|
Wulkan Karangetang, położony na indonezyjskie wyspie Siau, na tyle często straszył okolicznych mieszkańców, że jego erupcje zaczęli bagatelizować. Wczoraj okazało się, że popełnili bardzo duży błąd.
Wulkan Karangetang ostatnio dawał o sobie znać bardzo często między 2006 a 2009 rokiem. Kilkukrotnie dochodziło do jego erupcji, a z zagrożonych wiosek ewakuowano setki ludzi. Za każdym razem, gdy wulkan uspokajał się, mieszkańcy wracali do swych domostw. Z każdą kolejną ewakuacją czujność obniżała się, dlatego coraz więcej osób wolało pozostać w domach niż w skrajnych warunkach czekać na ustanie erupcji w schronach.
Wczesnym latem ubiegłego roku wulkan uciszył się. Po dłuższej przerwie w listopadzie w rejonie wulkanu Karangetang doszło do trzęsienia ziemi o sile 6,7 stopnia w skali Richtera. Wulkanolodzy byli zdania, że może to świadczyć o ponownym powrocie wulkanu do stanu aktywności. Na to wydarzenie trzeba jednak było poczekać ponad pół roku.
W ostatnich dniach wulkan niespodziewanie wybuchł. Z krateru zaczęły się wydobywać strużki lawy, które bardzo szybko dotarły do obszarów zamieszkanych. Zrujnowanych zostało pięć domów. Według lokalnych władz zaginęły 4 osoby, które nie stawiły się do ewakuacji. Ratownicy są zdania, że szanse na to iż przeżyły erupcję są minimalne.
Aktywność wulkanu Karangetang pozostaje podwyższona, ale erupcje nie są gwałtowne. Jak wynika z danych wulkanologicznych, począwszy od 1675 roku, a więc na przestrzeni ostatnich 335 lat osadnictwa w tym regionie Indonezji, wulkan wybuchał 41 razy. Najpotężniejsza erupcja miała miejsce 1976 roku, kiedy zginęła 1 osoba, a rozrzażona do czerwoności lawa zniszczyła 24 domy oraz 37,5 tysiąca uprawianych w regionie palm kokosowych i muszkatołowców
Indonezja nazywana jest często krainą wulkanów, ponieważ w żadnym innym kraju na świecie nie ma tak wielu gór ziejących ogniem. Poniżej film z erupcji wulkanu Karangetang. twojapogoda.pl
|