Gdybym miał wehikuł czasu, odwiedziłbym Marilyn Monroe albo Galileusza, a może bym się przeniósł do kresu Wszechświata, żeby zobaczyć, jak to wszystko się kończy - pisze genialny brytyjski fizyk, którego nieuleczalna choroba neuronów przed laty przykuła do wózka inwalidzkiego
Fot. Paul E. Alers ASSOCIATED PRESS Dr. Stephen Hawking putBan(34); "Hello. Nazywam się St ephen Hawking. Fizyk, kosmolog i w pewnym sensie marzyciel". Tak zaczyna swój artykuł w brytyjskim "Daily Mail", w którym zastanawia się, czy można podróżować w czasie. "Kiedyś takie rozważania uznawano za naukową herezję, poważny naukowiec ich unikał, by nie przylgnęła do niego opinia świra. Ale ja już o to nie dbam, czas to moja obsesja". Hawking pisze dalej, że fizycy traktują czas jako czwarty wymiar, obok trzech przestrzennych. Tak jak każdy przedmiot ma swoją długość, szerokość i wysokość, tak ma też swoją rozciągłość czasową - czyli okres trwania. Wiadomo, że np. piramidy trwają o wiele dłużej niż ludzie. Kłopot w tym, że o ile wymiary przestrzenne można pokonywać w te i z powrotem, w wymiarze czasu przemieszczamy się tylko w jednym kierunku - ku przyszłości. Nikt jeszcze nie widział, by czas się cofał. To się zdarza tylko w filmach science fiction. Czy jest możliwe w rzeczywistości? Kto mnie zabił? Kiedy pod szkłem powiększającym przyglądamy się nawet najbardziej równej i gładkiej powierzchni, to odkrywamy, że tak naprawdę jest ona nierówna, chropowata, dziurawa. W bardzo małych skalach zawsze dochodzimy do granicy, w której ujawnia się ziarnistość materii, jej kwantowy charakter. Wierzcie mi, podobnie jest z czasem - pisze Hawking. - W najmniejszej skali traci on ciągłość. Na poziomie mikroskopowym czasoprzestrzeń przypomina pianę. Tworzą się w niej i znikają miniaturowe przerwy i tunele, które łączą teraźniejszość z oddaloną o niedostrzegalny ułamek sekundy przeszłością albo też wytyczają drogę na skróty między dwoma punktami w przestrzeni. Teoretycznie można byłoby zamrozić taki tunel i powiększyć do rozmiarów ludzkich, żeby mógł się przez niego przecisnąć podróżnik w czasie. Ale Hawking wątpi, czy to się kiedykolwiek uda. Dlaczego? Bo takie tunele byłyby wylęgarnią paradoksów - np. można byłoby przez taki tunel ujrzeć samego siebie sprzed minuty. Ba, można byłoby przez ten tunel strzelić i zabić siebie. Ale to znaczy, że zginąłem na minutę przedtem, zanim w siebie wycelowałem, a więc kto mnie zabił? Możliwość cofania się w czasie nieuchronnie rodzi takie paradoksy, bo burzy świętą zasadę fizyki, iż skutek nie może poprzedzać przyczyny. Już w bestsellerowej "Krótkiej historii czasu" Hawking podpierał się argumentem z pola... turystyki. Jeśli bowiem kiedyś zostaną skonstruowane wehikuły poruszające się wstecz w czasie, to już dziś witalibyśmy całe hordy turystów z przyszłości. A na razie ich nie widać. Dla pewności naukowiec przeprowadził sprytny eksperyment. Mianowicie zorganizował imprezę dla przyszłych podróżników w czasie, wypisując zaproszenia z dokładną datą i miejscem przyjęcia, które powinny przetrwać wiele lat. Sądził, że przyszli użytkownicy wehikułów czasu nie będą się mogli oprzeć takiemu zaproszeniu i wpadną na imprezę. "Niestety, czas imprezy nadszedł - pisze Hawking - a nikt się nie zjawił". Co oznacza, że - ku rozczarowaniu nieustraszonych łowców dinozaurów oraz zrozumiałej uldze historyków - najpewniej nie da się tworzyć dużych tuneli w czasoprzestrzeni. Prawdopodobnie są z natury niestabilne - tj. rozpadają się w mgnieniu oka. Przyszłość stoi otworem "Mimo to wierzę, że są możliwe podróże w czasie. Ale w przyszłość" - dodaje naukowiec. Czas można bowiem porównać do rzeki, która wprawdzie płynie tylko w jednym kierunku (zawsze w dół zbocza), ale może płynąć szybciej lub wolniej. Przed stu laty Albert Einstein odkrył, że na strumień czasu ma wpływ grawitacja oraz prędkość, z jaką się poruszamy. W pobliżu czarnej dziury - na przykład tej, która znajduje się w centrum naszej Drogi Mlecznej, gdzie siła grawitacji staje się ekstremalna - czas płynie ślamazarnie. Podróżnikowi, który zaparkuje swój statek na orbicie takiej czarnej dziury, zegar odmierzy ledwie tygodnie, kiedy na Ziemi miną całe wieki. Może tak zaplanować podróż, by po powrocie trafić do świata, który jest o stulecia starszy. Przeniesie się do przyszłości. To samo można osiągnąć, wsiadając w szybko mknącą rakietę. Na jej pokładzie też czas zwalnia. Im wskazówka szybkościomierza bardziej zbliża się do prędkości światła, tym wolniej zegar odmierza czas. Piony już to potrafią Może niektórych to zdziwi, ale te dwa sposoby na podróże w czasie są już w praktyce stosowane. W tunelu akceleratora LHC w ośrodku jądrowym CERN pod Genewą obserwowane są cząstki zwane pionami, które w laboratorium rozpadają się po upływie 25 miliardowych części sekundy. W akceleratorze poruszają się jednak z prędkością 99,99 proc. światła - co sprawia, że żyją ponad 30 razy dłużej. My na razie nie potrafimy się tak rozpędzać. Największą prędkość, z jaką poruszał się człowiek, osiągnięto w czasie powrotu statku Apollo 10 z księżycowej orbity w 1969 r. - było to oszałamiające 39 897 km/godz. To jednak tylko kilka setnych części promila prędkości światła. Żeby nasz czas zauważalnie zwolnił, musielibyśmy mknąć tysiące razy szybciej. Zmianę biegu czasu wywołaną grawitacją widać zaś na ziemskiej orbicie. Satelity GPS, dzięki którym możemy precyzyjnie wytyczać pozycję, mają swoje precyzyjne atomowe zegary. I okazuje się, że 20 tys. kilometrów nad powierzchnią Ziemi, gdzie siła ciążenia jest nieco słabsza, te zegary przyspieszają. Nie dlatego, że się rozregulowały. To czas tam przyspiesza - tak jak to przewiduje teoria względności Einsteina. Choć zegary spieszą się tylko o 50 mikrosekund na dobę, trzeba to uwzględniać w urządzeniach GPS, bo inaczej ich wskazania myliłyby się o blisko 10 km. - Wszystko więc jeszcze przed nami - wierzy Hawking. - Jeśli opanujemy szybkie loty i podróże w okolice czarnych dziur, zostaniemy prawdziwymi podróżnikami w czwartym wymiarze. Źródło: Gazeta Wyborcza
|