|
W temacie UFO powiedziano już tak wiele a zarazem tak mało że moja informacja zapewne jak wiele innych utonie niezauważona i zaginie w gąszczu innych tego typu informacji, nie mniej jednak moja intuicja podpowiada mi by podzielić się z innymi własnym przeżyciem zwłaszcza że wydaje się dość interesujące.
Dziś nie potrafię sprecyzować dokładnie daty tego zdarzenia ale to nie ma większego znaczenia. Z uwagi na wykonywany zawód w przeszłości byłem świadkiem codziennych zachodów i wschodów słońca, przemierzyłem około 2,5 miliona kilometrów z czego zdecydowaną większość pokonałem nocą, wielokrotnie widziałem meteory przecinające niebo jednak nigdy przenigdy nie byłem świadkiem który mógłby pochwalić się zaobserwowaniem UFO. Jednak ta jedna noc okazała się zupełnie inna od wszystkich choć NOL-a nie widziałem to zjawiska tego w żaden logiczny, racjonalny i znany mi sposób nie potrafię wyjaśnić. Świadków tego wydarzenia są setki jeśli nie tysiące jednak, jak do tej pory tylko z jednym miałem okazję porozmawiać, niczego jednak nie udało się ustalić gdyż znajdował się dużo dalej od miejsca zdarzenia niż ja, a uściślając, siedział sobie w domu i dzieliło nas bagatela 80km w linii prostej. Nim jednak opowiem co takiego się wydarzyło powiem że znam świadka podobnej sytuacji, która jednak zaistniała w innym czasie i miejscu mianowicie na terenie polski (okolica wyspy Wolin w województwie zachodnio-pomorskim). Jeśli dobrze pamiętam był to koniec sierpnia 2008, jak co wieczór poszedłem do pracy gdzie dostałem polecenie wyjazdu do portu w Grain gdzie miałem zdać pusty kontener i załadować pełny po czym miałem wrócić na bazę. Łatwiej mi będzie sprecyzować godzinę niż datę. Około godziny 20.00 wyjechałem moją ciężarówką za bramy Alconbury i udałem się w drogę. Do Grain dotarłem około 22.00. Zdanie pustego i pobranie pełnego kontenera w przybliżeniu trwało około 40 minut, musiałem jeszcze zrobić przymusową czterdziestopięciominutową przerwę więc zakładam że terminal opuściłem około godziny 23.30. Opuściłem port i wyjechałem na główną aczkolwiek bardzo wąską i ciemną drogę, która zawsze sprawiała kierowcom dużo kłopotów. Maksymalnie ostrożnie i z mozołem wpatrzony w ciemność zacząłem rozpędzać po krętej wąskiej i ciemnej drodze czterdzieści ton stali. W pewnym momencie z zupełnie ciemnej nocy zrobił się zupełnie jasny dzień, jednak tylko na chwilę trwało około jednej może dwie sekundy a intensywność była niezmienna, wyglądało to jakby ktoś włączył słońce....albo raczej odpalił gigantyczną wycinarkę plazmową - bardzo jasne, białe światło. Ponieważ niebo było bezchmurne to pierwsze co przyszło mi na myśl była gdzieś oddalona burza. Ruszyłem drogą w kierunku Londynu i około 1,5 kilometra przed zjazdem z autostrady M25 na M11 ugrzązłem w korku (w tym miejscu to żadne zjawisko :)). Trzypasmowa autostrada, wszyscy stoimy. Stałem na wzniesieniu drogi z którego rozprzestrzeniał się widok na następne + - 2km autostrady, w pewnym momencie pasem awaryjnym przejechał wóz strażacki i kilka sekund później ambulans ... następnie radiowóz policjyjny, za chwilkę jeszcze jeden. Po upływie maksymalnie 10 minut zauważyłem że zarówno straż pożarna jak i ambulans pojechały w przeciwnym kierunku nie używając sygnałów ostrzegawczych... a ku mojemu zdziwieniu pasem awaryjnym jeden za drugim przejeżdżały nieoznakowane auta... wszystkie czarne z błyskającymi światłami niebieskimi usytuowanymi wewnątrz pojazdów. Cały pas awaryjny który widziałem zakorkował się czarnymi nieoznakowanymi autami aż do wysokości na której się znajdowałem. Jak żyje a mam 41 lat nie widziałem tylu „służbowych” samochodów. Nawet podczas meczy piłkarskich czy w czasie stanu wojennego nie widziałem takiego konwoju. Po upływie około 2 godzin zauważyłem że pojazdy które stają za mną zawracają, w pewnym momencie podszedł do mnie od tyłu policjant z drogówki i poinformował mnie że został zorganizowany objazd i musimy wszyscy zawrócić. Na pytanie co się stało nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Zawróciłem i pojechałem objazdem. Na następny dzień przeczesałem internet i prasę lokalną by dowiedzieć się co takiego wydarzyło się na obwodnicy Londynu. Media zawsze bardzo gorączkowo rozpisują się na temat wszelkich wypadków zwłaszcza gdy utrudniły one ruch drogowy....zawsze....ale tym razem nie było żadnych informacji, żadnej wzmianki...nic. Dwa dni później przejeżdżałem tamtędy, żadnych śladów, żadnych zniszczonych barierek i żadnych nowych... wszystko jak dawniej, najmniejszego śladu. Zastanawiam się czy media zapomniałyczy też informacja została skutecznie zablokowana... jeśli tak to co wydarzyło się tamtej nocy i dlaczego zostało utajnione?
|