Kalifornijscy naukowcy spodziewają się potężnego trzęsienia ziemi o sile przekraczającej 7 stopni w skali Richtera w ciągu następnych 20 lat.
Trzęsienie z epicentrum w rejonie słynnego uskoku Świętego Andrzeja zdarza się średnio co 100 lat i jest pewne, że zdarzy się ponownie, choć nikt nie potrafi podać dokładnej daty.
Dlatego też od kilku lat w okresie jesiennym w Los Angeles są prowadzone powszechne akcje edukacyjne, które mają na celu uświadomienie mieszkańcom zagrożonych obszarów, jak wielkie niebezpieczeństwo może stanowić dla nich silne trzęsienie ziemi.
Akcje nie ograniczają się jedynie do informowania, lecz przeprowadzane są ćwiczenia w ewakuacjach ludności.
W 2008 roku przeprowadzono symulację z której wynika, że gdyby południową część Kalifornii miało nawiedzić trzęsienie o sile 7,5 stopnia w skali Richtera, to spowodowałoby ono śmierć 2 tysięcy osób, zranienie 50 tysięcy osób i pozbawienie dachu nad głową 250 tysięcy osób.
Runęłoby 1,5 tysiąca budynków, uszkodzeniu uległo kolejne 300 tysięcy, zniszczone zostałyby drogi, szlaki kolejowe, systemy łącznościowe i linie energetyczne. Ćwiczenia nadzorowane były przez Arnold'a Schwarzenegger'a, gubernatora Kalifornii.
Jak wynika z najnowszych badań naukowych w ciągu najbliższych 20 lat prawdopodobieństwo trzęsienia ziemi w Kalifornii o sile co najmniej 6,7 stopnia w skali Richtera wynosi aż 99,7 procenta. Największe zagrożenie występuje w południowej części stanu, gdzie wynosi ono 97 procent, zaś w części północnej jest mniejsze o 4 procenty.
Sejsmolodzy przygotowali także prognozę dla największych metropolii i ich okolic. Okazuje się, że w rejonie San Francisco do 2030 roku możliwość potężnego trzęsienia ziemi wynosi aż 63 procenty, natomiast w okolicach Los Angeles jest większa i sięga 67 procent.
Naukowcy prognozują także, że przez następne 20 lat na aż 94 procent może wystąpić w Kalifornii wstrząs silniejszy niż 7 stopni w skali Richtera, na 46 procent większy niż 7,5 stopnia, a tylko na 4,5 procenta większy niż 8 stopni w skali Richtera.
Prawie każdy Kalifornijczyk wie o tym co zdarzyło się w San Francisco w dniu 18 kwietnia 1906 roku o godzinie 5:12 czasu lokalnego. Trwający od 45 do 60 sekund wstrząs o sile 7,6 stopnia w skali Richtera spowodował zniszczenie niemal całego miasta. W kilka sekund w gruzach domów zginęło 3 tysiące osób.
Zarówno drogi, mosty jak i budynki zostały przesunięte o 5 metrów względem swojej pierwotnej pozycji. Straty materialne oszacowano na 524 miliony dolarów, a bez dachu nad głową zostało 300 tysięcy osób. Skutki trzęsienia odczuły także miasta leżące w sąsiednich stanach, w zachodniej Nevadzie, południowym Oregonie i w znacznej części Kalifornii.
Wielkie trzęsienie ziemi w San Francisco uznawane było dotąd za najtragiczniejszy kataklizm jaki nawiedził Stany Zjednoczone w całej historii, jednak do czasu pamiętnego huraganu Katrina, który latem 2005 roku zdewastował Nowy Orlean i znaczną część południowego wybrzeża USA.
Po zabójczym trzęsieniu ziemi w Japonii przed kilkoma dniami każdy Kalifornijczyk zastanawia się, jak podobny kataklizm może wyglądać w jego mieście, zwłaszcza, że symulacje były wykonywane w oparciu o wstrząs o sile 7,5 stopnia, tymczasem Japonię nawiedziło trzęsienie o magnitudzie 9 stopni. Skutki takiego wstrząsu byłyby równie apokaliptyczne. www.twojapogoda.pl