|
Potężniejące w oczach Chiny zastąpiły Związek Radziecki w roli pierwszego straszaka Zachodu
Żadna cywilizacja nie wydawała się nam bardziej obca, niezrozumiała, nieprzewidywalna. W dodatku właśnie grozi USA... sankcjami. Komunistyczna armia dokonuje inwazji na USA, a grupka amerykańskich nastolatków wydaje im walkę partyzancką. Tak w jednym zdaniu można streścić film "Red Dawn" ("Czerwony świt") z 1984 r. Jego nowa wersja ma wejść do kin w listopadzie – lecz tym razem zamiast Sowietów na Amerykę napadają Chińczycy.
 | | Chińska armia, fot. PAP/EPA |
|
Ot, fantazja. Chińska inwazja na USA jest nawet mniej prawdopodobna niż radziecka ćwierć wieku temu. Jednak lęk przed Chinami, który narasta na Zachodzie, nie jest fantazją, lecz faktem, umiejętnie wykorzystanym przez twórców "Red Dawn 2".
Nieprzypadkowo akcja toczy się w Detroit. Kryzys rzucił na kolana miasto, które swą prosperity zbudowało na przemyśle samochodowym, a teraz zmaga się z bezrobociem rzędu 30, a nieoficjalnie nawet 50 procent. Można sobie wyobrazić, co czują mieszkańcy Detroit słysząc, że w zeszłym roku Chiny zdetronizowały USA i stały się największym rynkiem samochodowym świata.
Mimo kryzysu chińskiej gospodarce udało się utrzymać silny wzrost (ponad 10 proc. w ostatnim kwartale), podczas gdy UE i USA są na minusie. Chiny właśnie przegoniły Niemcy w roli pierwszego eksportera. Lada chwila zostaną drugą po Stanach Zjednoczonych gospodarką świata, spychając pogrążoną w recesji Japonię na trzecie miejsce. Pokonanie USA zajmie im pewnie około 20 lat.
Przybywają, by pomóc
Ze wszystkich lęków przed Chinami, lęk ekonomiczny jest najlepiej uświadamiany: "Chińczycy odbierają nam fabryki i redukują do roli konsumentów ich nieuczciwie tańszej tandety". Lecz problem migracji miejsc pracy z Północy na Południe jest globalny, nie dotyczy jednego tylko kraju.
A jednak Chiny przerażają szczególnie. Przeraża ich ogrom: oto naród stanowiący bez mała piątą część ludzkości, niemal homogeniczny, mówiący jednym językiem, poddany jednej władzy. Indie, niewiele mniejsze, nigdy nie wzbudzały takich lęków, jako zlepek wielu ludów, ekonomicznie zacofany i zwesternizowany przez dwa stulecia rządów brytyjskich.
Chiny przerażają innością. Żadna cywilizacja nie była Zachodowi bardziej obca. Starożytni Egipcjanie przyjęli kulturę grecką i rzymską, pierwotni Amerykanie dali się wyrżnąć w pień, muzułmanie wyrośli z judeochrześcijaństwa, z Indusów zrobiono służących. A Chińczycy? Kolonizacja ich nie zmieniła. Mówią i piszą niezrozumiale, jedzą pałeczkami, nie wierzą w Boga i nigdy nie wiadomo, co się kryje za ich służbowym uśmiechem.
Przez ostatnie 400 lat Zachód nie miał do czynienia z niezachodnim krajem, który posiada wpływ na świat. Psychicznie to trudne do zniesienia. "Zmiany spowodowane wzrostem Chin będą większe niż te wywołane odkryciem Ameryki w 1492 roku", pisze w "Asia Times" Francesco Sisci. "Dla Zachodu, a w szczególności dla Europy, oznacza to koniec świata skoncentrowanego wokół nich. To jak upadek Imperium Rzymskiego".
Mimo to los chinofoba nie jest lekki. Rzecz nawet nie w tym, że mówienie o "żółtym zagrożeniu" to rasizm. Chodzi o to, że poczucie zagrożenia jest dalece bardziej zniuansowane niż dawne, ze strony ZSRR. Kiedyś świat wydawał się prosty: Moskwa była śmiertelnym wrogiem zachodniej demokracji, linię frontu wyznaczały nie tylko odmienne teorie ekonomiczne, lecz przede wszystkim fundamentalne kwestie wolności i humanizmu.
Chiny oficjalnie wrogie nie są; mimo różnic ustrojowych uchodzą za „partnera” rządów zachodnich. A przyjaciel, któremu nie można ufać, przeraża bardziej niż znajomy wróg. Na plakacie filmu "Red Dawn 2" widnieje hasło: "Przybyli, by pomóc". Chińczycy lądują w USA pod pretekstem wyzwolenia Amerykanów od zakłamanych polityków i chciwych bankierów, którzy prowokują wojny i kryzysy, aby utrzymywać społeczeństwo pod kontrolą i nabijać sobie kieszenie. Scenarzyści uznali, że większość mieszkańców Detroit złapie się na ten lep i dołączy do okupantów. Fikcja czy trafne odzwierciedlenie nastrojów?
Casus belli
Lękiem wciąż niedocenianym jest obawa przed chińskim systemem politycznym, który staje się realną – bo dobrze funkcjonującą w praktyce – alternatywą dla wszystkich niedemokratycznych reżimów. Ucichły żywe w latach 90. debaty na temat demokratyzacji Chin. Na to już nie ma szans. Aktualnym pytaniem jest to, jak duża część świata i jak szybko ulegnie ustrojowej sinizacji. Tegoroczny raport Freedom House pokazuje, że poziom wolności na świecie spada czwarty rok z rzędu – a Chiny można śmiało uznać za głównego winnego. Zresztą o czym tu mówić, skoro państwa zachodnie w strachu przed terroryzmem wprowadzają u siebie metody inwigilacji społeczeństwa przetestowane wcześniej w Chinach.
Potęga Pekinu rośnie bez jednego wystrzału. Chińczycy – inaczej niż ZSRR – nie prowadzą wojen przez pośredników, nie straszą zagładą. Przeciwnie: używają uspokajającej retoryki i starają się przedstawiać jako odpowiedzialne mocarstwo, nieuciekające od wyzwań globalnych.
Może dlatego chińskie zbrojenia właściwie przestały budzić obawy zachodnich rządów. Tymczasem w ubiegłym roku wydatki wojskowe Pekinu wzrosły o 15 procent, do 70 mld dolarów. Wbrew zapewnieniom, że chodzi tylko o obronę własnego terytorium, Chiny budują pociski balistyczne, wyrzutnie na łodziach podwodnych i testują zestrzeliwanie satelitów. Chińska armia – choć jeszcze długo nie dorówna amerykańskiej – jest obecnie jedynym wojskiem na świecie skonfigurowanym pod kątem walki z USA. Zbrojny konflikt jest w najbliższym czasie mało prawdopodobny, jednak nie należy całkowicie ignorować takiej perspektywy. Wojny, jak pamiętamy, są tylko narzędziem prowadzenia polityki. Najczęściej wybuchają wtedy, kiedy rządy postanawiają radykalnie rozwiązać własne problemy wewnętrzne.
Powód zawsze się znajdzie. Najbardziej prawdopodobny casus belli to Tajwan. Marzeniem każdego przywódcy Chin jest przyłączenie do macierzy tej – jak nazywają wyspę – "zbuntowanej prowincji", tymczasem Stany Zjednoczone przyrzekły bronić jej przed chińską inwazją. Kilka dni temu władze w Pekinie ostro zareagowały na wiadomość o sprzedaży Tajwanowi amerykańskiego uzbrojenia o wartości 6,4 mld dolarów. Nie tylko wezwały ambasadora USA, wstrzymały współpracę wojskową z Waszyngtonem, ale też zagroziły sankcjami firmom biorącym udział w transakcji.
A jeszcze niedawno praktyczny monopol na stosowanie takich środków nacisku miały właśnie Stany Zjednoczone.
Panika
Amerykanie mają w ogóle więcej powodów do obaw niż Europejczycy, choćby dlatego że Chiny są największym wierzycielem rządu USA i teoretycznie mogłyby wystawić mu rachunek, doprowadzając do bankructwa.
W dzisiejszych czasach oddziały wojska nie są konieczne do dokonania inwazji. Kilka lat temu oficyna wydawnicza chińskiej armii opublikowała książkę "Nieograniczone działania zbrojne", w której autorzy, emerytowani oficerowie, radzą podejść do Ameryki w sposób alternatywny, tak jak robią to terroryści: pognębić ją w wojnie finansowej (zniszczenie systemu bankowego i giełdy), psychologicznej (manipulowanie informacjami w mediach), prawnej (odpowiednie wykorzystanie organizacji międzynarodowych), surowcowej (przejęcie kontroli nad złożami), narkotykowej (masowa dystrybucja tanich narkotyków na terenie wroga) i ekologicznej (niszczenie środowiska naturalnego we wrogim kraju). Sparaliżowanie sieci elektrycznej, telefonicznej, komputerowej i finansowej Ameryki ma doprowadzić do "paniki, rozruchów ulicznych i kryzysu politycznego".
Wojna surowcowa już się toczy, tak jak i psychologiczna (w zeszłym roku Chiny zaczęły budować imperium medialno-propagandowe na użytek odbiorcy zachodniego), zaś niedawny atak chińskich hakerów na Google wygląda na kolejną próbkę "podejścia alternatywnego".
Czy naprawdę powinniśmy bać się Chin? Tak – o ile nie będzie to strach paraliżujący, lecz skłaniający do działania. Kiedy na ekrany wchodził pierwszy "Red Dawn", Zachód zmagał się z wysokim bezrobociem, inflacją i z lękiem obserwował ekonomiczne zagrożenie z Japonii i militarne z ZSRR. Ale czerwony świt nigdy nie nadszedł, kolejna dekada płynęła mlekiem i miodem. Tym razem albo kraje zachodnie postawią na nogi swoje gospodarki i udowodnią własnym przykładem, że demokracja się opłaca – albo niech się biorą za naukę chińskiego.  A Nostradamus ostrzegał że żółta rasa zaleje świat (ap)
Rasa żółta zaleje świat . Rasa żółta zaleje świat , przepowiadał w XVI wieku , francuski lekarz i astrolog Nostradamus . Zapomniał dodać : ... swoimi wyrobami . Tempo rozwoju gospodarki chińskiej , szokuje swoją dynamiką . Pracowitość Chińczyków , ich niebywały talent do szybkiego przyswajania nowoczesnych technologii , niewielkie oczekiwania płacowe , w połączeniu z gigantycznymi nakładami inwestycyjnymi , światowych koncernów i banków , spowodowały eksplozję produkcyjną przemysłu Państwa Środka . Już w chwili obecnej , światowy popyt na wyroby masowe powszechnego użytku ( tekstylia , elektronikę , komputery ,itp. ) , jest zaspakajany prawie w całości przez fabryki zlokalizowane w Chińskiej Republice Ludowej . Gospodarka żadnego państwa na świecie , nie jest w stanie sprostać chińskiej konkurencji , głównie z powodu niewiarygodnej wręcz pracowitości Chińczyków , idącej w parze z równie niewiarygodnie niskimi płacami , za jakie są oni skłonni pracować !! . Porównanie kosztów robocizny , na przykład w przemyśle tekstylnym , w różnych państwach świata , daje szokujący obraz ! . Statystyczny chiński pracownik , kosztował pracodawcę ( łącznie ze wszystkimi kosztami dodatkowymi ) .... 0 ,41 USD na godzinę . Pracodawcy w innych krajach , musieli zapłacić swoim pracownikom odpowiednio : w Danii - 25,8 USD / godzinę , w Szwajcarii - 24,12 , w Niemczech - 21 , 18 , w USA - 15 ,13 , w Polsce - 2,90 , w Bułgarii - 1 , 01 . ( na podstawie : Melliand Textilbaviate nr . 4 / 2003 ) . Za swoją głodową ( w świetle światowych standardów ) płacę , Chińczyk pracuje z oddaniem i poświęceniem trudnym do zrozumienia . Mogę to obserwować na co dzień , gdyż firma której jestem członkiem zarządu , kooperuje z chińskimi fabrykami produkującymi przędze tkackie . Porównując pracę handlowców chińskich , z którymi mam kontakt , z pracą ich kolegów z państw europejskich ( Niemiec , Francji , Holandii ) , z którymi również współpracujemy , muszę stwierdzić , że " skośnoocy " , biją ich na głowę pod każdym względem !! . Niemiecki handlowiec odpowiada na moje zapytanie ofertowe , średnio po trzech tygodniach , ( i to jest standard europejski ) , czasami nie odpowiada w ogóle , bądź raczy zareagować dopiero po kolejnym ponagleniu .( Biurokracja w dużych firmach europejskich woła o pomstę do nieba ) . " Mój " Chińczyk , odpowiada na każde moje pytanie w czasie nie dłuższym niż 1 godzina , bez względu na porę doby , w której wysłałem mu e-maila . Nie mogłem zrozumieć jak on to robi , któregoś dnia wysłałem mu zapytanie pocztą elektroniczną , w środku " jego " nocy : odpowiedź otrzymałem za pół godziny !! . Zdumiony poprosiłem o wyjaśnienie i je otrzymałem : otóż on pracuje całą dobę , nawet poza biurem !! . Jeśli na jego adres internetowy , wpłynie jakaś poczta , to komputer wysyła powiadomienie o tym fakcie , na jego telefon komórkowy . Wówczas , natychmiast ( bez względu na porę dnia i miejsce pobytu ) , włącza on komputer , i odpowiada !!! . I tak pracują wszyscy chińscy handlowcy z którymi miałem do czynienia ! . Szukając w Chinach producentów przędz tkackich , poprosiłem radcę handlowego polskiej ambasady w Pekinie , o pomoc i wskazanie takich firm . W odpowiedzi ( po trzech miesiącach i licznych ponagleniach ) , otrzymałem kserokopię kilku stron jakieś książki teleadresowej , jak się okazało otworzonej " na chybił trafił " , gdyż żadna z firm tam występujących nie była producentem przędz !! . Miła panienka z biura radcy handlowego Chin w Warszawie , przekazała mi adresy takich firm , w ciągu ( a jakże ) .... godziny . Nim zdążyłem wystosować do nich zapytanie ofertowe , otrzymałem z tych firm emaile , z pytaniem czego potrzebuję i namiarami na osoby odpowiedzialne za obsłużenie mnie !!!! . Mając takich pracowników , rasa żółta na pewno zaleje świat swoimi wyrobami na początek , zaś swoimi obywatelami w drugiej kolejności , na zgubę nam rozleniwionym " białasom " z Unii Europejskiej . Przepowiednia Nostradamusa spełni się !!! Anthony Ivanowitz www.pospoliteruszenie.org 15 . lipca . 2004 r .
|