Czeczeński komendant Doku Umarow twierdzi, że jego bojownicy nie brali udziału w zamachach w moskiewskim metrze - donosi serwis newsru, powołując się na wideo, w którym wypowiada się przedstawiciel Emiratu Kaukaskiego. Mężczyzna, który wypowiada się w nagraniu w imieniu Umarowa, twierdzi, że za zamachami w moskiewskim metrze stoją Federalna Służba Bezpieczeństwa i Władimir Putin. Według czeczeńskiego komendanta, to funkcjonariusze FSB zorganizowali zamach.
Bojownicy obwiniają osobiście Władimira Putina. "Premier Rosji wyjechał z Moskwy, a mieszkańców stolicy wystawił na uderzenie".
Czeczenii kierują oskarżenia pod adresem rosyjskich urzędników, którzy, jak twierdzi, organizują zamachy, by utrzymać się u władzy. - Robicie wszystko, by podwyższyć swój prestiż i zapewnić sobie głosy wyborców - mówi przedstawiciel Umarowa.
- Bojownicy czeczeńscy nie chcą żadnego pokazu siły. Zamachy terrorystyczne nie są nikomu z nas potrzebne i tej wojny nikt z nas nie chce. Wszystko zrobiono tak, by nikt nie winił rosyjskich służb specjalnych, a tak naprawdę to ich wina. - mówi przedstawiciel bojowników w nagraniu.
Jest nagranie. To nie szahidki odpaliły bomby?
Rosyjscy śledczy badający sprawę poniedziałkowych zamachów w moskiewskim metrze posiadają zapisy, na których znajduje się pomocnik terrorystek - donosi w dzisiejszym wydaniu rosyjski dziennik "Gazeta". Zapisy kamer wideo świadczą, że to właśnie ten mężczyzna za pomocą telefonu komórkowego doprowadził do eksplozji bomb, które ukrywały terrorystki-samobójczynie - czytamy w dzienniku "Gazeta".
Wychodząc z takiego założenia, gazeta przedstawia następujący opis wydarzeń: Pomocnik terrorystek najpierw pojechał z jedną z nich na stację "Łubianka", a potem wrócił na stację "Park Kultury", gdzie doprowadził do eksplozji drugiej "żywej bomby".
Dotychczas nie ustalono danych personalnych terrorystek, ani ich pomocnika. Jak jednak ustaliły rosyjskie media, portret pamięciowy mężczyzny krąży już po moskiewskich komisariatach.
Gruziński ślad w zamachu?
Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej generał Nikołaj Patruszew nie wykluczył, że związek z poniedziałkowym atakiem terrorystycznym w metrze w Moskwie może mieć Gruzja.
- Wszystkie wersje trzeba zweryfikować. Na przykład, jest Gruzja i przywódca tego państwa (Micheil) Saakaszwili, którego zachowanie jest nieprzewidywalne - oświadczył Patruszew w wywiadzie dla dziennika "Kommiersant".
Sekretarz Rady Bezpieczeństwa FR przekazał, że do tej działającej przy prezydencie Rosji struktury dotarły informacje, że "pojedynczy funkcjonariusze gruzińskich służb specjalnych utrzymują kontakty z organizacjami terrorystycznymi na rosyjskim Północnym Kaukazie".
- Także tę wersję musimy zweryfikować w kontekście aktów terroru w Moskwie - oznajmił.
Patruszew, który w czasie prezydentury Władimira Putina kierował Federalną Służbą Bezpieczeństwa (FSB), wyraził ubolewanie, że "niektóre kraje udzielają Saakaszwilemu pomocy, w tym wojskowej". Kremlowski urzędnik nie sprecyzował, jakie konkretnie państwa ma na myśli.
Podkreślił jedynie, że jest to niedopuszczalne.
- On już raz rozpętał wojnę. Nie można wykluczyć, że uczyni to znów - powiedział.
Patruszew podał, że w śledztwie w sprawie zamachów bombowych na stacjach Łubianka i Park Kultury "weryfikowane są wszystkie wersje, w tym ta, że dokonali ich terroryści z Północnego Kaukazu".
- Pewien postęp już jest. Jestem przekonany, że wszyscy, którzy mają związek z tym aktem terrorystycznym; ci, którzy go zlecili, finansowali, którzy szkolili wykonawców, pomagali im, wszyscy sprawcy zostaną ukarani zgodnie z prawem - powiedział.
W następstwie poniedziałkowych zamachów w moskiewskim metrze śmierć poniosło co najmniej 39 osób, a ponad 70 zostało rannych. onet.pl
|