsze raporty Międzyrządowego Panelu Klimatycznego ONZ coraz głośniej alarmującego opinię publiczną o klimatycznym zagrożeniu Ziemi. To marny dowód, jeśli w ogóle, na ogólnoświatowy spisek, którego sceptycy od lat dopatrują się w działaniach klimatologów, rządów i ONZ.
„Ważniejsze jest to, czego nie znajdziemy w tych e-mailach. Nie ma tam potwierdzenia tego, że finansuje nas George Soros, żadnej wzmianki o tym, że globalne ocieplenie to mistyfikacja, żadnej wskazówki o tym, że fałszujemy naukowe dane albo że otrzymujemy » rozkazy «od socjalistycznych/komunistycznych/wegetariańskich władców” - pisze z przekąsem Gavin Schmidt, klimatolog z NASA, na blogu realclimate.org .
I dodaje, żeby pamiętać o tym, iż nauki nie uprawiają ludzie święci. Prawo grawitacji działa, mimo że jego odkrywca Izaak Newton nie był sympatyczną osobą.
Jedno jest całkowicie pewne - awantura pokazuje temperaturę obecnych sporów, które należą do najgorętszych w dziejach nauki. - Co dalej? Mamy się teraz spodziewać, że hakerzy zapuszczą wirusa do naszych programów modelowania klimatu? A może trzeba będzie mieć ochroniarzy, żeby prowadzić badania klimatu? - dramatycznie pyta klimatolog Raymond Pierrehumbert z Uniwersytetu Chicago.
Inni jednak sugerują, że aby ujawnienie listów nie podważyło wiarygodności nauki, trzeba teraz zrobić coś w rodzaju "białej księgi" - klimatolodzy powinni ujawnić wszystkie dane klimatyczne, wyjaśnić wszystkie "tricki" użyte w ich analizie, maksymalnie transparentnie prowadzić badania. I wyjść poza mury oblężonej twierdzy.
A historycy nauki zacierają ręce. Spencer Weart, autor książki "Odkrycie Globalnego Ocieplenia", wskazuje, że listy będą nieocenionym materiałem do badań nad wykluwaniem się klimatycznego konsensusu na początku XXI w.
Tu można znaleźć wykradzione e-maile:
www.eastangliaemails.com
A na tych blogach dyskusję na ich temat:
* realclimate.org (twierdza współczesnej nauki o klimacie)
* www.climateaudit.org (blog Stevena McIntyre'a, Kanadyjczyka, matematyka z wykształcenia, rzecznika klimatycznych sceptyków)
* doskonaleszare.blox.pl (polski blog klimatyczny) Piotr Cieśliński Źródło: 
|