Bliski Wschód i Azja Środkowa
Źródło: http://www.centcom.mil/index.php?lang=en
Azja Środkowa jest bramą dla chińskich ord pancernych na kierunku stepowym oraz kaukaskim. Geostrategiczne znaczenie tej części Azji powoduje, że stała się ona polem starcia dwóch największych światowych potęg: Stanów Zjednoczonych i Chin.
Do końca 2009 r. Stany Zjednoczone miały w tym regionie inicjatywę strategiczną. Pakistan jest aliantem Ameryki. Irak i Afganistan zostały podbite i poddane okupacji. W 2005 r. w Kirgistanie w czasie Tulipanowej rewolucji zainstalowano prozachodnie władze Kurmanbeka Bakijewa. W Tadżykistanie bazy wojskowe utworzyli Amerykanie i Rosjanie, a prezydent Emomali Rahmonow jest traktowany jako ważny sprzymierzeniec Ameryki.
Chiny budują swą pozycję w Azji Środkowej przede wszystkim metodami ekonomicznymi. Narzędziem stała się Szanghajska Organizacja Współpracy zdominowana przez Chiny, i to mimo członkostwa w niej Rosji. Dzięki potężnym rezerwom walutowym Chiny aktywnie inwestują na Bliskim Wschodzie i w Azji Środkowej. Są to nie tylko inwestycje surowcowe (np. pola naftowe oraz złoża gazu w Iraku i Iranie), ale również inwestycje infrastrukturalne. W Kazachstanie powstaje strategiczna linia kolejowa z Chin z zamiarem obsługi ruchu „towarowego” również do Rosji i Europy.
Ekspansja ekonomiczna Chin prowadzi do politycznego przesilenia w regionie. Pierwszy sygnał o zmianie sojuszy w Azji Środkowej nadszedł z Afganistanu. Z zaskoczenia Afganistan odwiedził Prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama. Polityczny patron Prezydenta Afganistanu Hamida Karzaja raczył poinformować swojego protegowanego o wizycie na godzinę przed przylotem. Zdradza to kryzysowy charakter wizyty Baracka Obamy w Afganistanie. Kolejne informacje potwierdzają zagrożenie dla interesów amerykańskich. Hamid Karzaj oświadczył, że nie wyklucza przejścia na stronę Talibów oraz rozpoczęcia wspólnej wojny o wyzwolenie Afganistanu z... wojsk zachodnich (ponad 100 tys. żołnierzy). Amerykanie rozważają odwołanie braterskiego zaproszenia dla Hamida Karzaja do odwiedzin Stanów Zjednoczonych w maju 2010 r.
Do gorącej fazy politycznego starcia dwóch światowych potęg doszło w Kirgizji. Prozachodnia ekipa jest obecnie usuwana taką samą metodą jak zdobyła władzę. Rewolucyjną. Kto mieczem wojuje od miecza ginie? Świetnie poinformowani Chińczycy jako pierwsi donieśli o ucieczce Prezydenta Kurmanbeka Bakijewa z Biszkek stolicy Kirgistanu. Triumfujaca opozycja to socjaldemokraci z Różą Otunbajewą na czele, którzy ideowo są najbliżsi politycznej orientacji władz chińskich. Rosjanie wyrazili zaniepokojenie zmianą władz w Kirgistanie, którą określili jako zamieszki.
Na zaostrzenie stosunków pomiędzy mocarstwami wskazuje skorygowana doktryna nuklearna Stanów Zjednoczonych. Oprócz retoryki antyterrostycznej (czyżby przygotowanie gruntu pod „niespodziewany” zamach z użyciem broni nuklearnej) w strategii pojawiła się kwestia chińska. Wyrażono zaniepokojenie rozwojem ilościowym i jakościowym chińskich sił zbrojnych, w tym strategicznych sił nuklearnych. Chińczycy są również oskarżani o brak „przejrzystości” ich programu nuklearnego, w tym utrzymywanie w tajemnicy ich doktryny nuklearnej. W dokumencie stawia się otwarcie pytanie o ich strategiczne intencje...
Jednocześnie pomiędzy Waszyngtonem, a Pekinem krążą wysłannicy prowadzący poufne rozmowy. W dniu 7 kwietnia 2010 r. były (!) amerykański Sekretarz Skarbu Henry Paulson spotkał się w Pekinie z chińskim premierem Wen Jiabao. W dniu 8 kwietnia na niespodziewaną wizytę w Chinach zdecydował się aktualny Sekretarz Skarbu Timothy Geithner. Z pewnością tematem rozmów z Chińczykami jest wojna handlowa. Ale czy tylko?
W zaostrzającej się sytuacji międzynarodowej nie budzi zaskoczenia informacja o budowie przez Rosjan bazy wojskowej w Oseti na kaukaskiej rubieży obronnej Rosji.
Sytuacja w Azji Środkowej nie pozostaje bez wpływu na bezpieczeństwo Polski. Przez polską klasę próżniaczą zostaliśmy bowiem już wciągnięci do wojny. Blisko dwa tysiące polskich żołnierzy przelewa krew za utrzymanie u władzy politycznych i materialnych bankrutów. Wszystkie ośrodki polityczne w Polsce w tym Platforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość mają w tym równy udział. Ramię w ramię wysyłają polskich żołnierzy w góry Afganistanu. Co więcej ich marzeniem jest eskalacja wojny jako jedynej metody na dalsze sprawowanie władzy.
Prawdziwe intencje klasy próżniaczej zdradziła Anne Applebaum żona Radosława Sikorskiego, sternika polskiej polityki zagranicznej. W lutym 2010 r. w prestiżowym „The Washington Post” apeluje do prezydenta Stanów Zjednoczonych o zaatakowanie Iranu w imię interesów Izraela (omówienie w j. polskim).
Anne Applebaum i Radosław Sikorski
Na początku kwietnia 2010 r. odbywa się poufna misja dowódcy United States Central Command (CENTCOM) po stolicach świata. Generał Dawid Petraeus dowodzi amerykańskimi wojskami na Bliskim Wschodzie oraz w Azji Środkowej. Media w Polsce zaczęły opiewać go jako przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Tajne rozmowy prowadził z nim osobiście Prezydent Polski Lech Kaczyński, przy okazji odznaczając amerykańskiego generała.
Lech Kaczyński i Dawid Petraeus
Polska klasa próżniacza wygląda na zdeterminowaną włączyć Polskę do światowego konfliktu zbrojnego. Ukrywa przed opinią publiczną swoje cele oraz metody działania. Nie możemy wykluczyć, że ze strategicznego punktu widzenia udział Polski w wojnie jest nieunikniony. Jednak potajemne wciąganie Polski w ten konflikt stanowi przejaw tchórzostwa i być może ociera się o zdradę interesów narodowych. Nie łudźmy się, że polska klasa próżniacza jest w stanie osiągnąć coś więcej niż ściągnięcie obcych wojsk do Polski (XVIII w.), czy porzucenie własnych wojsk i ucieczka za granicę (wrzesień 1939 r.).