Jedna eksplozja na Słońcu często pociąga za sobą inne, co jak upadające domino wyzwala zmagazynowaną energię magnetyczną na skalę, o jakiej nam się dotąd nie śniło. Słoneczna burza może w jednej chwili objąć znaczną część gwiazdy - poinformowali naukowcy na zjeździe Amerykańskiej Unii Geofizycznej w San Francisco.
Po raz pierwszy taki sztorm zaobserwowały 1 sierpnia tego roku należące do NASA kosmiczne obserwatoria - sonda Solar Dynamics Observatory oraz dwa bliźniacze próbniki STEREO. Najpierw dostrzegły potężny rozbłysk na tarczy Słońca. Jak się okazało, był on tylko zapalnikiem całej serii eksplozji, które nastąpiły tuż potem i przetoczyły się niczym tsunami niemal po całej północnej półkuli gwiazdy, wyrzucając w przestrzeń kosmiczną miliardy ton plazmy. Dwa dni potem ta elektrycznie naładowana chmura uderzyła w Ziemię, wywołując trwającą 12 godzin burzę magnetyczną i zorze polarne.
- Żeby prognozować takie erupcje, które mogą zakłócać łączność, uszkadzać satelity i sieci energetyczne, nie wystarcza więc obserwacja pojedynczych aktywnych rejonów pojawiających się na tarczy Słońca - mówił w San Francisco Alan Title z Uniwersytetu Stanforda. - Powinniśmy śledzić pole magnetyczne na praktycznie całej powierzchni gwiazdy.
Wybuchy na Słońcu
Adobe Flash Player not installed or older than 9.0.115!
Naukowcy wciąż nie są pewni, w jaki sposób połączone są poszczególne rozbłyski czy tzw. koronalne wyrzuty masy, które wzburzają powierzchnię Słońca. I co tak naprawdę jest ich zapalnikiem. Rodney Viereck z amerykańskiej Narodowej Agencji Badania Oceanu i Atmosfery porównuje naszą biegłość w prognozach pogody słonecznej ze stanem ziemskiej meteorologii pół wieku temu.
Na lepsze zrozumienie fizyki Słońca przyszła już jednak najwyższa pora, bo po kilku latach spokoju nasza gwiazda zaczyna się budzić. Zbliża się kolejne maksimum aktywności słonecznej, kiedy to tarcza Słońca pokrywa się krostami ciemnych plam i wstrząsają nią potężne eksplozje.