|
Teorie Spiskowe
|
|
Wpisany przez ap
|
|
Wtorek, 27 Październik 2009 19:59 |
Tylko w 2008 r. brytyjskie władze lokalne kilka tysięcy razy zlecały inwigilację obywateli, sprawdzając, czy np. ich dzieci nie zachowują się za głośno. Obywatele zaczynają mieć dość gigantycznego systemu nadzoru budowanego przez lata do walki z terroryzmem.
Na przełomie lutego i marca 2008 r. panią Jenny Paton z Poole w południowej Anglii przez trzy tygodnie śledził urzędnik miejscowego departamentu edukacji. Chciał dowieść, że kobieta chce naciągnąć gminę na umieszczenie najmłodszej córki w szkole nie w rejonie.
Urzędnik nie spuszczał z oka pani Paton ani dzieci, skrupulatnie zapisywał, gdzie jeździła, a także postarał się o wykaz jej rozmów telefonicznych. O tym wszystkim kobieta dowiedziała się w szkole, ponieważ w papierach o przyjęcie córki znalazły się jej prywatne billingi. Córka została przyjęta, a jej matka - jak pokazało śledztwo - prawa nie złamała. Sama pani Paton wciąż próbuje dowiedzieć się, jakie jeszcze inne materiały o niej zgromadzono w śledztwie. Jej zdaniem jej prywatność została naruszona.
"Nikt nie zaprzecza, że władze lokalne mają prawo sprawdzić prawdziwość danych na podaniu do szkoły, ale przecież wystarczyło przyjść i zadać kilka pytań" - pisze "Daily Mail".
O tym, czy śledzenie rodziny Paton było zgodne z prawem, orzeknie niebawem trybunał ds. nadużywania uprawnień obserwacyjnych i śledczych. Pani Paton bardziej chodzi jednak o zasady. - Czy nasza prywatność jeszcze coś znaczy? - pyta w rozmowie z "New York Timesem". Obrońcy praw człowieka są po jej stronie. - To było nieproporcjonalne i niepotrzebnie natrętne użycie prawa - mówi James Welch z organizacji Liberty.
Przypadek pani Paton stał się głośny dzięki mediom, ale to zapewne wierzchołek góry lodowej, skoro tylko w 2008 r. władze lokalne uciekły się do inwigilacji obywateli kilka tysięcy razy. Jest to możliwe dzięki ustawie regulującej zagadnienia uprawnień obserwacyjnych i śledczych uchwalonej na fali walki z terroryzmem w 2000 r.
Po poprawce wprowadzonej trzy lata później przez ówczesnego szefa MSW ustawa dała nadzwyczajne uprawnienia nie tylko policji, wywiadowi i kontrwywiadowi, ale też 474 ośrodkom władz lokalnych i 318 różnym agencjom - od służby zarządzającej karetkami pogotowia, poprzez urzędy skarbowe po agencję ds. ochrony środowiska i pocztę.
Organizacje praw człowieka przestrzegały, że będzie się szperać w prywatnym życiu obywateli. Tym bardziej że o wykorzystywanie telefonicznych billingów czy nagrywanie rozmów urzędnicy nie musieli prosić o zgodę sądów czy policji.
Władze lokalne twierdzą, że bez tych uprawnień nie byłyby w stanie skutecznie walczyć z oszustami i łamaniem przepisów. Ale to tylko część prawdy. We wrześniu "Daily Telegraph" skłonił władze kilkudziesięciu gmin, by ujawniły, w jakich przypadkach odwoływały się do szczególnych uprawnień.
I okazało się, że władze hrabstwa Derby sprawdzały potajemnie poziom hałasu na jednej z posiadłości, chcąc zweryfikować skargę na zbyt głośne zachowanie dzieci. Władze Brighton i Hove śledziły graficiarzy, Westminsteru ukrytą kamerą podglądały zaś ślusarza podejrzewanego o oszustwa.
Organizacje praw człowieka obawiają się, że pod osłoną walki z przestępczością dokonuje się zamachu na prywatność Brytyjczyków. Również politycy zdają sobie sprawę, że sprawy zaszły za daleko. Komisja konstytucyjna Izby Gmin przyznała, że kolejne rządy "stopniowo zbudowały jeden z najszerszych i najbardziej zaawansowanych technologicznie systemów nadzoru w świecie". Posłowie komisji napisali, że "zbieranie i przetwarzanie informacji osobowych stało się wszechobecne, rutynowe i jest brane za pewnik".
Wiosną sprawą zajęła się szefowa MSW Jaqui Smith i obiecała, że jej resort przejrzy ustawodawstwo i zmniejszy uprawnienia władz lokalnych. Ale Smith nie jest już ministrem, a jej następca w sprawie kontrowersyjnej ustawy na razie milczy. Dalej można więc śledzić, czy ktoś łamie przepisy o sortowaniu śmieci.
Jacek Pawlicki
Źródło:
Jak widać z powyższego w UK pełna kontrola życia obywateli, dotyczy to również odpowiedzi na pytanie : Kto z kim śpi, kiedy i dlaczego? jest na porządku dziennym. A gdyby tak na przykład ułatwic sprawę wszystkim i zastosować Cyfrowego Anioła stróża - VeriChip? Amerykańska firma VeriChip stworzyła w 2005 roku nowoczesny implant będący komputerem, który po wszczepieniu człowiekowi potrafi monitorować większość jego biometrycznych danych. Zebrane informacje są przesyłane do internetowej bazy danych przez wykorzystanie technologii GPS. VeriChip został wprowadzony do powszechnego użytku przez amerykański urząd FDA (Food and Drug Administration). Chipy są już powszechnie dostępne za pośrednictwem m.in. FDA (dla niedowiarków oficjalne źródła: FDA, EPIC) . Są wszczepiane u ludzi dla monitoringu ich stanu zdrowia (podobno u pacjentów o szczególnym ryzyku chorobowym), stosuje się je na farmach u zwierząt, znane są coraz częściej z zastosowania komercyjnego - zamiast kart kredytowych, jako systemy identyfikacyjne. Amerykański urząd FDA przez przyjęcie VeriChip dał zielone światło dla rozwoju technologii mikrochipów. Z jednej strony pozwoli ona na jeszcze lepsze kontrolowanie stanu zdrowia pacjentów, z drugiej jednak stwarza możliwości niekontrolowanej manipulacji człowiekiem, albowiem VeriChip nie jest strzeżony co do zastosowania przez FDA. Czym jest? Mikrotransponder VeriChip (VeriChip Health Information Microtransponder System) stosowany u ludzi ma wielkość ziarnka ryżu, wszczepiony pod skórę jest niewidoczny dla oczu. Zawiera 16-cyfrowy numer identyfikacyjny, którego znajomość daje możliwość dostępu do bazy danych obejmującej stan zdrowotny pacjenta przez Internet. W 2006 roku, w Japonii, noworodkom zostały wszczepiane mikrochipy. Ma to zapobiegać pomyleniu tożsamości dzieci, aplikowaniu im niewłaściwych leków, a także porwaniom. Mikrochip jest cienki jak włos i ma dwa centymetry długości. Są na nim zapisane podstawowe dane noworodka - nazwisko, imiona rodziców, data urodzenia. Te mini układy scalone mogą też zawierać informacje dotyczące na przykład tego, kiedy dziecko było ostatnio karmione i przewijane, a także jakie podawano mu lekarstwa. W szpitalach, które wdrożyły system, zainstalowane są czujniki. Dzięki temu przy próbie porwania dziecka, wyniesienia go poza budynek, uruchamiany jest alarm, a drzwi do obiektu są automatycznie blokowane. Aby uniemożliwić usunięcie mikrochipu, władze szpitala trzymają w tajemnicy, gdzie jest umieszczany. Nie są o tym informowani nawet rodzice dziecka. Obecnie kończy się rok 2009, przez te 3 lata technika znacznie poszła do przodu i .... mamy dziwną pandemię grypy, która wymaga zaszczepienia milionów obywateli prawie całego globu ziemskiego. Czy to nie jest jedna z najprawdziwszych teorii spiskowych? Teorii, która w szybkim tempie może okazać się złowrogą rzeczywistością. (ap)
|
|
Zmieniony: Wtorek, 27 Październik 2009 19:59 |
|
|
Czas do 2012
| Time now | 25. May 2012, 05:55 | | Count to | 21. December 2012, 12:00 | | Time left | 210 days 7 hours 4 minutes |
|