USA opierają się naciskom Berlina, by atomową broń taktyczną usunąć z Europy. - Dopóki będzie istnieć broń nuklearna, dopóty NATO powinno pozostać sojuszem nuklearnym - przekonywała w piątek Hillary Clinton szefów dyplomacji Sojuszu w Tallinie
Dotychczasowa doktryna obronna NATO uznaje obecność atomowej broni taktycznej USA w Europie za jedną z "gwarancji politycznych i militarnych więzi Ameryki" z jej europejskimi sojusznikami. Niemiecki szef dyplomacji Guido Westerwelle szedł jednak do ubiegłorocznych wyborów parlamentarnych z obietnicami usunięcia wszystkich bomb atomowych z Niemiec, a potem wymógł takie zapisy w umowie koalicyjnej z kanclerz Angelą Merkel.
- Ta broń to relikt zimnej wojny i dlatego należy się jej pozbyć - przekonuje Westerwelle. Amerykańska sekretarz stanu Hillary Clinton studziła jednak wczoraj te zapędy i - podobnie jak sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen - podkreślała, że na eliminację tej broni w Europie powinny zgodzić się wszystkie kraje NATO. - Naszym redukcjom powinny towarzyszyć wynegocjowane ograniczenia w broni taktycznej w Rosji - mówiła Clinton na posiedzeniu szefów MSZ krajów NATO w Tallinie.
Amerykanie mają w Europie 200-230 ładunków nuklearnych (przenoszonych przez bombowce), czyli o blisko 85 proc. mniej niż na początku lat 90. Choć podczas zimnej wojny broń taktyczna była gotowa do użycia po kilkunastu minutach od ewentualnej decyzji, to dziś - jak mówią amerykańscy eksperci - zabrałoby to nawet kilkanaście dni.
Co więcej, ta broń nie jest już w nikogo wymierzona. Sęk w tym, że Rosja ma nadal ok. 2 tys. rakiet zdolnych do przenoszenia ładunków nuklearnych, w tym prawdopodobnie część w obwodzie kaliningradzkim.
W opinii zwolenników szybkiego usunięcia tej broni z Europy byłby to ogromny krok ku dalszemu ociepleniu stosunków z Moskwą. Zwłaszcza w Belgii do tych głosów dołączają się politycy przestraszeni brakiem dostatecznych zabezpieczeń magazynów, czego dowiodło w lutym włamanie się działaczy pacyfistycznych do belgijskiej bazy NATO w Kleine Brogel, gdzie składowanych jest kilkanaście bomb atomowych.
Szefowie dyplomacji Niemiec, Belgii, Holandii, Norwegii oraz Luksemburga, czyli krajów, w których przechowywana jest amerykańska broń, wystosowali już w lutym publiczny apel, aby oczyszczenie Europy z broni atomowej stało się jednym z głównych punktów debaty nad nową strategią NATO, która powinna być opracowana do końca 2010 r. Milczą natomiast Włochy oraz Turcja, które również mają u siebie bazy z bronią atomową.
- Nie popieramy pomysłu szybkiej redukcji. Nie można wywozić z Europy broni atomowej, jeśli nie zrobią tego także Rosjanie - mówi nam współpracownik jednego z członków grupy ekspertów pracujących nad projektem nowej strategii NATO.
Inny polityk Sojuszu tłumaczy: - Niemcy nie zamierzają zrezygnować z ochrony NATO-wskiego parasola atomowego, ale nie chciałyby już ponosić związanych z tym ciężarów. To byłby swoisty eksport odpowiedzialności.
Choć USA i Rosja zgodziły się przed dwoma tygodniami na redukcję strategicznej broni nuklearnej o 30 proc. w nowym układzie START, to zwłaszcza nowi członkowie NATO przestrzegają Sojusz przed zbyt pochopną wiarą w nową erę pokoju, w której można zrezygnować z systemu odstraszania atomowego, z Rosją. Amerykańskie bomby w Europie są dla wielu środkowoeuropejskich dyplomatów gwarancją, że art. 5 traktatu północnoatlantyckiego (o solidarnej obronie w razie napaści) nie jest pustym zapisem.
- Broń taktyczna USA w Europie jest przestarzała i obecnie nie ma wielkiego znaczenia militarnego. Kraje NATO muszą sobie jednak odpowiedzieć na pytanie, czy naprawdę chcą rezygnować z jej posiadania. I jak to zrekompensować nowymi gwarancjami bezpieczeństwa dla byłych krajów bloku radzieckiego, które nadal boją się Rosji - tłumaczy Tomasz Valaszek z londyńskiego Centre for European Reform. Tomasz Bielecki, Bruksela
 Źródło: Gazeta Wyborcza
|