|
Były ambasador USA przy ONZ, John Bolton powiedział w niedzielę, że Izrael stoi obecnie wobec wyboru. Jeśli nie zaatakuje Iranu bardzo szybko, będzie musiał zaakceptować uzbrojoną w atom Islamską Republikę.
Podczas rozmowy z dziennikarzem radia WABC, Bolton zastanawiał się nad politycznymi i wojskowymi uwarunkowaniami ataku i podkreślił, że państwo żydowskie jest w stanie odpowiednio uszkodzić irańskie instalacje, co na jakiś czas opóźniłoby program. "- Wiemy o obiektach... wiemy gdzie są i myślę że są one podatne na izraelski atak" - powiedział były amerykański ambasador. Podkreślił też, że izraelskie uderzenie jest jedyną pozostałą opcją, która uniemożliwiłaby Iranowi stanie się atomowym mocarstwem, wobec nieskutecznej polityki administracji Obamy i słabości państw europejskich. Sankcje na których pokładano dotąd nadzieje, jeśliby nawet zostały przyjęte (co jest bardzo mało prawdopodobne) będą słabe i nieskuteczne. Tymczasem przebywający w Izraelu wiceprezydent Joe Biden powiedział po rozmowach z premierem Netanyahu, że Stany Zjednoczone są gotowe do wsparcia tych, którzy podejmą "ryzyko dla pokoju". Słowa te można odnieść przede wszystkim do rozmów pokojowych między Palestyńczykami a Izraelem, ale brzmiące w nich niedopowiedzenie może też odnosić się do Iranu, który mimo wszystko pozostaje głównym tematem rozmów amerykańskiego polityka w Tel Avivie. Na same rozmowy pokojowe, mimo, że jeszcze się nie rozpoczeły padł już cień w postaci decyzji ministerstwa spraw wewnętrznych o rozbudowie izraelskich osiedli mieszkalnych na Zachodnim Brzegu, chodzi tu o zatwierdzenie planu budowy 1600 nowych mieszkań. Rzecznik ministerstwa zapewnił, że termin tej decyzji ta jest czysto przypadkowy i nie ma żadnego powiązania z wizytą Bidena. Inne zdanie mają w tej materii, rzecz jasna, Palestyńczycy a ich negocjator, Saeb Erekat uznałją za systematyczną politykę niszczenia procesu pokojowego. konservat.cba.pl
|