|
Sroga zima panuje na Alasce i w zachodniej części Kanady. Już listopad pokazał mieszkańcom regionu, że spływ lodowatego powietrza znad Arktyki to nie przelewki. Kto spodziewał się, że grudzień będzie dla odmiany cieplejszy, mocno się zawiódł. Fale mrozów opanowały wszystkie zakątki Alaski, gdzie w ciągu ostatniego tygodnia średnia temperatura oscylowała na rzadko spotykanym poziomie aż 20 stopni poniżej normy dla tego okresu grudnia. Praktycznie oznacza to, że w miejscowościach, gdzie powinno panować minus 20 stopni, notuje się teraz aż 40 stopni mrozu.
Wśród zdecydowanie najzimniejszych miejsc na Alasce znajduje się Fairbanks. Po nocnych 40-stopniowych mrozach nadchodzą lodowate popołudnia podczas których na termometrach nie można zobaczyć więcej niż minus 25 stopni. Na szczęście tęgim mrozom towarzyszy pogodne niebo i bardzo słaby wiatr. Gdyby padał śnieg i wiał silny wiatr, to odczucie zimna byłoby z pewnością spotęgowane. Temperatura nie chce wzrastać, ponieważ dzień jest niezwykle krótki. Jasno jest tylko przez około 2 godziny na dobę. O tyle o ile mieszkańcy północnych i środkowych regionów Alaski są przyzwyczajeni do głębokich mrozów, to niskie temperatury na wybrzeżach Pacyfiku nie są częstym zjawiskiem. Wpływ oceanu sprawia, że na przykład w mieście Juneau średnia temperatura grudnia to zaledwie minus 3 stopnie w nocy i plus 1 stopień w ciągu dnia. Tymczasem ostatnie dni przynosiły znacznie większy mróz sięgający nocami nawet minus 12 stopni. Nic więc dziwnego, że mieszkańcom było bardzo zimno, do czego nie są przyzwyczajeni. Obok Alaski jednym z najzimniejszych miejsc na Ziemi jest kanadyjska prowincja Jukon. W rejonie miejscowości Dawson, nazywanej jukońskim biegunem zimna, temperatura w najcieplejszej porze dnia nie przekracza w cieniu minus 35 stopni, tymczasem w nocy jest prawie 40 stopni mrozu. W dwa dni ociepliło się o prawie 30 stopni Temperatura w ostatnich dniach popadała w skrajności. W niektórych regionach naszego kraju można było doświadczyć szoku termicznego. Początkowo wiatr wiał ze wschodu przynosząc nam lodowate masy powietrza polarno-kontynentalnego. Podczas większych rozpogodzeń temperatura gwałtownie się obniżała, gdy ciepło promieniowało z gruntu do atmosfery. W Jeleniej Górze u stóp Karkonoszy na Dolnym Śląsku w nocy z niedzieli na poniedziałek (20/21.12) temperatura spadła do minus 21 stopni, a przy gruncie do nawet minus 26 stopni. W poniedziałek (21.12) wiatr radykalnie zmienił kierunek ze wschodniego na północny, a następnie na południowo-zachodni. Zamiast powietrza polarno-kontynentalnego zaczęło napływać zdecydowanie łagodniejsze powietrze polarno-morskie pochodzące znad Atlantyku. Temperatura bardzo szybko wzrastała. Termometry pokazały tego dnia zaledwie minus 1 stopień. Ociepliło się więc w ciągu zaledwie 12 godzin o 20 stopni. To jednak nie był koniec wzrostu temperatury. Wczoraj wiatr zmienił kierunek na południowy i zaczął się pojawiać fen, który osuszył i jeszcze bardziej ocieplił powietrze. Rozpoczęła się błyskawiczna odwilż. Dzięki temu w Kotlinie Jeleniogórskiej w godzinach popołudniowych termometry pokazały w cieniu 9 stopni powyżej zera. Oznacza to, że w ciągu zaledwie 2 dni mieszkańcy południowych regionów Dolnego Śląska odczuli wzrost temperatury aż o prawie 30 stopni. To gigantyczne wahanie nie pozostało obojętne dla samopoczucia i zdrowia ludności. Głównym efektem nagłych zmian temperatury była większa podatność na ból, a także nasilenie się objawów chorób układu krążenia. Także w innych regionach kraju doszło do dużego wzrostu temperatury, przeważnie o 10-15 stopni w ciągu zaledwie kilkunastu godzin. Rzadko kiedy ma miejsce tak gwałtowne przejście z zimnych do ciepłych mas powietrza jakiego ostatnio doświadczyliśmy. www.twojapogoda.pl
|