|
Eyjafjöll słabnie, Katla zaczyna się budzić
Czarne scenariusze przedstawiane przez naukowców zaczynają się sprawdzać. Islandzki wulkan Eyjafjöll od kilku dni słabnie, a z krateru wulkanicznego nie wydobywają się już popiół i lawa, lecz jedynie para wodna, która nie jest już groźna dla ruchu lotniczego. Wraz ze słabnięciem Eyjafjöll sejsmolodzy w ciągu ostatnich 48 godzin zanotowali cztery trzęsienia ziemi w rejonie wulkanu Katla.
To właśnie tego wulkanu mieszkańcy Islandii obawiają się najbardziej. Z historycznych zapisków wiemy, że na przestrzeni setek lat erupcje wulkanu Eyjafjöll prawie za każdym razem poprzedzały erupcję Katli. Islandczycy obawiają się i mają czego, ponieważ Katla to niebezpieczny wulkan, 10 razy większy od Eyjafjöll pod względem średnicy całkowitej i 3 razy większy pod względem średnicy krateru. Od czasów pierwszego osadnictwa, a więc od 930 roku naliczono już 16 jego erupcji, z czego każda powodowała spore spustoszenia, zwłaszcza w rybackich osadach położonych na południowych wybrzeżach Islandii. O jego skutkach świadczą olbrzymie ilości materiału piroklastycznego znalezionego w skałach w Norwegii i Szkocji. Oznacza to, że erupcja Katli mogłaby spowodować jeszcze poważniejsze problemy w ruchu lotniczym w Europie, niż to miało miejsce podczas erupcji Eyjafjöll. Tylko od kierunku wiatrów wiejących nad północnym Atlantykiem i północno-zachodnią Europą będzie zależeć to, czy popiół dotrze nad kontynent i spowoduje spustoszenia. Pewne jest, że potencjalną erupcję Katli najgorzej zniosłaby branża turystyczna. Jeśli erupcja obejmie porę letnią, to poza granicami kraju będzie uwięzionych kilkaset milionów Europejczyków, a w tym 400 tysięcy Polaków. Nie wiadomo w jaki sposób mieliby oni wrócić do domów, jeśli stanie ruch lotniczy. Problem sięga też przewoźników, którzy zmuszeni będą zastanowić się nad tym, jak bardzo popiół wpływa na samoloty i czy latanie podczas jego obecności będzie niebezpieczne. Wspinacze ostrzegli przed erupcją wulkanu
(24.05/16:23) - Z krótkiego snu zbudził się wulkan Baru Jari na wyspie Lombok. Kolumna gazów i popiołów unosi się na wysokość 1500 metrów. Góry Rinjani, gdzie znajduje się wulkan, są niezwykle popularnym miejscem zdobywanym przez wspinaczy z całego świata. To właśnie alpiniści pierwsi zauważyli budzenie się do życia wulkanu i natychmiast poinformowali o tym naukowców. Wulkan położony jest w pobliżu wyspy Bali, która jest z kolei masowo odwiedzana przez majętnych turystów. Poza wylegiwaniem się na plażach mogą oni teraz przyglądać się chmurom popiołów wydobywających się w pobliskiego wulkanu. Baru Jari budzi się ze snu średnio co kilkanaście lat. Poprzednia jego erupcja miała miejsce w ubiegłym roku, a wcześniej w 2004 roku. Ostatnie najdłuższe uśpienie wulkanu trwało od 1966 do 1994 roku. Seria wstrząsów w północnej Algierii
(24.05/14:11) - Nie widać końca trzęsień ziemi, które nawiedzają północną Algierię, a dokładniej rejon Parku Narodowego Atlasu Saharyjskiego. Tym razem wstrząs o sile 5 stopni w skali Richtera, który wystąpił w rejonie miejscowości M'sila, spowodował zrujnowanie kilku domów w wyniku czego rannych zostało 19 osób. Seria wstrząsów rozpoczęła się 10 dni temu, kiedy trzęsienie o sile 5,2 stopnia zabiło 2 osoby i spowodowało zranienie kolejnych 43 ludzi. Później nastąpiło jeszcze kilka wstrząsów, za każdym razem powodując spustoszenia. W Algierii trzęsienia ziemi zdarzają się raz na kilka miesięcy i prawie za każdym razem powodują zniszczenia i śmierć kilku osób, pomimo tego iż są to na ogół wstrząsy o małej i średniej sile. Ostatnio śmiercionośne okazały się dwa trzęsienia w 2008 roku, które pozbawiły życia 2 osoby. W 2006 roku trzęsienie o sile 5 stopni zabiło 4 osoby. Najsilniejszy wstrząs nawiedził północną Algierię w maju 2003 roku. Trzęsienie o sile 6,8 stopnia w skali Richtera odebrało życie 2266 osobom. Na algierskich wybrzeżach Morza Śródziemnego stykają się płyty kontynentalne - eurazjatycka i afrykańska, dlatego też to region aktywny sejsmicznie. twojapogoda.pl
|