|
We wtorek nie było już widać nawet śladu po wczorajszym pozytywnym otwarciu tygodnia. Po niewyraźnej sesji w USA i słabej Azji (japoński Nikkei znalazł się najniżej od 15 lat) GPW pogrążyła się w spadkach.
Ostateczny cios indeksowi WIG20 zadały fatalne dane z amerykańskiego rynku nieruchomości, które pokazały się o godzinie 16. Sprzedaż domów na rynku wtórnym spadła do zaledwie 3,85 mln sztuk (oczekiwano 4,7 mln ), czyli najniżej od kilkunastu lat, co potwierdza obawy o kondycję amerykańskiej gospodarki. Optymizm legł w gruzach.
Złe dane od razu przyniosły znane nam zjawiska, czyli ucieczkę z ryzykownych aktywów, w tym surowców. Nic dziwnego, że ucierpiał także rynek w Warszawie, ponieważ „emerging markets” są bardzo wrażliwym barometrem koniunktury giełdowej. W efekcie na zamknięciu WIG20 stracił ponad 2,2% kończąc dzień na poziomie 2410,23 punktów, czyli najniżej od ponad miesiąca.
Szczególnie słabo zaprezentowały się dziś spółki medialne: Cyfrowy Polsat -5,1% oraz TVN -4,4%, ale trudno też mówić o udanym wtorku dla sektora rafineryjnego (PKN Orlen -3,3%, Lotos -4,3%) czy banków (PKO BP -3,1%). Jedynym pewnego rodzaju pozytywem jest nieco większy spokój na mniejszych indeksach: sWIG80 -1,6% oraz mWIG40 -1,2% i właśnie wśród mniejszych spółek widać było nawet kilka niezłych wzrostów – przykładem jest wciąż rosnący kurs Mondi Świecia +1,2%. Jednak wiadomo, że ton nadają najbardziej płynne spółki, którymi interesuje się zagranica i im wypadałoby się uważniej przyglądać.
Jeśli chodzi o syntetyczny obraz rynku – możemy nadal mówić o stagnacji w 2010 roku. Indeks WIG20 od początku roku zyskał zaledwie 1% i jedynie spekulanci mogli zarobić jakieś istotne pieniądze. Stateczni inwestorzy preferujący długoterminowe ruchy rynku są niezadowoleni, skoro lokowanie pieniędzy w ryzykowne aktywa jakimi są akcje średnio przegrywa z depozytami bankowymi czy obligacjami, które cechuje niewspółmiernie niższe ryzyko.
Na dodatek musimy dobrze przyglądać się strefie wsparcia, w którą dziś wkroczył indeks WIG20 z impetem łamiąc jej górne ograniczenie w okolicach 2440 pkt. Jej dół wyznacza 2400 punktów, gdzie mamy okrągłą liczbę, połowę fali wzrostowej rozpoczętej 1 lipca oraz średnią dwustusesyjną. Do jej przełamania brakuje zaledwie niespełna 0,5% i teraz wszystko zależy od końcówki notowań w Nowym Jorku.
Jeśli nie zobaczymy dość częstej akcji ratowników w ostatniej godzinie handlu na NYSE, jutro u nas będzie nie mniej nerwowo. Wartości poniżej 2400 punktów na WIG20 śmiało mogą być uznane za poważne zagrożenie dla dalszej koniunktury i spełnienie wciąż powtarzanej przez DI BRE prognozy korekty indeksu ze spadkiem aż do 2100 punktów. W takim wariancie mogłaby wrócić sezonowa cykliczność polskiego rynku, który często ma słabą jesień i co ważne -kupowanie akcji na przełomie października oraz listopada statystycznie prawie zawsze przynosiło zyski w okresie kolejnych kilku miesięcy (negatywny wyjątek jesień 2007 roku). Na razie jest to zbyt daleko idąca hipoteza, ponieważ wciąż mówimy o obronie wsparcia, ale prawdopodobieństwo dalszych spadków dziś wyraźnie wzrosło.
ZBIGNIEW PAPIŃSKI notowany.pl
|