Turecka prokuratura wszczęła wstępne dochodzenie, które zadecyduje, czy wysunie formalne oskarżenia przeciwko przywódcom Izraela w związku z zabiciem dziewięciu Turków, którzy płynęli na statku wiozącym pomoc humanitarną dla Strefy Gazy.
Jak podała w sobotę turecka agencja prasowa, jeśli prokuratura w Stambule zgromadziła już wystarczające dowody, oskarżenia zostaną wysunięte przeciwko premierowi Izraela Benjaminowi Netanjahu i szefowi izraelskiego sztabu generalnego Gabiemu Aszkenaziemu.
Oskarżenia mają dotyczyć wielokrotnego zabójstwa i uszkodzeń ciała, aktu piractwa oraz ataku na obcych obywateli na wodach międzynarodowych.
Dziewięć osób narodowości tureckiej, w tym jeden obywatel USA, zostało zabitych w poniedziałek przez izraelskich żołnierzy dokonujących z powietrza abordażu tureckiego statku "Mavi Marmara" płynącego z pomocą humanitarną dla Palestyńczyków.
Jak podał w sobotę turecki dziennik "Today Zaman", prokuratorzy przesłuchali już większość spośród 24 osób, które zostały ranne na tym statku w czasie abordażu.
Brytyjski "Guardian" poinformował w sobotę o wynikach badania zwłok dziewięciu zabitych Turków. Autopsja wykazała, że pięciu z nich zginęło od strzałów w głowę oddanych z bliskiej odległości. Według dziennika, 19-letni Fulkan Dogan, który miał podwójne obywatelstwo - tureckie i amerykańskie - zginął od pięciu strzałów oddanych z odległości mniejszej niż 45 centymetrów - w twarz, w tył głowy, w plecy i w nogi.
60-letni Ibragim Bilgen zmarł od czterech strzałów, m.in. w skroń.
Brytyjski działacz humanitarnej organizacji pozarządowej Ismail Patel, który był świadkiem izraelskiego ataku, twierdzi, że żołnierze strzelali kolejno do poszczególnych osób. 48 pasażerów tureckiego statku zostało zranionych wskutek wystrzałów z broni palnej, a sześć osób uznano za zaginione.
Może to oznaczać, że liczba zabitych wzrośnie - oświadczył świadek, cytowany przez "Guardiana".
W sobotę kolejny dzień trwały w Stambule antyizraelskie demonstracje. Pięć tysięcy osób zgromadziło się w dzielnicy Caglayan, po europejskiej stronie osiemnastomilionowego miasta.
Tego samego dnia "wiele tysięcy osób", jak podaje agencja AFP, demonstrowało w centrum Londynu przeciwko aktowi przemocy ze strony wojska izraelskiego. "Powstrzymać izraelskie piractwo! Wszyscy czujemy się Palestyńczykami" - skandowali demonstranci pod oficjalną siedzibą brytyjskiego premiera, Davida Camerona. Stamtąd udali się pod ambasadę Izraela. Wśród demonstrantów było wielu Turków.
Wicepremier Turcji Bulet Arinc, lider aktywnie islamskiej frakcji sił rządowych, zapowiedział w piątek, że stosunki turecko-izraelskie zostaną "zredukowane do minimum".
"Wszystkie kontakty bilateralne we wszystkich dziedzinach zostają zamrożone" - dodał Arinc.
Izraelski atak na konwój sześciu statków z pomocą humanitarną dla Strefy Gazy wywołał protesty wspólnoty międzynarodowej. Unia Europejska i Stany Zjednoczone wezwały do przeprowadzenia śledztwa. Rada Bezpieczeństwa ONZ potępiła działania Izraela, które spowodowały śmierć cywilów.
Turcja i Izrael zawarły w 1996 roku umowę o współpracy wojskowej i sojusz strategiczny, który dojrzewał jeszcze w latach zimnej wojny. Rząd w Ankarze uznał państwo Izrael niezwłocznie po jego powstaniu w 1948 roku i był odtąd jedynym jego "przyjaznym partnerem" muzułmańskim.
Izrael, uzasadniając działania swych żołnierzy na pokładzie tureckiego statku z pomocą humanitarną dla Gazy, oświadczył, że płynęło na nim "ponad stu terrorystów" związanych m.in. z Al-Kaidą.
Premier Izraela Benjamin Netanjahu bronił w środę decyzji zaatakowania pasażerów tureckiego statku płynącego we flotylli humanitarnej, twierdząc, że był to jedyny sposób, w jaki mogli obronić blokadę Strefy Gazy. Ta zaś ma na celu zapobieżenie przerzutom irańskiej broni.
"Celem flotylli było przełamanie blokady, nie zaś niesienie pomocy" - dodał.
Izraelskie wojsko zajęło statek z pomocą dla Gazy
Żołnierze opanowali statek wiozący pomoc dla rządzonej przez radykalny Hamas Strefy Gazy. Wcześniej załoga ignorowała wezwania do skierowania się do portu w Izraelu. Zatrzymanie podobnej jednostki na początku tygodnia zakończyło się masakrą.
Według pierwszych doniesień, zajęcie statku odbyło się spokojnie. Rzecznik sił izraelskich poinformował, że żołnierze nie napotkali oporu, a osoby przebywające na statku poddały się poleceniom wojskowych. Żołnierze weszli na pokład z łodzi a nie - jak ostatnio - z pokładu helikopterów. Od rana agencje informowały, że statek "Rachel Corrie", na którego pokładzie są między innymi laureatka Pokojowej Nagrody Nobla Mairead Maguire oraz były zastępca sekretarza generalnego ONZ Denis Halliday, ignorował izraelskie apele o zmianę kursu. - Powtarzaliśmy wiele razy żeby płynęli do portu Aszdot, że jest blokada portu w Gazie, ale oni nie odpowiadają - mówił rzecznik izraelskiej armii, cytowany przez AP. Wojsko zapowiadało, że jeśli nie będzie miało innego wyjścia - zajmie jednostkę siłą.
Rząd Izraela ostrzegał od kilku dni, że uniemożliwi dotarcie statku z pomocą humanitarną do Strefy Gazy. Wczoraj, w komunikacie wysłanym z pokładu statku odrzucono żądanie Izraela, aby zmienił on kurs i wpłynął do izraelskiego portu Aszdod. Władze izraelskie obiecały, że "jeśli na statku nie ma broni", ładunek humanitarny zostanie dostarczony przez nie do Gazy.
Blokada kontra "flotylla wolności"
Po przejęciu w Strefie Gazy władzy przez Hamas w czerwcu 2007 roku, Izrael utrzymuje tam ścisłą blokadę, zezwalając jedynie na wwóz niektórych artykułów pierwszej potrzeby. W tej sytuacji 80 proc. towarów importowanych do Strefy pochodzi z przemytu tunelami wykopywanymi przez Palestyńczyków pod granicą z Egiptem. Są one niszczone przez wojsko egipskie. Tą drogą docierają również materiały budowlane wykorzystywane przy odbudowie. Izrael argumentuje, że blokada ziem palestyńskich jest potrzebna, by zapobiegać atakom rakietowym na terytorium państwa żydowskiego. - Gdyby blokada została przełamana, popłynęłyby dziesiątki, setki innych statków. Każdy mógł wieźć dziesiątki rakiet - mówił kilka dni temu izraelski premier. Blokadę portu chciała przełamać grupa statków propalestyńskich pod nazwą "flotylla wolności". W składającej się z sześciu jednostek ekspedycji uczestniczyło ponad 700 osób reprezentujących 50 krajów; ponad połowę pasażerów stanowili obywatele tureccy.
Bitwa na statku wolności
W poniedziałek statki flotylli zostały zatrzymane, zajęli je izraelscy komandosi. Na jednej jednostce doszło do gwałtownych starć z propalestyńskimi działaczami, którzy zaatakowali żołnierzy zajmujących statek. Wojsko odpowiedziało ogniem Zginęło dziewięciu Turków, członków pozarządowej organizacji humanitarnej. Wiele osób, w tym kilku komandosów, zostało rannych.
Adobe Flash Player not installed or older than 9.0.115!
Izrael bronił się publikacją filmów dokumentujących akcję komandosów i agresję działaczy propalestyńskich. Z kolei brytyjski Guardian dotarł do wyników sekcji zwłok ofiar strzelaniny. Według tego źródła, w dziewięciu ciałach znaleziono trzydzieści kul. Wiele śmiertelnych strzałów padło z bliskiej odległości. Komandosi mieli często strzelać w głowy. Akcja sił izraelskich wywołała falę oburzenia i protestów na całym świecie.