|
Nieraz zastanawiałem się skąd bierze się tak obsesyjna nienawiść rządów i wszelkich możliwych ciał legislacyjnych do nikotyny. Zakazy palenia zaczęły przybierać już absurdalne formy, czego najlepszym dowodem może być poprawka wniesiona ostatnio w polskim parlamencie, która nie wprowadziła wprawdzie jeszcze bezwzględnego zakazu palenia, ale do pomieszczeń w których należy wyznaczyć specjalne miejsce dla palaczy dodała ... domy zakonne. Stąd już naprawdę coraz bliżej do momentu, gdy urzędnik rządowy zapuka do naszego mieszkania by sprawdzić, czy przestrzegana jest w nim ustawa antynikotynowa.
Oczywiście przejaskrawiam być może zjawisko, ale nie dlatego, że sam popalam, ale dlatego, że intryguje mnie ta bezwzględna wojna w świecie w którym raczej wszystko jest liberalizowane, od narkotyków, poprzez środki chemiczne w przemyśle spożywczym aż na aborcji, eutanazji i zalegalizowanym samobójstwie kończąc. Tymczasem okazuje się, że nie ma w tym żadnego spisku, a jedynie przeświadczenie rządzących, że ciąży na nich obowiązek ochrony zdrowia obywateli, jak wiadomo zbyt mało odpowiedzialnych i dorosłych, by zatroszczyć o to mieli się sami. Tendencje do nadopiekuńczości i to całkiem nowe, pojawiły się tym razem w Nowym Jorku, gdzie politycy wystąpili z propozycją zakończenia "niecnego" procederu stosowanego przez Restauracje, które dodają do swych dań sól - niezwykle groźną substancję, mogącą wpłynąć na utratę zdrowia a nawet życia. Nowa ustawa, Bill A10129, miałaby ustanowić grzywnę w wysokości 1000 dolarów, nakładaną na tych spośród restauratorów, którzy zostaliby przyłapani na dodawaniu soli do potraw (czyli zapewne powstanie komisja tropiąca, setki inspektorów, tajniaków itp). Felix Ortiz, członek Rady Nowego Jorku, który ustawę tą zaproponował jest jednak demokratą i pozostawił klientom możliwość samodzielnego decydowania o użyciu, bądź nie, soli. Na razie nie będą oni za to karani, choć pewnie wkrótce na stolikach pojawią się ulotki informujące o zagrożeniach ze spożywaniem soli związanych. Ustawa ta ma spore szanse na uchwalenie, jako że amerykańską aglomeracją NY rządzi burmistrz Michael Bloomberg, który parę ładnych zakazów już wprowadził. Zakazał palenia niemal wszędzie w miejscach publicznych, zakazał stosowania tłuszczów nienasyconych tzw "trans fats", nałożył na Restauracje obowiązek informowania, ile kalorii zawiera każda z potraw a także przymierza się do wprowadzenia nowego podatku od słodkich napojów. Oczywiście Amerykanie zdrowo się nie odżywiają, ale pomysł żeby w to ingerować za pomocą prawodastwa i masowej produkcji zakazów jest niedorzeczny tak samo jak argumenty, że uzyskane w ten sposoób zmniejszenia zawartości sodu w potrawach zmniejszy liczbę jego ofiar o 100 tysięcy. Marzy mi się by wreszcie społeczeństwa ogarnęły się z tego iście owczego poddawania się tresurze nakazowo-zakazowej i w odpowiedzi na zakaz solenia, wprowadziły dla polityków, bezwzględny zakaz pieprzenia głupot. Okazja ku temu, jest przy każdych wyborach. na podstawie doniesień z Daily Telegraph konservat.cba.pl
|