Mamy nadzieję że podoba Ci się nasza praca i to co chcemy Wam wszystkim przekazać. Jeżeli chciał(a)byś nam podziękować i wspomóc utrzymanie tej strony, a może i w przyszłości założenie Radio kliknij w przycisk umieszczony w stopce każdej stronki i przekaż darowiznę.
Takich sytuacji, z jakimi mieliśmy do czynienia w woj. dolnośląskim, nie da się przewidzieć - ocenił na konferencji prasowej Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej.
Adobe Flash Player not installed or older than 9.0.115!
- Nie da nam się wygrać z przyrodą. Mieliśmy doczynienia z bardzo intensywnym opadem - powiedziała na konferencji dyżurna hydrolog z Centrum Nadzoru Operacyjnego Marianna Sasim. - Takich sytuacji nie da się przewidzieć, nie da się na to przygotować - dodała
Bogatynia: "Części budynków w ogóle nie ma, zostały puste miejsca"
Ogrom strat jest niesamowity. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Części budynków w ogóle nie ma, zostały puste miejsca. Samochody powywracane, porozrzucane wszędzie części dobytku.. - burmistrz zniszczonej przez powódź Bogatyni jest wstrząśnięty ogromem strat wczorajszej powodzi.
Powódź zniszczyła połowę domów w mieście. Ewakuowano sześćset osób. Według ostatnich informacji jedna osoba nie żyje. Na miejscu trwa akcja ratunkowa, do której włączyło się wojsko. Do miasta docierają już żołnierze w amfibiach. - To miasto ginęło na naszych oczach. Wszystko wydarzyło się w ciągu może dwóch godzin. Spłynęła z gór ogromna woda. Pochłonęła praktycznie całe miasto. Wszystko trwało bardzo, bardzo szybko - mówił w TVP Info burmistrz Bogatyni Andrzej Grzmielewicz. Deszcz padał całą noc z piątku na sobotę, ale - jak mówi burmistrz nikt nie spodziewał się takiego kataklizmu - W Bogatyni pada czasem przez dwa tygodnie i coś takiego się nie zdarzało - podkreślał.
Czterometrowa fala
W sobotę w ciągu zaledwie dwóch godzin zalanych zostało 75 proc. powierzchni Bogatyni. W niektórych miejscach woda sięgała wysokości 4 metrów, kilka budynków zawaliło się, a większość mostów została zerwana. Miasto zostało odcięte praktycznie od świata. - Miedzianka to jest potok, taka bardzo osobliwa, niewielka rzeka. Nigdy nie zdarzało się, by dochodziło z jej powodu do powodzi - mówił wstrząśnięty burmistrz.
Zalana została olbrzymia część miasta a także gmina Bogatynia, gdzie wylała Nysa Łużycka. Woda wdarła się do miejscowości: Porajów, Sieniawka, Zatonie , Trzciniec, Markocice, Opolno i Kopaczów.
Przez kilka godzin Bogatynia odcięta była od świata. Dopiero rano przywrócono połączenie lądowe - od strony Czech.
"Czekamy na chleb, pitną wodę"
Rano w Bogatyni woda opadła i odsłoniła zniszczone miasto. Najbardziej ucierpiały domy położone wzdłuż brzegów Miedzianki - Zastanawiam się jak rozmawiać z tymi ludźmi, którzy tę noc przeżyli. Myślę już o psychologach żeby maksymalnie złagodzić ból i cierpienie. Bogactwo tego terenu to mieszkańcy. Zostali bardzo skrzywdzeni przez naturę - mówił burmistrz.
W części miasta wciąż nie ma prądu. Nie wiadomo kiedy będzie bieżąca woda. Główna magistrala wodna została uszkodzona. Miasto ma do dyspozycji pięć cystern. - Czekamy na chleb, pitną wodę, koce, konserwy - mówił burmistrz.
Caritas zbiera dla Bogatyni
Pomoc dla mieszkańców Bogatyni zbiera Caritas. Uruchomione zostały specjalne konta, można też przekazywać dary dla powodzian. Pomóc można przekazując żywność i środki higieniczne do biura Caritas w Legnicy. Można też wysłać SMS o treści POMAGAM pod numer 72052 - koszt 2,44 złote z VAT. Można też dokonywać wpłat na konto CARITAS POLSKA, ulica Skwer Kardynała Wyszyńskiego 9, 01-015 Warszawa. Numer konta: dla Banku PKO BP - 70 1020 1013 0000 0102 0002 6526, dla Banku Millennium - 77 1160 2202 0000 0000 3436 4384, z dopiskiem: "Powódź południe". Darowizny w walutach obcych można przekazywać na następujące konta: Bank Millennium S.A. al. Jerozolimskie 133, 02-304 Warszawa S.W.I.F.T. BIGBPLPWXXX euro: PL 23 1160 2202 0000 0000 3436 4677, dolar amerykański: PL 57 1160 2202 0000 0000 6663 1212 funt brytyjski: PL 36 1160 2202 0000 0000 7232 7236, z dopiskiem "Powódź południe". Caritas apeluje też do producentów o przekazywanie swoich wyrobów dla powodzian: osuszaczy, pomp, myjek wysokociśnieniowych, żywności, materiałów budowlanych, płaszczy przeciwdeszczowych, kaloszy, kocy, pościeli, środków czystości i higieny. W tym celu należy zadzwonić pod numer 694-489-185 lub napisać e-mail pod adres
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
.
Pięć ofiar powodzi w Czechach. Tysiące ewakuowanych
Pięć ofiar śmiertelnych, tysiące ewakuowanych i ogromne zniszczenia - to najnowszy bilans sobotnich powodzi po ulewach w północnych Czechach. Ratownicy wciąż poszukują co najmniej trzech zaginionych, ale szanse na ich odnalezienie maleją.
Według informacji czeskiej straży pożarnej dwie ofiary śmiertelne pochodziły z okolic Raspenavy, po jednej z Dietrzichova i Lindavy. Kilka osób uważa się za zaginione; ratownicy prowadzą poszukiwania. Ostatnia, piąta ofiara powodzi, o której w nocy poinformowali strażacy, to starszy mężczyzna, który utonął w swym domu we wsi Dolni Libichava pod Czeską Lipą.
Kraj liberecki, gdzie doszło do największych zniszczeń, ogłosił stan klęski żywiołowej. Równie trudna sytuacja panowała w sąsiednim kraju usteckim. Do regionu na pomoc w walce z powodzią władze skierowały wojsko, policję i śmigłowce. - Zwróciłem się do ministra spraw wewnętrznych i ministra obrony, aby do poszkodowanych regionów wyruszyli natychmiast i koordynowali akcję ratowniczą na miejscu - oświadczył premier Czech Petr Neczas. - Zaangażowane są wszystkie jednostki zintegrowanego systemu ochronnego, w tym wojsko. Docierają także posiłki ratowników z sąsiednich rejonów. W tych chwilach chodzi o ochronę życia i majątku - podkreślił. Władze Czech o pomoc wystąpiły do strażaków z Niemiec i Polski.
Szacowanie strat
Władze rozpoczęły już szacowanie strat. Pod wodą znalazły się setki budynków, zerwane są mosty, drogi i linie kolejowe. Woda podmyła dwie zapory wodne, które stwarzają zagrożenie dla okolicy. Kilka tysięcy ludzi jest bez prądu. Nie kursuje komunikacja. Zamknięte są przejścia graniczne z Polską.
W samym Frydlancie (przy granicy, około 10 km od Bogatyni) wezbrana rzeka Smieda (pol. Witka) zerwała dwa mosty. Domy musiało opuścić około dwóch tysięcy ludzi. Blisko 8-tysięczne miasto od rana pomaga uprzątnąć wojsko, dysponujące ciężkim sprzętem.
Obawy przed szabrownikami
- Wody w okolicach Liberca stale przybywa, deszcz nie ustaje. Miejscami w ciągu ostatnich 24 godzin zmierzono aż 190 mm opadów - mówił wczesnym wieczorem przedstawiciel państwowych służb monitorujących dorzecze Łaby, Jaroslav Jarouszek.
W okolicach Liberca nieprzejezdnych pozostaje kilkanaście dróg. W samej stolicy województwa woda zatopiła tunel drogowy. W wielu miejscowościach doszło do zalania domów. Ludzie tracili cały dobytek. W miejscowości Mniszek już o godzinie 7 rano poziom rzeki Jirzice wyniósł ponad cztery metry. W Chrastavie wcześniej woda zalała kilka ulic i wybudowaną niedawno obwodnicę. Po ewakuacji mieszkańców policja obserwowała miasto z powietrza z pomocą termokamer, gdyż pojawiły się doniesienia o kradzieżach.
Wielka przepływa przez Zgorzelec. Część miasta
Fala kulminacyjna na Nysie Łużyckiej przechodzi przez Zgorzelec. Jej wysokość sięga nawet ośmiu metrów i zalała Przedmieście Nyskie oraz Bulwar Grecki. Ewakuowani są mieszkańcy mieszkający w pobliżu rzeki.
- Woda dotarła już do miasta i zalała Przedmieście Nyskie. Zalewa piwnice, sięga parterów i raczej jej poziom nie powinien się znacznie podnieść - mówił Rafał Gronicz, burmistrz Zgorzelca. Pod wodą znalazł się również Bulwar Grecki. Dodał, że pozostała część miasta raczej jest bezpieczna, ponieważ położona jest wyżej. W rozmowie z Radiem TOK FM przyznał, że starty w mieście nie są poważne, ale powódź dotknęła najstarszej części miasta.
Dla bezpieczeństwa władze miasta zamknęły wszystkie mosty. Ewakuowano także mieszkańców 30 domów z ul. Daszyńskiego, znajdującej się tuż przy rzece. Znaleźli oni schronienie w Szkole Podstawowej nr 5.
Woda w Nysie Łużyckiej gwałtownie podniosła się po intensywnych opadach deszczu. Ale od sobotniego późnego wieczora rzeka zasilana jest także wodą, która przerwała zaporę na rzece Witka przy elektrowni Turów.
- Zalane zostały wsie Radomierzyce i Koźlice, skąd ewakuowano mieszkańców. To są ogromne ilości wody, które wylewają się ze zbiornika i te masy idą na Zgorzelec - poinformował ok. godziny 22 dyżurny z Wojewódzkiego Sztabu Kryzysowego we Wrocławiu. Po godzinie 23 fala kulminacyjna dotarła już do Zgorzelca. 8 - metrowa fala jest wyższa od tej, która zalała miasto w 1981 roku.
Wielka woda odcięła Bogatynię od świata. Kliknij na zdjęcie, aby obejrzeć galerię: