Wyjątkowa mroźna zima może doprowadzić na wiosnę do powodzi na wielką skalę - ostrzega szef MSWiA. Jerzy Miller wyjaśnia, że to przez zlodowacenie głównych rzek w Polsce - Ostatnio tak było w 1982 r.
Jerzy Miller, który był dziś gościem radiowej Trójki podkreślił, że trwają przygotowania na wypadek powodzi, której można się spodziewać wiosną. Jak zaznaczył, zagrożenie będzie zależało od scenariusza pogodowego na wiosnę. - Jeżeli będzie stopniowo podnosiła się temperatura i stopniowo będą schodziły śniegi, to zagrożenie nie przekracza zagrożenia standardowego dla tej pory roku. Natomiast jeśli dojdzie do szybkiego ocieplenia, co gorsza, połączonego z opadami ciepłego deszczu, to zagrożenie jest o wiele wyższe niż w zeszłym roku - dodał. Ostatnio tak było w 1982 r.
- Taki stan zlodowacenia głównych cieków wodnych jak w tym roku, ostatni raz był w 1982 r. W związku z tym większość osób, które dzisiaj pracują w służbach ratunkowych, nie przeżyło w swoim życiu zawodowym takiego problemu - powiedział.
- Po ostatniej powodzi jesteśmy mądrzejsi, co wcale nie znaczy, że jesteśmy przygotowani na każdą powódź. Charakter powodzi zimowej jest zupełnie inny niż powodzi letniej, teraz nam przede wszystkim zagrażają zwałowiska kry, a nie to, że będą nieszczelne wały powodziowe. Zinwentaryzowaliśmy przepisy, które należy zmienić, ale proces legislacyjny nie jest szybki, więc nie jestem w stanie zagwarantować, że nie natrafimy na problemy formalne przy następnych powodziach - podkreślił Miller.
20 tys. Polaków nie ma prądu
Jeszcze dziś pozbawionych zasilania było 2 tys. odbiorców, w ciągu ostatniej doby przybyło ok. 18 tys. nowych wyłączeń spowodowanych opadami śniegu i intensywnym wiatrem w północnej części województw śląskiego, małopolskiego i na południu województwa świętokrzyskiego - poinformował Jerzy Miller. Bug coraz groźniejszy. Kolejne ewakuacje Coraz trudniejsza jest sytuacja miejscowości położonych nad Bugiem w województwie Lubelskim. Jak dowiedziało się TOK FM zator lodowy jest coraz większy i zagrożone są kolejne gminy. Strażacy i żołnierze zostają na miejscu. O ile wczoraj w trudnej sytuacji było kilka gospodarstw w Mościcach Dolnych, o tyle już dziś wiemy, że woda coraz szybciej podchodzi pod domy w innych miejscowościach. - Zagrożona jest choćby sąsiednia gmina Hanna - mówi Ryszard Starko ze straży pożarnej w Lublinie.
Ludzie, którzy dotąd bronili się przed ewakuacją nie mają już wyjścia i proszą by strażacy i wojsko pomogli ocalić jak najwięcej dobytku. - W tej chwili powinna rozpoczynać się ewakuacja gospodarstwa, w którym jest kilkaset sztuk bydła - mówi Starko. Okazuje się, że sytuacja szybko się zmienia, bo tego gospodarstwa jeszcze wczoraj nie wymieniali jako najbardziej zagrożonego. O ewakuację poprosiła też starsza kobieta która mieszka wspólnie z niepełnosprawnym bratem. Woda praktycznie wdziera się już do jej domu. Jeszcze wczoraj kobieta w rozmowie z dziennikarzami zapewniała, że nie godzi się na ewakuację.
Jak zapewniają strażacy amfibia, która dziś rano miała opuścić Mościce Dolne i wrócić do jednostki w Dęblinie zostaje na miejscu i będzie pomagać ludziom. - Będziemy tam dopóki sytuacja się nie ustabilizuje - mówi Ryszard Starko.
Źródło: TOK FM
|