|
Józefa Wasilik w „Bastardzie na łonie macochy” dał teorii ewolucji ostatnią, co prawda tylko teoretyczną szansę na wytworzenie inteligentnej formy życia. Zadał proste pytanie : Wiemy, że ewolucji Homo Sapiens nie było, są na to żelazne dowody (wcześniejsze posty), ale co by było, gdyby dac Matce Naturze więcej czasu na samodzielne „wyhodowanie” jakiegoś inteligentnego gatunku? Nie kilka , lecz np. 500 milionów lat. Co stałoby się na przykład z małpami należącymi do naczelnych? Jak „rosły” by im mózgi i czy one w ogóle „urosły” przez miliony lat? Wnioski autora są zaskakujące.
Według Wasilika samodzielne wyewoluowanie inteligentnych form życia na planecie Ziemia jest niemożliwe !!!. Nasza planeta po prostu się do tego nie nadaje. Dlaczego? Najkrótsza odpowiedź – tu obowiązuje „walka o ogień”, tu nie ma czasu na myślenie. Za dużo drapieżników. Autor Bastarda twierdzi, że historia istniejących, naturalnych gatunków na Ziemii nie wskazuje istnienia wewnątrz danego gatunku tendencji do ewoluowania w kierunku istot bardziej inteligentnych niż one same. Według niego do przetrwania na naszej planecie niezbędne są inne, głównie czysto fizyczne cechy, a nie inteligencja. Ona nie decyduje o przetrwaniu na Ziemii w tak wielkim stopniu jak takie cechy jak szybkośc, zwinnośc, odpornośc na zimno i zmienne warunki, czułe zmysły i wiele wiele innych. Życie na naszej planecie jest tak trudne, że właściwie wszystkie zwierzęta walczą niemal wyłącznie o przetrwanie. Zmienny klimat, pory roku, ruch obrotowy powodujący istnienie dnia i nocy, to bardzo niekorzystne warunki do ewolucji inteligentnych form życia. Jeżeli życie w ogóle ewoluuje to właśnie w kierunku poprawy podstawowych parametrów biologicznych decydujących o przetrwaniu. Autor podejrzewa, że do samoistnego powstania inteligentnych gatunków mogłoby ewentualnie dojśc na planetach, gdzie warunki życia zwierząt byłyby dużo korzystniejsze niż na Ziemii: - stałe nasłonecznienie, ciągłośc fotosyntezy (planeta ciągle zwrócona jedną stroną do swojej gwiazdy lub np. dwie, trzy gwiazdy w pobliżu. - łagodny klimat, brak silnych wiatrów, stała temperatura, wilgotnośc - brak zagrożenia ze strony zwierząt drapieżnych (nie wyewoluowały ze względu na ciągły dostęp do pokarmu roślinnego)
Autor zakłada, że przy tak korzystnych warunkach życia zwierząt, ewolucja mogłaby doprowadzic do naturalnego pojawienia się inteligencji. Dobór naturalny nie faworyzowałby wówczas cech niezbędnych do przetrwania na takich „szalonych”, kręcących się w kółko planetach jak Ziemia. Na Ziemii inteligentne formy życia trzeba było po prostu wytworzyc. Ale nawet wówczas, specjalnie „zaprojektowani na obraz i podobieństwo” myśliwi-zbieracze gatunku Homo sapiens nie wykazywali żadnych tendencji do samodzielnego cywilizowania się. Przez dziesiątki tysięcy lat polowali i zbierali co się da, prowadząc przy tym koczowniczy tryb życia. Po prostu walczyli o przetrwanie. Nie mieli czasu na zabawy w cywilizację. Zmiana tego stanu rzeczy nastąpiła niemal w jednej chwili (rozwój rolnictwa i technik wytopu stopu brązu - około 12 tys lat temu). Tak szybki naturalny skok cywilizacyjny, był niemożliwy. Istnieje co prawda pewne prawdopodobieństwo, że biegający dotychczas z drewnianą dzidą człowiek sam postanowił zając się opracowaniem nowych technologii wytopu metali z okolicznych skał i opracował odpowiedni stop. To prawdopodobieństwo jest jednak niewielkie. Tylko sztuczne przejęcie różnych umiejętności od „Obcych” tłumaczy zamierzchłe wydarzenia. To co nastąpiło póżniej, po tzw. Grzechu Pierworodnym, czyli pojawieniu się białego człowieka, bękarta z krzyżówki czarnych Homo sapiens naturalis i białych istot Annunaki jest dośc dobrze opisane w starych tekstach. W „Księdze Henocha”, będącej tzw. apokryfem Starego Testamentu informacje te spisano w formie bezpośredniej, łącznie z podaniem imion nauczycieli nowych technik.
|