|
Fizycy po raz pierwszy złapali w magnetyczną pułapkę szczyptę atomów antywodoru, czyli najprostszego pierwiastka antymaterii. Chcą zbadać, czy świat zbudowany z antymaterii byłby dokładną kopią naszego.
Od tego zaczyna się bestseller "Anioły i demony" Dana Browna. Tajemniczy zabójca dostaje się do ośrodka badań jądrowych CERN pod Genewą, zabija jednego z naukowców i kradnie pojemnik z antymaterią, za pomocą której chciał wysadzić w powietrze Watykan.
Dlaczego fizycy się antymaterii nie boją
W roku 2000, kiedy ta książka się ukazała, było to jeszcze science fiction. Wprawdzie wtedy w CERN produkowano już pierwsze atomy antywodoru, ale nie było mowy o ich gromadzeniu - pędziły z prędkością bliską świetlnej, niemal natychmiast zderzały się ze ścianą akceleratora i znikały w krótkim błysku (materia w spotkaniu z antymaterią anihiluje, a więc zamienia się w promieniowanie). Żeby antymaterię usidlić, trzeba było zamrozić jej ruch, a więc po prostu schłodzić. I umieścić w próżni w pułapce pola magnetycznego, by nie stykała się z powietrzem ani ściankami, bo kontakt ze zwykłą materią nieuchronnie kończy się jej unicestwieniem. Najciekawsze jest jednak to, kiedy, dlaczego i jak doszło do rozdzielenia materii i antymaterii. Jeśli mają one idealnie symetryczne własności, to w Wielkim Wybuchu powinno ich powstać dokładnie tyle samo. W najprostszym scenariuszu każda cząstka materii powinna więc napotkać swoją antycząstkę i zniknąć w błysku światła. Nie powinno być gwiazd, planet ani nas. Ale jesteśmy. Skąd się wzięliśmy?
W poszukiwaniu odpowiedzi fizycy od lat tropią najmniejsze ślady niezgodności między światem i antyświatem. A wodór jest jednym z najlepiej przestudiowanych pierwiastków. Na nim najlepiej badać wszelkie odstępstwa od symetrii i przewidywań teorii. Zmierzono już, że proton i antyproton mają taką samą masę z dokładnością do dziesiątego miejsca po przecinku, a elektron i pozyton - taki sam moment magnetyczny z dokładnością do 12. miejsca.
Teraz czas, żeby porównać wodór z antywodorem. Częstości ich promieniowania potrafimy mierzyć z dokładnością aż do 14. miejsca po przecinku!
Wkrótce powinniśmy się przekonać, czy tak samo świecą i tyle samo ważą.
Źródło: Gazeta Wyborcza
|