Przedstawiciele polskich służb, m.in. agenci Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, są na miejscu tragedii razem z wojskowymi prokuratorami. Czuwają nad zabezpieczaniem przez Rosjan znalezionych przedmiotów, w tym broni zmarłych funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu - pisze "Rzeczpospolita".
- Patrzymy, czy coś nie jest kopiowane, zabierane lub niszczone. Ale nie wiemy, czy zaraz po katastrofie funkcjonariusze Federalnej Służby Bezpieczeństwa już czegoś nie zabrali - cytuje "Rz" słowa swojego rozmówcy z Agencji. - Działa pięć zespołów, które protokolarnie opisują wszystkie znalezione rzeczy - mówi pułkownik Krzysztof Parulski, naczelny prokurator wojskowy. Wszystkie przedmioty mają być przewiezione do Polski i tu poddane szczegółowym badaniom. - Funkcjonariusze będą mogli przeprowadzić analizy i sprawdzić, czy nie próbowano kopiować danych. Rosjanie bez problemu mogliby uzyskać dostęp do tych danych. Jednak według mnie nie chcą być posądzani o wykorzystanie tej tragedii do swoich celów - mówi gazecie Gromosław Czempiński.
"Rz" uspokaja na koniec, że " każdy, kto ma certyfikat bezpieczeństwa, wie jak postępować z tajnymi danymi" - jak mówi generał Gawor, były szef
BOR. - Na pewno nie można nosić takich informacji w laptopie i zabierać w podróż - dodaje. Poza tym, "była to wizyta okazjonalna i nie planowano żadnych oficjalnych spotkań". Samo przejęcie np. telefonów szyfrujących nic by nie dało Rosjanom, bo - jak mówi pułkownik Tarnowski, b. wiceszef
ABW - wystarczy wymienić kody dostępu.