Home Teraźniejszość gospodarka Wielkie koncerny nie plajtują, BP może być jednak pierwsze

Menu użytkownika

Reklamy

Pomóż utrzymać tę stronę
Pietrek
 
Wielkie koncerny nie plajtują, BP może być jednak pierwsze PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
gospodarka
Wpisany przez pc   
Czwartek, 17 Czerwiec 2010 10:26
Wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej z platformy należącej do koncernu BP sprawił, że wartość spółki spadła o 40 proc., a ceny obligacji osiągnęły poziom śmieciowych. Na horyzoncie jest obcięcie dywidendy, a niektórzy eksperci wieszczą wręcz bankructwo firmy.
 

Po tym, jak jesienią 2008 r. zbankrutował działający od 1850 r. Lehman Brothers, amerykański rząd robi wszystko, by utwierdzić inwestorów w przekonaniu, że istnieją banki zbyt wielkie, by upaść. 80 tys. pracowników koncernu BP i tysiące inwestorów liczą, że określenie "too big to fail" dotyczy też sektora energetycznego. 

Skutki katastrofy ekologicznej po eksplozji na platformie Deepwater Horizon są niemożliwe do oszacowania. Przed 20 kwietnia 2010 r. wycieki ropy naftowej do oceanu zdarzały się wielokrotnie. W 1989 r. z tankowca "Valdez" należącego do firmy Exxon wyciekło ok. 240 tys. baryłek ropy, a podczas wojny w Zatoce Perskiej w styczniu 1991 r. Irak wypuścił do wody od 5 do 10 mln baryłek. Firma British Petroleum bulwersuje ekspertów zaniżonymi szacunkami, według których w początkach wycieku każdego dnia do wód Zatoki Meksykańskiej trafiało ok. 5 tys. baryłek. Tymczasem niezależni eksperci na podstawie filmów z dna oceanu szkody oceniają na 10-15 razy większe. 

Obama "skopie tyłek" 
Do połowy czerwca zabroniono połowów na 37 proc. powierzchni Zatoki Meksykańskiej, wydobycie ropy z dna oceanu spadło w USA o połowę, a zanieczyszczenia rozprzestrzeniły się na ok. 140 mil linii brzegowej czterech stanów. Tysiące firm mogą zapomnieć o milionach dolarów, które turyści zostawią prawdopodobnie na Zachodnim Wybrzeżu albo zaoszczędzą, rezygnując z wakacji nad wodą. Skutki wycieku ropy dla flory i fauny oceanicznej będą jeszcze poważniejsze i bardziej długofalowe. We wniosku o pozwolenie na wiercenie na dnie oceanu koncern BP deklarował gotowość na najgorszy scenariusz 250 tys. baryłek ropy wyciekającej każdego dnia. Obecnie po blisko dwóch miesiącach i wielu próbach naprawy sytuacji, z rury na dnie morza udaje się odprowadzać ok. połowy wyciekającej ropy, a koncern paliwowy obiecuje, że do końca czerwca dojdzie do ok. 90 proc. 

Tydzień prawdy 
Nieumiejętne zarządzanie sytuacją kryzysową, bagatelizowanie rozmiarów katastrofy i niefortunne wypowiedzi prezesa sprawiły, że BP dokonało niemożliwego - wyprzedziło bank Goldman Sachs w rankingu najbardziej znienawidzonych korporacji na świecie. Administracja Obamy traci cierpliwość i planuje zajęcie części środków firmy na naprawę szkód, a wśród inwestorów pojawiają się plotki o możliwym bankructwie firmy. W poniedziałek 4 czerwca Barack Obama po raz czwarty odwiedził stany, w których tysiące osób straciły lub wkrótce stracą pracę z powodu katastrofy ekologicznej. Po wcześniejszych wizytach prezydent USA nie szczędził ostrych słów pod adresem brytyjskiego koncernu ("Wiem, komu skopać tyłek") i prezesa BP ("Zwolniłbym go za słowa, że chce uporać się z wyciekiem jak najszybciej, żeby jego życie wróciło do normy"). W tym czasie na nadzwyczajnym posiedzeniu zbiera się rada nadzorcza British Petroleum - przedstawiciele firmy rozważają obniżenie lub całkowite anulowanie dywidendy za II kwartał 2010 r. oraz będą przygotowywać się do zaplanowanego na środę spotkania z Obamą.

 

Sytuacja wewnątrz firmy niewątpliwie przypomina to, co w połowie września 2008 r. działo się w banku Lehman Brothers. Inwestorzy na rynku akcji i rynku długu pozbywają się papierów wartościowych, świadomi, że jeśli amerykański rząd postawi spółkę pod ścianą, partnerzy biznesowi zaczną wymagać wyższych zabezpieczeń, pojawią się problemy z płynnością i bankructwo paliwowego giganta może być jedyną opcją. Dotychczasowe koszty zatrzymania wycieku to ok. 1,6 mld dol. Analitycy Credit Suisse szacują jednak, że całkowite koszty poniesione przez BP mogą wynieść ok. 37 mld dol. 

Koszty wycieku 
Według ostatniego raportu finansowego w I kwartale 2010 r. koncern British Petroleum posiadało aktywa o łącznej wartości 240 mld dol. Gotówka i jej ekwiwalenty (krótkoterminowe papiery wartościowe, które można szybko sprzedać bez utraty wartości) 31 marca miały wartość ok. 12 mld dol. Przy analizie fundamentalnej spółki kluczowe są przychody z działalności operacyjnej - mówiąc prościej: to, czy podstawowa działalność przynosi więcej przychodów niż kosztów. W I kwartale 2010 r. BP odnotowało dodatnie przychody z działalności operacyjnej w wysokości 7,7 mld dol., a w ciągu ostatniego roku 27,7 mld dol. I kwartał spółka zakończyła zyskiem netto na poziomie 6,1 mld dol. 

Sytuacja finansowa firmy przed katastrofą była więc bardzo dobra, zwłaszcza że cena ropy przez ostatnie kilkanaście miesięcy rosła. Dzięki temu akcjonariusze uczestniczyli w podziale zysku - na dywidendę w ubiegłym roku spółka przeznaczyła 10 mld dol. Kiedy na początku czerwca pojawiły się informacje, że BP może anulować wypłatę dywidendy w przyszłych kwartałach, inwestorom, którzy do tej pory zaciskali zęby, przyglądając się kilkunastoprocentowej przecenie akcji, puściły nerwy. W piątek akcje spółki na londyńskiej giełdzie potaniały do najniższego poziomu od 14 lat, a w poniedziałek 14 czerwca pogłębiły spadki o mniej więcej 8 proc., bo dla wielu funduszy inwestycyjnych i emerytalnych to właśnie wysoka dywidenda była głównym argumentem za ulokowaniem środków w papiery BP. Spadek kursu o ponad 40 proc. od poziomu z połowy kwietnia oznacza, że wartość rynkowa BP zmniejszyła się ze 123 mld funtów do 69 mld funtów. Na rynku kredytowym wartość obligacji brytyjskiego koncernu paliwowego spadła poniżej poziomu, na którym notowane są obligacje korporacyjne o śmieciowym statusie. 

"Niezależni" analitycy 
Cała dyskusja na temat możliwego upadku brytyjskiego giganta rozpoczęła się artykule w magazynie "Fortune" z 9 czerwca. Powołano się w nim na opinię specjalisty z branży paliwowej Matta Simmonsa, który twierdził, że firma BP może ogłosić bankructwo w ciągu najbliższego miesiąca. Dwa dni później ten sam ekspert w biuletynie dla klientów swojej firmy Simmons & Co. podniósł rekomendację dla BP z "neutralnie" do "przeważaj" i papiery, za które wówczas płacono 33 dol. na 52 dol. Jako główny argument takiej rekomendacji podał skrajnie negatywne opinie w prasie, które zaniżyły wartość firmy. To chyba najlepszy dowód na to, że do każdej opinii głoszonej przez ekspertów należy podchodzić z dystansem i mieć na uwadze sprzeczne interesy różnych grup inwestorów. 

Kwestia dywidendy dla akcjonariuszy BP i dalsze losy spółki prawdopodobnie zostaną rozstrzygnięte w ciągu najbliższych dni lub tygodni. W przeciwieństwie do naprawy szkód spowodowanych wyciekiem ropy z Deepwater Horizon, które zmienią środowisko naturalne i życie tysięcy rodzin na zawsze.

Łukasz Wróbel,onet.pl












Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:
B):evil::silly::dry:
:lol::kiss::D:pinch:
:(:shock::X:side:
:):P:unsure::woohoo:
:huh::whistle:;):s
:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

!joomlacomment 4.0 Copyright (C) 2009 Compojoom.com . All rights reserved."

 
 

Szukaj w serwisie

Czas do 2012

Time now
26. May 2012, 00:44
Count to
21. December 2012, 12:00
Time left
209 days
12 hours
15 minutes

Nasza księgarnia

Kup i czytaj
Reklama
Reklama
Reklama