|
Żołnierze 3. Batalionu Królewskiego Pułku Szkocji (Black Watch) zostali postawieni w stan gotowości na wypadek wysłania ich do Libii w akcji humanitarnej lub ewakuacyjnej - potwierdziło w piątek wieczorem ministerstwo obrony.
Plany resortu nie przewidują zaangażowania Brytyjczyków w operacje bojowe. W razie podjęcia stosownej decyzji przez premiera Davida Camerona, z krótkim, 24-godzinnym wyprzedzeniem, do Libii zostałoby skierowanych do 500 żołnierzy z tej jednostki piechoty, jednej z najbardziej znanych w świecie. 200 szkockich górali zostało już przeniesionych z bazy Forth George w pobliżu Inverness w Szkocji do bazy lotniczej South Cerney w hrabstwie Wiltshire, skąd mogliby zostać przerzuceni do Libii. W rejon Libii skierowany został trzeci brytyjski okręt - fregata HMS Westminster. Sobotnie doniesienia prasowe sugerują, że brytyjski MSZ przygotowuje się do wysłania do Libii swoich przedstawicieli w celu nawiązania bezpośredniego kontaktu z powstańcami walczącymi z reżimem Muammara Kadafiego. (onet.pl) Natomiast Stany Zjednoczone zaczęły przemieszczać swoje okręty wojenne i samoloty bliżej ogarniętej niepokojami Libii - podał Pentagon. Okręty mogą brać udział w akcjach humanitarnych i ratowniczych - wyjaśniła sekretarz stanu USA Hillary Clinton. - Przemieszczamy okręty bliżej Libii na wypadek, gdyby były potrzebne - ogłosił rzecznik Pentagonu płk David Lapan, dodając, że to samo dotyczy samolotów. - Wciąż znajdujemy się na etapie planowania i przygotowań, jeśli zostaniemy wezwani do wykonania misji, humanitarnych lub innego rodzaju - dodał. Szefowa dyplomacji Clinton zastrzegła, że "obecnie nie odbywa się żadna operacja wojskowa z udziałem amerykańskich okrętów". Zdaniem Richarda Downiego, eksperta z Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych w Waszyngtonie, oświadczenie Pentagonu to tylko straszak. - USA niechętnie angażują się w bardzo zawikłane, niełatwe do zinterpretowania sytuacje jak ta - podkreślił. Zdaniem Downiego sytuacja w Libii "musiałaby znacznie się pogorszyć", by doszło do zbrojnej interwencji. - Jakakolwiek interwencja ze strony USA będzie miała na celu przyspieszenie upadku reżimu Kadafiego - dodał inny ekspert Andrew Exum z ośrodka Center for a New American Security. Nie wiadomo dokładnie, jakimi okrętami dysponują Stany Zjednoczone na Morzu Śródziemnym. Wiadomo za to, że na Morzu Czerwonym i Arabskim znajdują się dwa amerykańskie lotniskowce. USA dysponują ponadto dużą bazą wojskową w Neapolu, stanowiącą siedzibę ich wojsk w tym regionie, a także bazą w miejscowości Rota w Hiszpanii. (wprost24.pl) Czołgi Kadafiego uderzają na zbuntowane miasto Dyrektor centrum informacyjnego w Bengazi Mohamed Salem Musa poinformował, że śmierć poniosło co najmniej 70 powstańców i cywili, a ponad 300 osób zostało rannych. - Rozpoczął się atak. Widziałem ponad 20 czołgów - poinformował agencję Reutera w rozmowie telefonicznej jeden z mieszkańców Zawii. W tle słychać było wystrzały. Według innego świadka siły Kadafiego strzelają z czołgów i moździerzy. (wprost24.pl)
Izraelski portal: Żołnierze NATO są już w LibiiNATO i państwa zachodnie oficjalnie zapewniają, że ewentualna interwencja militarna w Libii to bardzo mało prawdopodobne rozwiązanie. Pojawiają się jednak doniesienia, iż żołnierze Sojuszu już są w ogarniętym rewoltą kraju. Takie informacje pojawiły się na specjalistycznych portalach. O utrzymywanym w tajemnicy pojawieniu się w Libii "doradców" i żołnierzy sił specjalnych napisały izraelski portal Debka.com, specjalizujący się w gromadzeniu informacji wywiadowczych, oraz portal Defencetech.org, który cytuje fragment artykułu brytyjskiej agencji Jane's, jednego z najlepszych na świecie źródeł informacji o tematyce militarnej. Według Izraelczyków, już 25 lutego "setki" amerykańskich, brytyjskich i francuskich "doradców wojskowych" zostało przerzuconych do opanowanej przez opozycję Cyrenajki (wschodnia część Libii). Zachodni żołnierze, wśród których są oficerowie wywiadu, mają wspomagać rebeliantów.
Zachodni doradcy mają przede wszystkim wspierać opozycję w tworzeniu zrębów zorganizowanej władzy, formowaniu oddziałów paramilitarnych i przygotować infrastrukturę na ewentualność wkroczenia do Libii lądem obcych wojsk. Debka wskazuje tutaj na siły zbrojne Egiptu.
Według Jane's, siły specjalne NATO, złożone głównie z żołnierzy amerykańskich, zostały około 28 lutego wysłane do Libii. Mają tam zbadać możliwość wymuszenia strefy zakazu lotów, odnaleźć kluczowe cele dla ewentualnych ataków lotniczych i nawiązać współpracę z oficerami, którzy zdezerterowali z wojska Muammara Kaddafiego. (tvn24) Komandosi SAS i dyplomata uwięzieni w LibiiOśmiu komandosów elitarnej brytyjskiej jednostki sił specjalnych SAS w cywilu oraz niski rangą dyplomata przebywający we wschodniej Libii z tajną misją zostali uwięzieni przez powstańców. Według tygodnika "Sunday Times", komandosi eskortowali dyplomatę, który zabiegał o nawiązanie kontaktów z powstańcami sondując możliwość ich dyplomatycznego uznania i rozmów na wyższym dyplomatycznym szczeblu.
Po zatrzymaniu, Brytyjczyków przewieziono do Bengazi i uwięziono na terenie dawnej bazy wojskowej. Przedtem rozmawiał z nimi jeden z przedstawicieli Najwyższej Rady Powstańczej. Telewizja Sky twierdzi, że Libijczycy uznali Brytyjczyków za nieproszonych gości i byli zaskoczeni ich wizytą, która nie była uzgodniona. Powstańcy obawiają się, że interwencja dostarczy reżimowi Kadafiego pretekstu do oskarżenia ich o to, że są marionetkami w ręku zagranicznych wywiadów i rządów, którym chodzi o kontrolę nad libijską ropą, co może nastawić część libijskiej opinii wrogo wobec nich i umożliwić Kadafiemu przybieranie pozy libijskiego patrioty.
Ani brytyjski MSZ, ani resort obrony nie zabrały jak dotąd głosu w tej sprawie. Sky zaznacza, że stosunek libijskich opozycjonistów do zagranicznego wojskowego zaangażowania w konflikcie zbrojnym z Kadafim jest politycznie bardzo drażliwy, ze względu na "historyczny bagaż" państw zachodnich w północnej Afryce.
"Sunday Times" twierdzi, że jedna z opcji obecnie dyskutowanych w ramach NATO i USA zakłada wykorzystanie w Libii niewielkiej liczby zachodnich komandosów i funkcjonariuszy wywiadu, którzy wsparliby powstanie.
Libijscy partyzanci sygnalizowali wcześniej, że nie chcą żadnego obcego zaangażowania w walkach na froncie, choć pomogłoby im ustanowienie strefy zakazu lotów dla lotnictwa Kadafiego, które ich atakuje.
Sekretarz stanu USA Hillary Clinton z początkiem ubiegłego tygodnia dała wyraźnie do zrozumienia, że taka opcja nie jest na razie realna. gazeta.pl
|