Tej zimy pokrywa lodowa na naszym morzu jest największa od 24 lat. Jeszcze w piątek pod białą skorupą znajdowało się trzy czwarte jego powierzchni. Dzisiaj - połowa
Kilka dni temu można było prawie przemaszerować ze Sztokholmu do Gotlandii. "Prawie", bo u północnych i północno-zachodnich wybrzeży wyspy lód był zbyt cienki, żeby po nim chodzić. Zamarznięty był także wschodni Bałtyk - wybrzeża obwodu kaliningradzkiego, Litwy, Łotwy i Estonii. Pod cienkim lodem znajdowało się także właściwie całe nasze wybrzeże.
W ostatnich dniach sytuacja jednak się zmieniła. - Wschodni i południowo-wschodni wiatr zepchnął lód w głąb morza - tłumaczy "Gazecie" Alicja Kańska, zastępca kierownika Biura Prognoz Hydrologicznych Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Gdyni.
Obecnie w okolicy Trójmiasta pokryte stałym lodem są Zalew Wiślany i Zatoka Pucka (lód o grubości 20-30 cm), a zwarta kra przykrywa Zatokę Gdańską od Helu do Gdańska. Reszta zatoki jest wolna od lodu. Natomiast na zachodzie Polski pod 10-20-centymetrowym lodem znajduje się Zalew Szczeciński. Tor wodny Szczecin - Świnoujście, na którym bez przerwy pracują lodołamacze, wypełniony jest gruzem lodowym o grubości 15-20 cm. Na pozostałej części naszego wybrzeża nie ma już lodu. Zamarznięte są jedynie baseny portów - Kołobrzegu, Ustki, Łeby i Władysławowa. Polski fragment Bałtyku jest więc żeglowny.
Natomiast na północy akwenu drogę statkom mającym tzw. klasę lodową torują lodołamacze. Stała pokrywa lodowa i zwarta kra pokrywają morze od Zatoki Fińskiej (40-60 cm w okolicy Petersburga) na południu po Zatokę Botnicką na północy (przy brzegu grubość lodu sięga nawet 70 cm, a na środku - 30-60 cm).
- Choć ostatnio zimy były u nas umiarkowane lub łagodne, to lód na Bałtyku jest ciągle zjawiskiem zupełnie normalnym - uspokaja Alicja Kańska. - Co roku zamarzają Zatoka Ryska, Zatoka Fińska oraz Morze i Zatoka Botnicka, a u nas zalewy Szczeciński i Wiślany oraz Zatoka Pucka.
Tej zimy pokrywa lodowa na Bałtyku jest jednak największa od 24 lat. W zeszły piątek zamarznięte było aż 310 tys. km kw., czyli trzy czwarte morza. W 1987 r., kiedy zima była w naszym regionie ekstremalnie chłodna, lód skuł prawie 400 tys. km kw. morza, a więc właściwie cały Bałtyk. Jak pisze wychodzący w Helsinkach dziennik "Helsingin Sanomat", tak wielka pokrywa lodowa zdarzyła się tu tylko 20 razy od 1720 r.
Od XV do XIX w. Bałtyk dość często bywał zimą zamarznięty. Na półkuli północnej panowała wtedy bowiem tzw. mała epoka lodowa (naukowcy tłumaczą ją wyjątkowo małą aktywnością Słońca). Według legend zimą trasę z Polski do Szwecji pokonywało się wówczas na saniach, a po drodze podróżnicy zatrzymywali się w karczmie na obiad. W 1460 r. - jak pisze w książce "Ziemia i życie" (Warszawa 1996) Marcin Ryszkiewicz - można było w ten sposób dotrzeć do naszych północnych sąsiadów aż do końca marca. I choć potem na blisko 100 lat przyszło ocieplenie (a z nim rozkwit kultury zwany renesansem), to chłody wróciły i trwały aż po blisko 1850 r.
Jak jednak zlodowaciały tej zimy Bałtyk ma się do obecnych zmian klimatycznych charakteryzujących się przecież ociepleniem, które obserwujemy od półtora wieku? Choć średnia temperatura przy powierzchni ziemi wzrosła w tym czasie o prawie 1 st. C, to wzrost ten nie jest wcale jednorodny. Z roku na rok krzywa temperatury skacze to w górę, to w dół, dopiero w dłuższym okresie czasu wyginając się uparcie ku ociepleniu. Nie powinno nas więc dziwić, że od czasu do czasu zimą doskwierają nam mrozy.
Za obecne zlodzenie Bałtyku odpowiada utrzymujący się od dwóch tygodni wyż znad Rosji, który przyniósł nam słoneczną i mroźną pogodę. Prognozy przewidują, że będzie on panował nad naszym krajem i Bałtykiem jeszcze do końca tygodnia. Ponieważ jednak - jak mówią meteorolodzy - rosyjski wyż już się "wypełnia", to temperatury zaczęły rosnąć. Na Pomorzu będą w najbliższym czasie oscylować w okolicy 0 st. C w dzień. Jedynie w nocy spadną do minus 10 st.
No i przecież zaraz już wiosna. Tomasz Ulanowski 
Źródło: Gazeta Wyborcza
|