|
Jutro ostatni dzień tropikalnych upałów i jednocześnie ten najgorętszy. Po południu termometry pokażą w cieniu przeważnie 32-33 stopnie, a lokalnie nawet do 34-35 stopni. Nawet na szczytach górskich będzie nadzwyczaj ciepło, przeszło 20 stopni na wysokości 1500 metrów.
Izoterma zera stopni znajdzie się dopiero na 4500 metrach. Burz i ulew, podobnie jak dzisiaj, należy oczekiwać tylko na północy Polski. W sobotę (12.06) załamanie pogody z ulewami już w całym kraju, ale temperatura jeszcze utrzyma się na wysokim poziomie 25-28 stopni, a na południu i wschodzie wciąż będzie upalnie. Burze, szczególnie na południu kraju, mogą być chwilami bardzo gwałtowne z gradem i porywistym wiatrem. W niedzielę (13.06) opady zaczną słabnąć i zanikać, a temperatura będzie znacznie bardziej znośna, przeważnie do 20-22 stopni. Nas jednak najbardziej interesują opady deszczu, które w nocy z wtorku na środę (15/16.06) wkroczą od południa nad Śląsk, Małopolskę i Podkarpacie. Związane one będą z niżem znad południowej Europy, czyli takim, który stanowi dla nas zagrożenie. Z ostatnich prognoz wynika, że opady, chwilami o charakterze ciągłym, mogłyby się utrzymać przez kilka dni. Nie wiadomo jednak czy największych sum opadów należy oczekiwać na południu, czy też na południowym wschodzie i wschodzie naszego kraju. Mogłoby wówczas spaść od 50 do 100 litrów deszczu na metr kwadratowy ziemi, zwłaszcza na obszarach górzystych i podgórskich. Od tego zależeć będzie sytuacja powodziowa w górnym biegu Odry i Wisły i w ich dorzeczu. Ostateczne prognozy znane będą nie wcześniej niż 3-4 dni przed rozpoczęciem się opadów. Na razie prognozy są dla nas dosyć korzystne i miejmy nadzieję, że takie pozostaną, choć w ostatnich tygodniach mogliśmy się przekonać, że zwykle spełniały się te czarne scenariusze. twojapogoda.pl
|