Eksperymentalne samochody bez kierowców, którymi kierują komputery "widzące" świat za pomocą kamer i laserów, przejechały już ponad 200 tys. km po drogach Kalifornii.
Wzbudzałyby pewnie sporą sensację, bo zdarza się, że jedynym pasażerem auta jest technik siedzący na fotelu pasażera, gdyby nie to, że Amerykanie bardzo rzadko zaglądają do okien innych samochodów. Po drogach Kalifornii jeździ już siedem takich aut bez kierowcy i jak dotąd, po przejechaniu 200 tys. km, uczestniczyły one tylko w jednej stłuczce. Jakiś kierowca zagapił się na skrzyżowaniu i uderzył w tył eksperymentalnego auta.
"Co roku 1,2 mln ludzi na całym świecie ginie w wypadkach drogowych. Wierzymy, że masowe zastosowanie naszej technologii może zmniejszyć tę liczbę o połowę" - tak firma Google, która prowadzi badania, opisuje ich cel w specjalnym blogu. Automatyczne auta - sześć toyot prius i jedno audi tt - bez problemów odnajdują się już w normalnym ruchu po autostradzie z San Francisco do Los Angeles, gdzie rozwijają prędkości nawet do 100 km/godz., oraz na pokręconej i stromej ulicy Lombard Street w San Francisco. Oczywiście jazdy nadzorują technicy, ale ingerują oni w prowadzenie auta bardzo rzadko.
Google wierzy, że oprócz bezpieczeństwa samochody przyniosą światu drogową rewolucję: kierowcy będą mogli zająć się czymś innym niż prowadzeniem, a ich auta staną się bardziej przewidywalne i będą zużywać mniej benzyny.
Program komputera kierującego samochodem stworzyli eksperci od sztucznej inteligencji - ma on naśladować sposób myślenia i reakcje wzorowego kierowcy. Kierownikiem projektu jest 43-letni Sebastian Thrun, szef laboratorium sztucznej inteligencji uniwersytetu Stanford, który już pięć lat temu dostał nagrodę Departamentu Obrony USA za skonstruowanie auta, które samo przejechało 200 km na pustyni.
Lasery, czujniki i kamery automatycznego samochodu mają tę przewagę na kierowcą człowiekiem, że bez przerwy obserwują sytuację ze wszystkich stron samochodu, nie tylko z przodu. Nie mają też żyłki rajdowej ani w ogóle nie robią nic nieprzewidywalnego.
Samochody przyszłości będą mogły jeździć bliżej siebie, prawie zderzak w zderzak, zamieniając każdą autostradę czy drogę w jeden wielki, niekończący się pociąg złożony z wagoników sterowanych przez komputery. Google nie przeprowadziła jak dotąd badań, ilu kierowcom taka wizja przyszłości się podoba, a ilu przeraża. Można jednak się domyślać, że tych drugich jest niemało.
Źródło: Gazeta Wyborcza
|