|
Mieszkańcy Indonezji nękani są przez dwa żywioły jednocześnie. Jednym jest woda z powodu pojawienia się wysokich fal, a drugim ogień, bo właśnie wybuchł przerażający wulkan Krakatau.
Wysokie fale W Małe Wyspy Sundajskie Wschodnie, położone na południowych krańcach Indonezji, uderzyły wysokie fale morskie. Ze względu na to, że fale pojawiły się w środku nocy, to mieszkańcy pomyśleli, że to tsunami. Na szczęście fale nie były aż tak groźne. Jak wynika z obserwacji poczynionych przez służby pogodowe, fala została wywołana przez trąbę wodną. 3-metrowa ściana wody wdarła się do nabrzeżnych miejscowości i zatopiła kilkadziesiąt domów. Przynajmniej 40 z nich nie nadaje się już do zamieszkania. 500 osób, które uciekły przed powodzią, schroniły się w bezpiecznym miejscu. Pełne ręce roboty mieli ratownicy, ponieważ kilka łodzi rybackich wywróciło się na morzu. Na szczęście wszystkich poszkodowanych wyciągnięto z wody. Erupcja wulkanu W innej części Indonezji, w Cieśninie Sundajskiej, między wybrzeżami Sumatry i Jawy, zbudził się ze snu wulkan Krakatau. Indonezyjczycy obawiają się go, ponieważ to on jest sprawcą jednej z największych erupcji w dziejach ludzkości. Tym razem wulkan wybucha mniej gwałtownie, ale mimo to stanowi poważne zagrożenie dla mieszkańców. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin z obszarów na które opada popiół ewakuowano kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Jak wynika ze zdjęć satelitarnych, popiół unosi się na wysokość 600 metrów i jest gnany wiatrem w kierunku wschodnich. Krakatau jest częstym celem wycieczek, dlatego, aby nie narażać nikogo na niebezpieczeństwo, zamknięto przestrzeń wodną w promieniu 2 kilometrów od krateru wulkanicznego, zarówno dla turystów, jak i dla rybaków. Przypomnijmy, że w nocy z 26 na 27 sierpnia 1883 roku, wulkan eksplodował z niewiarygodną siłą, a z jego wnętrza w niebo wzbiły się niespotykane ilości popiołu ogarniające z czasem niemal całą planetę, a zwłaszcza tereny dalekiej północy. Były to tak wielkie ilości pyłu, że ich opadanie trwało przez następne 10 lat. Gwałtowna erupcja, która była słyszana tysiące kilometrów od Indonezji, nawet w samym sercu Australii, wyzwoliła oceaniczną aż 40-metrową falę tsunami, która obeszła połowę globu i stała się bezpośrednią przyczyną śmierci aż 40 tysięcy ludzi na wyspach Indonezji. Niebo codziennie całymi miesiącami przy zachodzie Słońca zarówno w Azji, jak i w Europie i Ameryce przybierało apokaliptyczny kolor głębokiej czerwieni. Skutki erupcji były odczuwane nawet na kilka lat przed nadejściem dwudziestego wieku, czyli w czasie, gdy większość Europy pogrążona była w skrajnej nędzy, a ludzie wraz z kończącym się stuleciem oczekiwali czasów ostatecznych. www.twojapogoda.pl Tak wygląda wulkan Krakatau w dzisiejszych czasach.
W rejonie Australii nasiliły się wstrząsy tektoniczne
Zobacz także: Indonezja się zapada?
|